Oceń wpis
   
Od poniedziałku na Allegro pojawiły się tzw. "Sklepy Allegro". Piszę "tak zwane", bo to oczywiście nie są sklepy (moim zdaniem słowo "sklepy" tylko zmyliło wielu sprzedawców). Poczytałem trochę opinii o wprowadzonym rozwiązaniu i czas na moją krótką analizę.

O tym, jak będą wyglądać Sklepy Allegro co nieco pisałem już wcześniej. Doszukiwałem się wtedy wzajemnych powiązań pomiędzy platformą Istore (zakupioną przez QXL), a Sklepami Allegro. To był zły trop.

Generalnie jest to tak naprawdę okrojona wersja Ebay Stores. Bardzo zbliżone są do siebie także modele cenowe obu rozwiązań. Przeglądając opinie sprzedawców można przypuszczać, że oczekiwali oni czegoś naprawdę mocnego. Zawiedli się.

Jeśli jednak przyjrzeć się tej sprawie bliżej, to model cenowy nie mógł być korzystniejszy od zwykłych aukcji, gdyż w takiej sytuacji Allegro stworzyłoby konkurencję dla siebie. Po drugie można już być pewnym, że tu chodziło w zasadzie tylko o tych sprzedawców, którzy nie chcieli wystawiać dodatkowych aukcji dla przedmiotów cechujących się małą sprzedażą. Moim zdaniem podstawowy zamysł Allegro może być taki:

1. Super Sprzedawca X sprzedaje bardzo dużo na aukcjach, wystawia najlepiej sprzedające się produkty. Nie wystawia tych mniej popularnych (tych z długiego ogona), bo opłaty za wystawienie są za wysokie, a gwarancji na sprzedaż nie ma.
2. Teraz Super Sprzedawca X może je wystawiać dodając do sklepu. Przy czym do sklepu dodaje tylko te słabo sprzedające się pozycje. W końcu na liście produktów z danego sklepu wyświetlane są także produkty z aukcji.
3. Odwiedzający aukcje Super Sprzedawcy X może przy okazji sprawdzić ofertę sklepu i kupić produkt ze sklepu. Super Sprzedawca X zapłaci wtedy bardzo wysoką prowizję.

W zasadzie tylko w takiej sytuacji opłaca się taki sklep stworzyć. Allegro wyciąga rękę po dodatkowe pieniądze sprzedawców. Co ciekawe, kiedy patrzę na niektóre sklepy to zastanawiam się co ci sprzedawcy robili na lekcjach matematyki lub gdzie pogubili swoje kalkulatory. Niektórzy do sklepów wstawiają produkty, które dobrze sprzedają się na samych aukcjach...

Dziwić może jednakowa prowizja dla wszystkich branż. Przy tak wysokiej prowizji można wymienić co najmniej kilka branż, gdzie towarów po prostu nie da się wstawiać do sklepu bez podwyżki cen. Lepiej pomyślane jest to chociażby w pasażu Onet.pl, gdzie prowizja zależy od branży.

Pozostaje pytanie jak intensywnie Allegro będzie promować sekcję "sklepów". Póki co w większości przypadków użytkownik nie wyszuka nic ze sklepów w wyszukiwarce - wyniki sklepowe pojawią się tylko wtedy, kiedy będzie mniej niż 5 wyników aukcyjnych. Pozostają aukcję sprzedawców, gdzie pojawia się ikonka sklepu i logotyp. No i katalog sklepów, który może być eksponowany na stronach Allegro bardziej lub mniej.

Chodziły słuchy, że w przypadku Sklepów Allegro, to sam sprzedawca będzie miał za zadanie sprowadzić ruch do sklepu. Nie dostał jednak od serwisu aukcyjnego żadnych narzędzi. Dla porównania Ebay Stores oferuje e-mail marketing, czy podpowiada w jaki sposób promować swój sklep. Nie ma także możliwości zarejestrowania własnej domeny, ani nawet otrzymania subdomeny w stylu mojsklep.allegro.pl (pozostaje adres typu http://www.allegro.pl/sklep/2194079_tresori_boutique).

Miesiąc temu pisałem: "To na czym moim zdaniem najbardziej powinno zależeć w tej chwili serwisowi takiemu jak Allegro to przekonanie swoich dużych sprzedawców do tego, żeby nadal byli związani z tym serwisem i nie szli "na swoje" zakładając własne e-sklepy." Po miesiącu mogę napisać, że Allegro miało inny pomysł ode mnie. W ten sposób na pewno ich nie przekonali. Właściciele firm oferujących oprogramowanie sklepowe (zwłaszcza ci tani) mogą zacierać ręce.

Jak Allegro mogłoby uatrakcyjnić swój nowy produkt?

1. Pozwolić lepiej promować sklepom swoją markę np. poprzez zarejestrowanie własnej domeny.
2. Pozwolić mierzyć ruch poprzez zewnętrzne statystyki.
3. Udostępnić narzędzia promocyjne.
2007-11-25 17:13
4. E-commerce Komentarze (44)
 Oceń wpis
   
Prawdopodobnie każdego miesiąca w Polsce powstaje nowa porównywarka cen. Przynajmniej z taką częstotliwością dostaję kolejne notki prasowe. Nie sposób o nich wszystkich pisać. No chyba, że któraś zaskoczy unikalnym pomysłem. Tak jest w przypadku Priced.at.

Szacuje się, że na Zachodzie 35-45% przychodu porównywarek stanowią reklamy z Google Adsense (dane za Comparisonengines.com). To dość dobitnie świadczy o tym, że z serwisami tego typu jest coś nie tak - użytkownicy nie znajdują tam tego co szukają. Z jakiego powodu? Moim zdaniem jest to sprawa asortymentu.

Każdy, kto prowadzi e-sklep w mniej popularnej branży ma kłopoty z integracją z porównywarkami. Zazwyczaj nie mają one przygotowanych kategorii dla niszowych branż. Kolejną sprawą jest to, że niewiele sklepów decyduje się "podarować" porównywarce wszystkich produktów ze swojej oferty. Dzieje się tak głównie ze względu na model biznesowych olegający na opłacie za każde przejście do sklepu. Co więcej, istnieją sklepy, które nie chcą integracji z porównywarkami, bo same w sobie mają bardziej rozpoznawalne marki. To wszystko sprawia, że największe porównywarki w Polsce i na świecie nie prezentują tak naprawdę tyle produktów ile mogłyby.

Odpowiedzią na to ma być właśnie Priced.at. Serwis ten działa jak typowa wyszukiwarka - sam odwiedza sklepy, indeksuje je, oczywiście nie pobiera za to żadnych opłat. Jeśli masz własny e-sklep prawdopodobnie znajdziesz tam swoje produkty. W pierwszym tygodniu działania wersji beta autorom projektu udało się zebrać milion ofert. Obecnie jest już ponad dwa miliony ofert z ponad 2000 e-sklepów.

Przewagę Priced.at nad innymi porównywarkami w kwestii asortymentu można sprawdzić wpisując frazy zwykłych produktów jak: rękawiczki, śruba etc. W większości przypadków Priced będzie miał kilkadziesiąt razy więcej wyników. Projekt jest na bardzo początkowym etapie. Przypomina bardziej Google niż Ceneo, ale autorzy przygotowują się już do większego eksponowania informacji o produktach.

- Dzięki ulepszaniu algorytmu wyodrębniającego szczegółowe informacje o produktach w dłuższej perspektywie będziemy mieli wszystkie informacje dostępne w tradycyjnych porównywarkach, a oprócz nich setki tysięcy produktów niszowych, w tym zza granicy - przekonywał mnie Robert z Priced.at.

Nie wiem jak u Was, ale ja zacząłem się zastanawiać nad planem biznesowym. Przewaga konkurencyjna budowana jest na niszowych, często mikroskopijnych sklepach. Czy uda się przekonać ich do opłat?

- Aktualnie skupiamy sie wyłącznie na stronie technicznej. W przyszłości oprzemy sie zapewne na PPC i programach partnerskich. Koszty mamy mikroskopijne, więc nie ma z tym pośpiechu - mówią.

Co powinno imponować w Polsce, projekt nie jest kalką zachodniego odpowiednika. Ze znanych mi porównywarek, które opierają się na podobnym mechaniźmie wymienić mogę tylko mało znany Shopwiki.com, o którym... sam informowałem ludzi z Priced.at. Shopwiki sama indeksuje sklepy, ale nie cieszy się dużą popularnością w USA. Innym projektem tego typu był Dulance.com, który został ponad rok temu przejęty przez Google.

Jeżeli Wasze sklepy nie są jeszcze zindeksowane w Priced.at wystarczy o to poprosić.

Co o tym myślicie?
2007-11-25 17:11
4. E-commerce Komentarze (21)
 Oceń wpis
   
Każdy, kto chce ulepszyć swój sklep internetowy staje przed wyborem: wdrożyć nową wersję czy ulepszać aktualną? Nad odpowiedzią zastanawiał się Bill Zujewski w tym tekście, który poprawiane sklepy porównuje do "Klubu Frankensteina". Jego zdaniem takie działanie może absorbować dużo czasu. Każda zmiana w funkcjonalności może być kłopotliwa, a bez porządnej platformy firma nie będzie w stanie rozwinąć się tak jak mogłaby.

Patrząc na nasz rynek można szybko wymienić duże sklepy, które przygotowały swoim klientom całkowitą odmianę. Przykładów nie brakuje: Merlin, Agito, Empik, Militaria, Vivid... Często zmianom front-endu towarzyszy praca nad back-endem, którym ciągle niewiele polskich e-sklepów może się pochwalić.

Żeby zdecydować się na całkowitą przebudowę trzeba być pewnym swojej nowej wersji. Jak wiadomo sklep internetowy jest bardzo czuły na takie zmiany. Nieudane wdrożenie obniży konwersję, co w przypadku większych sklepów będzie miało duży wpływ na sprzedaż i przychody. Takie też odczucia po przebudowie Merlina miał np. Tebe, który na co dzień przebudowuje i ulepsza serwisy mniej podatne na takie rewolucyjne zmiany. Co więcej, stali bywalcy sklepów raczej nie lubią zmian, muszą się wtedy przecież "nauczyć" danego sklepu na nowo. Zmiany jednak są przygotowywane głównie z myślą o nowych użytkownikach. Przykładowo wspomniany Merlin odnowił sklep na krótko przed dużą kampanią reklamową wystosowaną głównie do nowych odbiorców.

Zatem lepiej poprawiać czy budować od nowa? Sam jestem zwolennikiem tej drugiej opcji. Jest to potrzebne zwłaszcza w Polsce, gdzie bądźmy szczerzy, termin użyteczności czy wygody użytkowników jest znany dopiero od niedawna. Stare wersje niektórych sklepów są wykonane tak, że każda przebudowa miałaby sens. Dodatkowo zaplecze wielu sklepów nie nadąża za ich szybkim rozwojem.

Skoro jednak chcemy zainwestować pieniądze w nowe wdrożenie warto przygotować je profesjonalnie. Tworząc sklep od zera (mam na myśli teraz głównie front-end) możemy w pełni rozwinąć użytecznościowe skrzydła. Tak więc możemy wykorzystać chociażby persony, sortowanie kart, ocenę heurystyczną, wreszcie testy z użytkownikami, a następnie analizę na żywym organiźmie.

Co powinno cieszyć coraz więcej sklepów idzie tym właśnie tropem. Wymienić można Militaria.pl, przy którym silna pod względem użyteczności Janmedia współpracowała z Adv.pl, czy po raz kolejny Merlin (zobaczcie prezentację z ostatniego Grill IT).

Jak ważną decyzją są takie zmiany niech świadczy przykład Amazon, gdzie zmiana nawigacji jest szczegółowo testowana (użytkownicy stopniowo dostają dostęp do nowej wersji), ale także mocno dyskutowana z tzw. zwykłymi użytkownikami, którzy podobno mają duży wpływ na te zmiany.

A jakie jest Wasze zdanie?
2007-11-25 17:10
6. Jak tworzyć e-sklep? Komentarze (20)
 Oceń wpis
   
Intymnie.com to sklep z bielizną działający w sieci od 2003 roku. Jego miesięczna sprzedaż to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dla jednych dużo, dla innych mało. Gdyby jednak porównać ten wynik z innymi sklepami z tej branży okaże się, że jest co najmniej kilka sklepów, które rywalizują w wyższej lidze. Ten case to próba znalezienia odpowiedzi w jaki sposób uzyskać awans i zacząć mierzyć się z ekstraklasą. Szukam odpowiedzi wraz z właścicielem Intymnie.com - Tomaszem Jarominem.

Kto się liczy?

Na to pytanie częściowo udało mi się już odpowiedzieć w tekście o statystykach Alexa. Rynkowym liderem jest Intymna.pl, która ciągle zwiększa przewagę nad resztą. Ponadto do ekstraklasy zaliczyć trzeba też Garderoba.pl i E-lady.pl, które szczególnie w ostatnim okresie zaczęły szerszą promocję. Inni to Sisi.pl, Kisskiss.pl, Lulu.pl. Oprócz tych sklepów istnieje jeszcze około 200 innych, które z różnym skutkiem próbują sprzedawać bieliznę w sieci.

Jak widać konkurencja jest spora. Śmiało można uznać tę branżę za jedną z bardziej konkurencyjnych w polskiej sieci. Ma to nie tylko odzwierciedlenie w liczbie sklepów, ale także w średnim koszcie kliknięcia Google Adwords, które na wiele haseł sięga nawet kilku złotych.

Intymnie.com - dlaczego grają w II lidze?

Głównym powodem jest skala promocji. Do niedawna Intymnie.com promowało swój sklep głównie w wyszukiwarkach, w wynikach organicznych.

- Na promocji w wyszukiwarkach w tej branży można dojść tylko do pewnego stadium - mówi właściciel sklepu, Tomasz Jaromin.

Tym sposobem można osiągnąć pewien poziom sprzedaży, sklep będzie dochodowy, ale żeby przejść do innego wymiaru nie można ograniczać się tylko do wyszukiwarek. Bielizna to dość specyficzna branża.

- W tej branży ceny odgrywają drugorzędną rolę. Liczy się przede wszystkim marka sklepu, prezentacja produktu i cała "otoczka", która wpływa na subiektywną ocenę klienta - wymienia Tomek.

Trudno się nie zgodzić z taką oceną obserwując największe sklepy. Inwestują one duże pieniądze w promocję marki eksponując swoje oferty w pasażach handlowych czy współpracując z dużymi sieciami reklamowymi. Cel jest jasny: zbudować jak największą świadomość marki wśród potencjalnych klientów i czerpać profity w przyszłości. Dlatego też na tym tle Intymnie.com wypada blado.

Przygotowania do awansu

Zatem... liczy się prezentacja produktu, marka sklepu i cała "otoczka". Od czego więc zacząć? Od zmiany wyglądu. Poprzedni wygląd sklepu nie zachwycał, a sama prezentacja produktu była bardzo standardowa. W tej branży to za mało. Tomek postanowił w pierwszej kolejności zwiększyć konwersję w sklepie, a w dalszej kolejności zdobywać nowych odwiedzających. Innymi słowy: najpierw wysprzątaj swój dom, a dopiero później przyjmuj gości.

- Zrozumieliśmy co było utrapieniem klienta i dlaczego wiele odwiedzin nie kończyło się sprzedażą - przyznaje właściciel Intymnie.com - Dlatego zdecydowaliśmy się na całkowitą przebudowę sklepu.

O efektach tych działań trudno się wypowiadać już teraz, ponieważ nowa wersja działa od niedawna. Z pewnością jednak oceniając nową wersję sklepu ogólna ocena będzie znacznie wyższa. Sklep wygląda bardziej profesjonalnie, ładniej, bardziej stylowo. Na szczególną uwagę zasługuje także prezentacja samego produktu:



Możemy go oglądać w całkiem sporym powiększeniu. Podobne rozwiązania, choć już całkiem powszechne na Zachodzie, w Polsce ciągle należą do rzadkości. Tomek stara się także lepiej eksponować informacje o kosztach wysyłki, rozmiarach bielizny. Przy każdym produkcie pojawia się aktualny stan magazynowy. Rozbudowano także dział pomocy, który teraz jest dostępny w zasadzie w każdym miejscu sklepu. W ogólnym rozrachunku musi to przynieść pożądane efekty w postaci zwiększonej skuteczności sklepu.

Co dalej?

W dalszej kolejności planowana jest szersza promocja mająca na celu promocję marki i zdobycie nowych odwiedzających. Podjęto współpracę z serwisem We-dwoje.pl tworząc partnerski butik z bielizną dla użytkowników serwisu. Rozpoczęto także integracje z porównywarkami cen. Główny cel to oczywiście lepsze zaznaczenie obecności w sieci, a nie konkurowanie ceną z innymi sklepami. Ponadto rozpoczęto wdrożenie rozwiązań, które mają lepiej "przywiązywać" klientów do sklepu poprzez mieszankę programu lojalnościowego z programem partnerskim.

Sklep jest wciąż testowany. Jeżeli testy przebiegną pomyślnie, a zakładany wzrost skuteczności będzie miał miejsce, to właściciel nie wyklucza także masowej reklamy w pasażach portalowych czy podjęcia współpracy z Tradedoubler. Oprócz tego planowane są inne działania biznesowe takie, jak chociażby możliwość prezentacji oferty niektórych modeli bielizny, kolekcji, czy producentów na wyłączność.

Na przyszłość zalecić można bardziej agresywne działania cross i up-sellingowe w oparciu o e-mail marketing skierowany do obecnych klientów sklepu, co w tej chwili znajduje się na dalszym planie w Intymnie.com.

Co warto sobie przypominać?

Poniższe punkty zabrzmią pewnie jak frazesy, ale warto czasem na nie zerknąć:

1. Uświadom sobie w jakim punkcie znajdujesz się aktualnie. Ile brakuje Tobie do największych lub ile brakuje innym do Ciebie?
2. Czy Twój dom jest gotowy na przyjęcie gości?
3. Masz pomysł jak zacząć grać w wyższej lidze? Dlaczego Cię tam nie ma? Jak promują się największe sklepy z Twojej branży? Czym charakteryzuje się Twoja branża?
2007-11-25 17:09
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (22)
 Oceń wpis
   
Powstał sklep z artykułami dla dzieci - Friscobaby.pl. Z czym go skojarzyć? Oczywiście z Frisco.pl. Niedawno wspominałem o zarządzaniu markami przez Merlin.pl. Bardzo podobnym tropem poszli ludzie z Frisco.pl, którzy również zdecydowali się postawić na tzw. marki hybrydy. Oba rozwiązania nie są jednak identyczne.

Przede wszystkim to co może dziwić to fakt, że na stronie Frisco.pl nie znajdziemy żadnego odnośnika do nowego sklepu. Cały czas można za to kupować ten sam (być może trochę okrojony) asortyment co na Friscobaby.pl, ale w ramach Frisco.pl. Osobiście jest to dla mnie dosyć dziwne, bo to byłoby najprostsze rozwiązanie na zdobycie pierwszego ruchu w sklepie (grupy docelowe obu sklepów są ciągle bardzo zbliżone do siebie).

Postawiono jednak na współpracę z serwisem dla rodziców eDziecko.pl, który działa w ramach portalu Gazeta.pl. Szczegółów współpracy oczywiście nie znam. Można przypuszczać, że jest to stała opłata miesięczna i prowizja od sprzedaży. Odnośnik do sklepu pojawia się w menu pod kategorią "zakupy", w niektórych miejscach serwisu prezentowane są boksy z produktami Friscobaby.pl.

Na plus takiej współpracy jest to, że ruch w eDziecko.pl na pewno nie jest przypadkowy. Jak większość internetowych projektów Agory cechuje go społeczność w oparciu o fora, blogi czy nawet fotofora. To na pewno pomoże w rozwoju Friscobaby.pl. Jednak opieranie współpracy głównie na portalach jest moim zdaniem dość ryzykowne. Przede wszystkim portale wciąż skupiają się w pierwszej kolejności na wpływach z reklamach, a współpracę z e-sklepami traktują jako dodatkową. Po drugie, lubią dywersyfikować swoje przychody i być może za jakiś czas pojawią się kolejne sklepy w ramach eDziecko.pl np. z zabawkami, których we Friscobaby nie ma wiele.

Friscobaby.pl to sklep, który uruchomiony dzisiaj zacznie odcinać kupony dopiero za jakiś czas. W Polsce jest zdecydowanie zbyt wcześnie na to, aby taki sklep już teraz był w stanie generować zadowalającą sprzedaż. Na pewno jednak spółce należą się brawa za to, że dostrzegają pewne trendy i stają się pionierami.

Na podstawie testu konsumenckiego przeprowadzonego przez Internet Standard można wnioskować, że pod względem logistyki Frisco radzi sobie lepiej od hipermarketów sprzedających także w sieci. Ciągle jednak dużo zarzucić można pod względem użyteczności. Od ponad 10 minut zastanawiam się dlaczego nie mogę założyć konta we Friscobaby - zatrzymałem się na kroku numer dwa. Frisco pod względem wykonania można uznać za kopię brytyjskiego Ocado.com, co w moich oczach również trudno uznać za profesjonalizm.

Zgodnie z tym co powiedział CEO Frisco.pl, Witold Ferenc, skalę sprzedaży w tego typu sklepach można oszacować na podstawie ilości samochodów dostawczych. Wspomniane Ocado.com ma ich około 500, Frisco zdaje się 5. Mniej więcej taka różnica jest w tej branży pomiędzy Polską, a najbardziej rozwiniętym rynkiem e-spożywczaków - Wielką Brytanią. Jak widać jest kogo gonić. W przypadku Frisco widać jednak, że kierunek jest odpowiedni o czym świadczy chociażby Friscobaby.pl.

Zobacz więcej:

- Frisco.pl w newsach,
- Ocado.com w liczbach,
- A.pl,
- Sklepy internetowe, a wejście do sieci tradycyjnych sprzedawców.
2007-11-25 17:04
4. E-commerce Komentarze (9)
 Oceń wpis
   
Sklepy internetowe są na ogół podobne do siebie. Trudno na pierwszy rzut oka ocenić kto jest groźnym konkurentem, kto sprzedaje dużo, a kto jest tylko statystą. Czasami trudno ocenić nawet, który sklep w danej branży jest liderem. Na dodatek pozory często mylą. Bez wiedzy o konkurentach trudno dokonać analizy konkurencji. Chciałbym w tym tekście napisać o dwóch sposobach, które ułatwią nam rozpoznanie rynku.

Aby posiąść taką wiedzę w Polsce trzeba stosować metody partyzanckie. Polskie sklepy, które muszą informować o swoich wynikach finansowych można policzyć na palcach jednej ręki. Nie ma w Polsce także zestawień na wzór Top 500 Guide, gdzie znajdują się największe sklepy z wyszczególnieniem ich sprzedaży, jak i całym szeregiem innych, niezmiernie istotnych danych.

Metoda pierwsza: Alexa.com

Pewnie większość z Was kojarzy narzędzie jakim jest Alexa.com. Alexa mierzy popularność stron internetowych z całego świata. Żeby jednak dobrze korzystać z tego narzędzia trzeba zrozumieć jego sens. Świetnie wytłumaczył to Marek Futrega na swoim blogu. Generalnie korzystając z Alexa nie dowiemy się ile nasi konkurenci notują odwiedzin w swoich sklepach. Alexa sprawdzi się jednak doskonale, kiedy będziemy chcieli porównać naszych konkurentów ze sobą czy też z naszym własnym sklepem.

Dobry przykład: e-sklepy z bielizną. Pobawiłem się trochę i wyselekcjonowałem 5 sklepów, które z dużym prawdopodobieństwem można uznać za czołowe w naszym kraju. Wykres dla nich prezentuje się tak:



Jak widać niekwestionowanym liderem na tym rynku jest Intymna.pl, drugie miejsce przypada E-lady.pl, trzecie Garderoba.pl, czwarte i piąte sklepom takim jak Kisskiss.pl, Sisi.pl, czy Lulu.pl (nie ma tego sklepu na wykresie). Co jeszcze można odczytać z tego wykresu:

a) jeszcze na początku rynku trudno było wyłonić niekwestionowanego lidera, wiele sklepów notowało bardzo podobnych ruch,
b) od maja-czerwca swój zasięg znacznie zwiększyła Intymna.pl - prawdopodobnie miało to związek z próbami znalezienia inwestora (udanymi zresztą),
c) duży wzrost zasięgu odnotował także sklep E-lady.pl, który wyprzedził swojego starszego konkurenta Garderoba.pl,
d) wciąż trwa walka o pozycję nr 2.

Co dalej? Mając taki wykres przed sobą i wiedząc, że Intymna.pl realizuje około 5000 zamówień miesięcznie, można założyć, że sklep ten odwiedza około 250 000 użytkowników miesięcznie (przy konwersji na poziomie 2%). Analizując wykres można wyczytać, że Intymna.pl notuje zasięg około trzy razy większy niż E-lady.pl (lepiej widać to kiedy wyświetlimy zestawienie dla okres jednego lub trzech miesięcy). A zatem można założyć, że E-lady.pl odwiedza miesięcznie około 80 000 internautów. Podobnie można zrobić z innymi sklepami. Znając ruch w danym sklepie można spróbować ocenić ich sprzedaż (średnie zamówienie na poziomie około 100-120 zł, konwersja 1-3%).

Alexa świetnie sprawdzi się w takich branżach jak książki (tutaj widać ile znaczy długa obecność w sieci - patrz Lideria.pl czy Wysylkowa.pl), agd/rtv (na tym przykładzie można się przekonać, że rzadko opisywane w mediach, nieznane szerszemu gronu sklepy potrafią generować sprzedaż na poziomie Hoopla.pl), militaria (widać pojedynek Militaria.pl i Bron.pl) i jeszcze paru innych. Niestety dla niektórych sklepów nie będziemy mogli przeprowadzić takiej analizy - mają one po prostu zbyt mały ruch.

Metoda druga: numer zamówienia w sklepie

To jeszcze bardziej partyzancka metoda. Polega na tym, że w zasadzie każdy sklep zamówieniom przypisuje unikalne numery (klienci posługują się potem tymi numerami przy kontakcie ze sklepem etc.). Co warto odnotować, większość sklepów stosuje tradycyjną metodą przypisując kolejnym zamówieniom kolejne numery. Przykładowo zamówienie #1023, #1024, #1025 etc.

Jeżeli nasz konkurent właśnie tak robi bardzo łatwo sprawdzić ile sprzedaje. Wystarczy dokonać dwóch zakupów (fikcyjnych lub też nie) np. na początku i końcu danego miesiąca, aby sprawdzić ile zamówień zostało złożonych w tym okresie. Dla uwiarygodnienia wyników można przyjąć, że około 2-3% zamówień zostanie niezrealizowanych z różnych względów. Na podstawie liczby zamówień można oczywiście dalej ocenić wielkość sprzedaży.

Ponadto niektóre sklepy przyznają swoim użytkownikom numery np. "Jan Kowalski, numer klienta #532". Dodatkowo wciąż wiele sklepów w Polsce wymusza założenie konta przy składaniu zamówienia. Tak więc jeżeli jestem klientem nr 532, a moje zamówienie ma numer 1023 można spróbować ocenić powtarzalność zakupów. Tutaj jednak należy być ostrożnym i na te dane patrzeć z dystansem. Po pierwsze wielu klientów zakłada konto i nic nie zamawia. Po drugie niektórzy klienci zamawiali wiele razy. Trudno zatem wyrokować ilu klientów rzeczywiście wraca do sklepu, aby dokonać kolejnego zakupu.

Znacie inne sposoby? Widzicie jakieś wady w tych wymienionych przeze mnie?

Aktualizacja:

Czytelnik bloga, Marcin Budek, podesłał mi ten adres. Według Stat24 E-lady.pl miało w październiku 165 000 unikalnych użytkowników. Można zatem założyć, że Intymna.pl notuje dwa razy tyle - 330 000 UU, a jej CR wynosi około 1,5% (a nie jak wcześniej zakładałem - 2%). :-)

Zobacz więcej:

- Statystyki Alexa, kilka obserwacji,
- Sprawdzamy jak działa konkurencja.
2007-11-23 13:24
4. E-commerce Komentarze (5)
 Oceń wpis
   
Jak powszechnie wiadomo ostatni kwartał roku to dla sklepów internetowy najgorętszy okres. Ma on także największe odzwierciedlenie w sprzedaży i zyskach, dlatego prawie wszystkie sklepy chcą przygotować się do niego najlepiej. Szczerze mówiąc miałem w planach napisać serię tekstów ze wskazówkami na okres przedświąteczny, ale brakuje czasu i samozaparcia (przede wszystkim). Chciałbym jednak napisać o jednej z ważniejszych wskazówek.

Mam na myśli zarządzanie kosztami wysyłki. Kto choć raz w swoim sklepie wprowadził promocję polegającą na rezygnacji z kosztów wysyłki zapewne przekonał się jak czuli na tego typu zmianę są klienci. Na pytanie "Co skłoniłoby Pana(ią) do częstszych zakupów przez internet?" w raporcie Gemius/Money.pl na drugim miejscu pojawiła się odpowiedź "niższe koszty wysyłki/bezpłatna dostawa". Z kolei w raporcie Internet Standard i Sklepy24.pl zapytano właścicieli sklepów o bariery w rozwoju e-handlu i ponad 62% stwierdziło, że są to wysokie koszty wysyłki. Jak widać koszty wysyłki to ważny element zarówno dla klientów sklepów, jak i samych właścicieli. Klienci nie lubią ich płacić, bo w zwykłym sklepie płacą tylko za towar. Z kolei właściciele e-sklepów zdają sobie sprawę, że gdyby usługi kurierskie i pocztowe były tańsze, to polski e-handel miałby się lepiej.

Trzeba przyznać, że sklepy internetowe intensywnie działają na tym polu. Według raportu Shop.org 54% e-sprzedawców testowała darmową wysyłkę dla wszystkich klientów, a 80% próbowała darmowej wysyłki pod pewnymi warunkami. Jeśli chodzi o ten drugi typ, to w Polsce zazwyczaj przybiera to formę darmową dostawę od określonej kwoty zakupów.

Przykładów jak darmowa wysyłka wpływa na sprzedaż jest wiele. Jednym z lepszych jest Stereo.pl. W końcówce zeszłego roku Stereo.pl zdecydowało się wprowadzić darmową wysyłkę dla wszystkich zamówień. Efekty musiały być naprawdę imponujące. Nawet w oficjalnej informacji prasowej 300% wzrost sprzedaży w stosunku do roku poprzedniego tłumaczono tak: "Tak wysoki przychód, którego wynikiem jest ponad 400 tys. złotych zysku netto był możliwy między innymi dzięki bardzo dobremu zakończeniu roku i przeprowadzonej z sukcesem akcji promocyjnej, w ramach której klienci sklepu nie płacili za przesyłki bez względu na wartość transakcji.".

W tym roku na nieco mniej radykalny krok zdecydował się Merlin.pl, który za darmo wyśle wszystkie zamówienia na kwotę ponad 50 zł. Podejrzewam, że Merlin obawiał się spadku kwoty średniego zamówienia. Bo nie ma co ukrywać, że rezygnacja z kosztów wysyłki zazwyczaj oznaczać będzie spadek kwoty średniego zamówienia. Tak było w przypadku Llbean.com o czym pisze "New York Times" w tym artykule. Sugestia z artykułu brzmi mniej więcej tak: "darmowa wysyłka obniży Twoje przychody z pojedynczego zamówienia, ale taką promocję należy traktować długofalowo".

Wprowadzenie głośnej promocji, na którą w zeszłym roku zdecydowało się Stereo ma sens tylko i wyłącznie wtedy, kiedy sklep będzie w przyszłości potrafił zatrzymać świeżo pozyskanych klientów nawet w przypadku, kiedy wysyłka już nie będzie darmowa. W tym celu należałoby wdrożyć przede wszystkim przemyślany program e-mail marketingu - innymi słowy utrzymywać kontakt z klientami. Mam zamiar więcej o tym temacie napisać niebawem.

Zanim jednak zdecydujesz się na ten ruch w swoim sklepie zastanów się dobrze, czy w Twoim indywidualnym przypadku nie będzie to zbyt drogie (np. w branży RTV AGD znacznie trudniej o taki ruch). Jeśli postanowisz skorzystać z darmowej wysyłki na jakiś czas zastanów się w jaki sposób zatrzymasz klientów u siebie na dłużej.
2007-11-06 12:41
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
Raport "Struktura sprzedaży na Allegro.pl" napisany przez Michała Klara z pewnością daje do myślenia. Jako, że Allegro to ponad połowa polskiego e-commerce warto przyjrzeć się tym liczbom, bo na ich podstawie można prorokować dalsze wydarzenia na rynku e-handlu w Polsce.

Allegro powstało jako serwis aukcyjny, gdzie każdy chętny może sprzedać np. zalegającą mu na półce książkę. Sprzedać miał ją za jak najwyższą cenę w drodze licytacji pomiędzy wszystkimi chętnymi. Taka jest generalna idea serwisu aukcyjnego. Jednak tak nie jest już od dawna. Allegro to w tej chwili:

a) miejsce, gdzie 82,3% produktów jest sprzedanych poprzez opcję Kup Teraz, czyli po stałej cenie, tak jak w zwykłym e-sklepie,
b) miejsce, gdzie 79,1% łącznej sprzedaży jest generowana poprzez opcję Kup Teraz,
c) miejsce, gdzie 73,1% sprzedanych produktów jest nowych (nieużywanych).

Co więcej, liczby te z roku na rok rosną. W 2005 roku stosunek aukcji typu Kup Teraz do aukcji z licytacją wynosił prawie 50-50. Dzisiaj, jak już napisałem, stosunek wynosi niespełna 80-20.

Jaki wniosek można wysnuć? Allegro można uznać za platformę, gdzie sprzedają ludzie żyjący z e-handlu lub ci, którzy mają do tego aspiracje. Jest to twór, który zrzesza wiele nieformalnych e-sklepów o trudno rozpoznawalnej marce. To z kolei rodzi kolejne pytania.

Fakty są takie, że na rynkach znacznie bardziej rozwiniętych niż Polska aukcje internetowe stanowią tylko około 20% łącznej sprzedaży w handlu internetowym. Reszta przypada na e-sklepy i inne serwisy związane z e-commerce. Biorąc pod uwagę, że nasz rynek prędzej czy później upodobni się do tych bardziej rozwiniętych można spróbować przewidywać co stanie się na przestrzeni kilku najbliższych lat.

Po ruchach QXL Holding, grupy, do której należy m.in. Allegro, widać, że te dane dają im do myślenia. Na początku tego roku ogłoszono przejęcie czołowej polskiej porównywarki cen - Ceneo.pl. Pod koniec czerwca z kolei przejęto platformę e-sklepów Istore.pl.

Na temat tej drugiej transakcji nie wiadomo póki co zbyt wiele. Być może będzie to odpowiednik Ebay Stores, czyli rozwiązanie, które w lepszy sposób wyeksponuje markę danego sprzedawcy, a sprzedawca będzie uiszczał stałe opłaty miesięczne. Ze szczątkowych informacji, jakie udało mi się znaleźć (biuro prasowe Allegro milczy) można przewidywać, że może być to rozwiązanie, które pozwoli sprzedawcom taniej zaoferować dużą liczbę produktów. Aktualnie dla wielu nie jest to opłacalne z powodu kosztów wystawienia aukcji.

Póki co Allegro zdecydowało się na prezentację ofert z porównywarki Ceneo na stronach podkategorii takich jak telewizory, czy mp3. Choć jest to duży ukłon w stronę kupujących (większy wybór towarów), sprzedawcy są oczywiście niezadowoleni. Trudno się dziwić - płacą dodatkowe pieniądze, aby lepiej wyeksponować swoje aukcje, podczas gdy Allegro w bardziej zauważalnym miejscu odsyła do Ceneo.

Nad dalszym losem Allegro zastanawia się na swoim blogu Konrad, który prorokuje marginalizację aukcji na rzecz e-sklepów lub powrót Allegro do korzeni (serwisu aukcyjnego).

Z kolei Rafał Agnieszczak, założyciel konkurencyjnego serwisu aukcyjnego, Swistak.pl w komentarzu do tej notki przekonuje, że serwisy aukcyjne czeka przeobrażenie i nie powinny one tracić rynku na rzecz typowych e-sklepów.

Najprawdopodobniej te przeobrażenia w przypadku Allegro niedługo nastąpią. Zresztą nie tylko w przypadku Allegro, zmiany na Swistak.pl też zostały już zapowiedziane.

To na czym moim zdaniem najbardziej powinno zależeć w tej chwili serwisowi takiemu jak Allegro to przekonanie swoich dużych sprzedawców do tego, żeby nadal byli związani z tym serwisem i nie szli "na swoje" zakładając własne e-sklepy. W chwili, kiedy publikuję ten artykuł swoją oficjalną premierę ma serwis E-commerce.onet.pl, który umożliwia uruchomienie własnego sklepu na... platformie IStore.pl. :-) Wygląda na to, że tak czy siak zarobi QXL. W obu przypadkach chodzi o niewielkich (pod względem obrotów) sprzedawców, którzy mogą nie mieć na tyle siły przebicia, aby stworzyć dobrze prosperujący sklep internetowy.

Generalnie temat jest znakomitym kąskiem do dyskusji, co widać chociażby po komentarzach pod tym tekstem. Dajcie znać co o tym myślicie?
2007-11-06 12:37
3. Badania, raporty, analizy Komentarze (4)
 Oceń wpis
   
Na polskim rynku e-commerce dzieje się ostatnio całkiem sporo. Jednym z wydarzeń, o którym warto napisać jest przebudowa Empik.com. Czas na niewielką analizę.

Jaki był Empik.com dawniej pewnie większość z Was kojarzy. Stara wersja wyglądała mnie więcej tak, a agencja Adv.pl odpowiedzialna za wykonanie koncepcji graficznej zachwalała ją w ten sposób: "Podstawową zmianą jest zastosowanie bardziej agresywnej i odważnej szaty graficznej. Dominujące kolory to czerń i czerwień, które podkreślają nowoczesność sieci salonów." Opinie ludzi z branży na temat starej wersji graficznej Empiku były raczej negatywne i sprowadzały się do twierdzeń typu "tak nie może wyglądać jeden z większych e-sklepów w Polsce".

Jak widać wnioski zostały przez Empik wyciągnięte. Nowa wersja jest pod względem graficznym zupełnie innym światem - dużo bieli, przestrzeni, większa przejrzystość. Co więcej, w polskich e-sklepach (zwłaszcza tych dużych) widać coraz więcej elementów standaryzacji. Upodobniają się do siebie procesy zamówienia, sposób funkcjonowania koszyka, czy też sposób prezentacji strony produktu. Widać to chociażby po nowej wersji Empiku, jak i przygotowywanej nowej wersji Agito.pl, czy uruchomionej jakiś czas temu odnowionej wersji Vivid.pl, z którym miałem przyjemność współpracować. Osobiście pozostaje mi się z tego cieszyć, bo do wielu tych zmian staram się sukcesywnie namawiać od początku istnieia bloga.

Jak można zauważyć, jedną ze zmian w nowej wersji Empiku jest postawienie większego nacisku na treść (średnio lubię słowo "content"). Już na stronie głównej można sprawdzić nagłówki i krótkie zajawki kulturalne pod hasłem "Empikultura", czy odnośniki do "Empikoklopedii". Sklep wyraźnie idzie w kierunku sloganu "pełna kultura". Póki co można sprawdzić poszerzone strony produkty takie jak ta dla Spidermana, czy newsy, w których rekomendowane są produkty z nimi powiązane. Podejrzewam, że to dopiero początek, bo Tomasz Cisek, dyrektor Empik.com, zapowiadał współpracę z Wikipedią i jeszcze jakimś serwisem kulturalnym. Przy tego typu rozwiązaniach zawsze bardzo ważne jest, aby nie rozmienić się z najważniejszym celem - sprzedażą. Zobaczymy jak wyjdzie to w przypadku Empik.com.

To na co można zwrócić uwagę w przypadku nowej wersji Empiku to kompletne zignorowanie kwestii SEO. Dostałem nawet kilka maili od znajomych, które skupiały się na tej sprawie. Wymieniać można sporo, poprosiłem o opinię Tomasza Deręgowskiego, właściciela Artefakt.pl, który zajmuje się m.in. audytowaniem pod kątem SEO. Jego opinia:

"W sklepie Empiku nie znajdziemy opisanych w metatagach tytułów czy opisów stron (description i title), obojętnie jaki produkt znajdzie użytkownik czy wyszukiwarka - dostanie tylko informację o nazwie domeny. Dziwne dlaczego osoby odpowiedzialne za dany projekt zdecydowały się na obcięcie tak dużego ruchu z wyszukiwarek?

Wobec zaistnienia tak podstawowych błędów trudno dywagować na temat głębszych zmian i bardziej subtelnych niuansów optymalizacji, z którymi konkurencja radzi sobie znacznie lepiej. Dodano przykładowo możliwość dokładania słów kluczowych przez użytkowników, ale nie zadbano o wyróżnienie słów, które można łatwo wyciągnąć z bazy i tak zamiast tytułu, nazwiska autora, czy kategorii tagami stają się sformułowania typu "mordo ty moja" - bo akurat jakiemuś użytkownikowi tak się skojarzyło.

Idąc tropem, nie tyle już nawet optymalizacji, co zachowania podstawowych zasad budowy serwisu zauważamy niejednoznaczność linkowania do stron z produktami - z listy kategorii kliknięcie przez tytuł prowadzi do innego adresu niż prze zdjęcie - chociaż strona produktu wygląda identycznie - może to mieć kolejne różnorakie konsekwencje, od "osłabienia" z punktu widzenia SEO strony produktu, aż po filtry.

Na nowym serwisie Empiku można znaleźć więcej takich "kwiatków". Zapomniano o optymalizacji jakby nie wiedząc, że służy ona w takiej samej mierze użytkownikom jak i wyszukiwarkom."


Trudno nie zgodzić się z opinią tego typu, tym bardziej, że jedną z unikalnych cech oferty w tym przypadku jest bardzo szeroka baza produktów. A to w konsekwencji z dobrą współpracą z wyszukiwarkami dałoby duży ruch z tego źródła.

Zobaczymy jak dalej potoczy się los Empiku. Tomasz Cisek twierdzi, że jest to "jeden z najbardziej przyjaznych sklepów internetowych w tej części Europy". Przed Empikiem jeszcze dużo pracy, ale moim zdaniem kierunek jest odpowiedni. Póki co prognozowana sprzedaż na rok 2007 to 40-50 mln złotych (rewelacyjny 300% wzrost w stosunku do roku poprzedniego). Co więcej, aż 70% zamówień jest odbieranych w salonie Empiku (kosztem darmowej wysyłki). To z kolei bardzo ważny sygnał jak dalej rozwijać taki sklep.

Kto wygra? Empik czy Merlin? Z odpowiedzią starałem się pomóc Zbigniewowi Domaszewiczowi w tym artykule.

Zobacz więcej:

- Nowa empik.com,
- krótkie podsumowanie prezentacji E-commerceStandard o Empik.com,
- Empik i Merlin - walka o strefy wpływów.
2007-11-06 12:33
3. Badania, raporty, analizy Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Zawsze bardzo chętnie czytam różnego rodzaju case studies dotyczące marketingu wirusowego. Niedawno o tej formie promocji było głośno m.in. ze względu na Otwieramy.pl. Zaprosiłem Bartłomieja Roszkowskiego, prezesa NetPress Digital, odpowiedzialnego za to całe zamieszanie do napisania w jaki sposób udało się osiągnąć tak zadowalające efekty. Bartek bardzo chętnie przystał na tę propozycję. Poniżej znajduje się case jego autorstwa.

----------

Kontekst akcji

Organizatorem akcji jest NetPress Digital. Projekt, którego dotyczy jest strona Otwieramy.pl, to element większej, przedpremierowej kampanii nowej platformy, na której sprzedawane będą cyfrowe publikacje. Jako, że wprowadzony zostanie również unikatowy system sprzedaży sieciowej, w pierwszej kolejności (jeszcze przed inauguracją działania platformy i działaniami promującymi projekt wśród finalnych klientów) należało zdobyć jak największą bazę partnerów. Na swoich stronach www, blogach, polecaliby oni wybrane przez siebie produkty. System w dużym uproszczeniu można przyrównać do rozbudowanego programu partnerskiego, jednakże na taką skalę w polskim Internecie jeszcze niespotykanego.

Podstawowe założenia i koncepcja kreatywna

Z założenia akcja Otwieramy.pl (jak i później kolejne elementy kampanii) miały być akcjami niskobudżetowymi. Postanowiono maksymalnie wykorzystać wirusowe możliwości Internetu. Stąd pomysł, by skłonić uczestników do jak największego zaangażowania w projekt.

Zdecydowano się na wytworzenie aury tajemniczości. Ze względu na innowacyjność, która będzie charakteryzować uruchamianą platformę, podkreślano, że uczestnicy wezmą udział w dokonywaniu poważnych zmian w Internecie. Jednocześnie, jako że partnerzy mają zarabiać, podkreślono i tę korzyść już na wstępie. Na stronie Otwieramy.pl nie zdradzono, na czym dokładnie polegać ma zarabianie i anonsowane zmiany. Wszystkie informacje miały być dawkowane w kolejnych mailach, wysłanych do uczestników.

Dodatkowo osoby, które dokonały rejestracji, otrzymywały już na tym etapie narzędzia do promocji (linki referencyjne, a także kody do wklejenia na swoje strony www). Na stronach partnerów pojawiły się zatem symbole akcji - charakterystyczne znaki „X”. Dzięki nim, każdy partner budował własną bazę poleconych przez siebie (a którzy generować będą również zysk dla niego), mógł też w swoim panelu administracyjnym sprawdzać na bieżąco, które miejsce w rankingu partnerów zajmuje.

Przebieg pierwszego etapu

10 września uruchomiono stronę Otwieramy.pl, na której można zarejestrować się jako uczestnik przedsięwzięcia. Wystarczy podać imię i adres e-mail. Jedynym „tradycyjnym” narzędziem marketingowym, które zostało wykorzystane tzw. iskrą zapalną, był mail wysłany do uczestników programu partnerskiego Złotych Myśli (która jest zaangażowana również w projekt Otwieramy.pl) w pierwszym dniu akcji. Dynamika rozwoju zależała zatem w dużym stopniu od zainteresowania tej pierwszej grupy, która została jednak dobrana bardzo precyzyjnie w kontekście zadania, jakie przed nią postawiono.

Już w ciągu pierwszego tygodnia stronę odwiedziło ok. 100 tys. osób, a rejestracji dokonało ponad 22 tys. Już na samym początku akcja wywołała ogromny szum w sieci. Na blogach i forach dyskusyjnych zaroiło się od domysłów na temat charakteru akcji i jej celów. Pojawiły się informacje, że to kolejna piramida finansowa. Jako, że wydźwięk części komentarzy był negatywny i mógł zniechęcić potencjalnych uczestników, organizatorzy zdecydowali się wystosować oficjalne oświadczenie wyjaśniające. Informacja została wysłana zarówno do mediów, jak i zarejestrowanych uczestników akcji. To właśnie ci ostatni wykazali się bardzo dużą aktywnością. Dementowali pogłoski, wyjaśniali, czym jest Otwieramy.pl i tonowali nastroje. W dużej mierze dzięki zaangażowaniu Internautów udało się zniwelować negatywne opinie na temat akcji.

Równolegle do działań na otwieramy.pl prowadzone są działania Public Relation, które mają za zadanie zwiększenie zaufania do przedsięwzięcia. Zespół pracujący nad nową platformą stara się nawiązywać bardziej partnerskie relacje z mediami, co w połączeniu z ciekawym dla mediów tematem, np. pytaniami o przyszłością prasy, książek daje efekt w postaci dłuższych publikacji. Do tej pory pojawiły się artykuły w Gazecie Wyborczej, Bibliotece Analiz, Poligrafice, wielu serwisach internetowych. W dniu 02.10.2007 pojawiła się tez migawka na temat projektu w programie Dzień Dobry TVN. W dniu 03.10.2007 o 20.00 przedstawiciel NetPress będzie gościem specjalnym w Telewizji PULS.

Problem SPAM-u

Część uczestników, chcąc zdobyć jak najwyższą pozycję w rankingu partnerów, działała na pograniczu lub wręcz niezgodnie z obowiązującym prawem, rozsyłając SPAM (co jest sprzeczne również z regulaminem akcji). Internauci o ten stan rzeczy obwiniali także organizatora akcji. Spamerzy są eliminowani dwojako. Z jednej strony sami Internauci uniemożliwiają im działania nie tylko niezgodne z prawem, ale również te stojące w sprzeczności z netykietą. Organizatorzy natomiast uruchomili maszynkę, która umożliwia zgłaszanie przypadków spamowania. Są one weryfikowane, a w przypadku potwierdzenia działania niezgodnego z ogólnie przyjętymi zasadami, konta są usuwane.

Zaangażowanie Internatów

Najaktywniejsi partnerzy mają obecnie po kilkuset, a lider rankingu nawet ponad tysiąc poleconych partnerów. Poza udostępnionymi im przez organizatorów podstawowymi narzędziami do promocji, wykazują się także inicjatywą. Powstają niezależne blogi, strony partnerów, informujące o akcji. Najlepszymi tego przykładami są www.otwieramy.biz oraz www.otwieramy.org. Jak już wspominano, udało się wywołać duże zaangażowanie Internatów. Im samym zależy na tym, by projekt, w którym uczestniczą, miał pozytywny wydźwięk. To właśnie oni dementowali nieprawdziwe plotki o projekcie, a także przyłączyli się do walczyli ze spamerami. O popularności akcji świadczy też fakt, że pojawiły się w sieci strony parodiujące akcję. Sztandarowym przykładem jest tu www.cupsell.pl, której autor w dowcipny sposób wykorzystał popularność serwisu Otwieramy.pl do własnych celów.

Podsumowanie dotychczasowych działań i perspektywy

Obecnie, po trzech tygodniach akcji (do 02.10.07), na stronie Otwieramy.pl zarejestrowało się już ponad 54 tys. osób, a codziennie przybywa ok. 1,5 tys. nowych uczestników. Zredukowany został szum o negatywnym wydźwięku, a także zjawisko SPAM-u. Jeszcze w tym tygodniu uruchomione zostaną kolejne kanały komunikacji z uczestnikami, przede wszystkim blog. Powodzenie projektu przerosło znacznie oczekiwania organizatorów i dało potencjał, który obecnie posłuży do zbudowania sieci Partnerów, którzy z jednej strony w momencie startu platformy mają mieć już możliwość polecania produktów na niej dostępnych, a z drugiej strony już wkrótce będą mogli informować o jej starcie potencjalnych klientów. Reasumując, pierwszy etap akcji promującej uruchomienie platformy sprzedaży cyfrowych treści należy uznać za więcej niż udany. Przed rozpoczęciem zakładano, że pozwoli on zebrać bazę rzędu 10 tys. zarejestrowanych użytkowników w ciągu miesiąca, a przy bardzo prawdopodobnym utrzymaniu obecnej dynamiki, cel ten zostanie przekroczony sześciokrotnie.

Bartłomiej Roszkowski

----------------

Podsumowując:

- wysłano mailing partnerów Złotych Myśli - bardzo dobrze sprecyzowanej grupy docelowej, która jest aktywna w internecie (posiada blogi, istnieje na forach internetowych),
- ci dodatkowo zachęceni przyszłymi zarobkami zaczęli intensywnie działać,
- dodatkowo wsparcie public relations.

Jak widać w e-commerce też można robić takie rzeczy. :-)

2007-10-03 20:53
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Zapowiadana w pierwszej połowie roku porównywarka cenowa Radar.pl od kilku dni działa już oficjalnie. To, że e-klienci doczekali się kolejnego serwisu tego typu nie jest niczym nadzwyczajnym. Aktualnie można naliczyć ich kilkadziesiąt (wiele z nich wymienione zostało w komentarzu do tekstu o wyniszczarkach). Warto o tym wydarzeniu wspomnieć z kilku względów.

Po pierwsze, jak większość z Was wie, Radar.pl, to projekt portalu o2. Portal żyje głównie z wpływów reklamowych. Żeby wpływy reklamowe były większe trzeba zwiększyć zasięg. W tym celu przykładowo można stworzyć porównywarkę internetową. Wprost mówi o tym Michał Brański, członek zarządu o2.pl, który Radarem namierza użytkowników powyżej 30 roku życia.

Po drugie, porównywarka o2.pl nie pobiera żadnych opłat od sklepów. Integracja z nią jest darmowa, nie jest pobierana prowizja od sprzedaży. Cel? Zdobyć jak największą liczbę sklepów. Więcej sklepów, to więcej użytkowników, więcej odsłon - większy zasięg. Taki portal jak o2 stać na utrzymanie serwisu jak Radar.pl bez pobierania opłat od sklepów. Tym bardziej, że projekt ten wpisuje się w większy plan (patrz poprzedni akapit). Nie jest wykluczone, że Radar w ogóle nie ma w planach wprowadzać opłat w przyszłości, ale tutaj mogę tylko gdybać.

Po trzecie, ten projekt ma być pod koniec pierwszego kwartału 2008 roku drugą porównywarką w Polsce (druga porównywarka w Polsce w tej chwili - Nokaut.pl - to ponad milion unikalnych odwiedzin miesięcznie według badania Megapanel). Jestem przekonany, że tak będzie. Chętnie założę się o to z pierwszą chętną osobą (chętnych zapraszam do komentowania - stawka zakładu do ustalenia ;-)). Skąd ta pewność? Po prostu o2.pl nie raz już udowodniło, że potrafi zadbać o odwiedzalność swoich serwisów.

Właścicielom sklepów internetowych nie pozostaje nic innego jak się cieszyć. Można spróbować porównywarki we własnej branży i sprawdzić jak to działa bez żadnych opłat. Zdobyta wiedza na pewno się przyda.

A Wy co o tym myślicie?

Zobacz więcej:

- o2.pl: plany na IV kwartał,
- Nokaut.pl umacnia swoją pozycję na rynku.
2007-10-01 23:33
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Często zapominaną formą promocji w sklepach internetowych są programy partnerskie. Nie jest to może zbyt atrakcyjny temat dla właścicieli e-sklepów z paru względów: dobry program partnerski buduje się długo i żmudnie, trzeba włożyć w to masę pracy, a efektów może nie być. Dlatego też większość sklepów swoje programy partnerskie uruchamia jako swego rodzaju dodatek i nie przykłada do nich zbyt dużej uwagi. Można jednak wymienić kilka sklepów internetowych w Polsce, które mają dobrze prosperujące programy partnerskie - np. biżuteria w Wec.com.pl, książki w Aragon.pl, czy gry w Rebel.pl. W tym tekście chciałbym zaprezentować ciekawą ideę na to, w jaki sposób można zwiększać efektywność partnerów.

Jak wiecie, przeciętny program partnerski działa mniej więcej tak:

1) Partner promuje jakiś sklep w swoim serwisie www, bazie mailingowej czy wśród znajomych.
2) W materiałach promocyjnych podrzuca link, dzięki któremu sklep wie, że dane zamówienie spłynęło od tego partnera.
3) Użytkownikowi po wejściu do sklepu z takiego linku przyznawany jest plik cookie, który "łączy" go z danym partnerem.
4) Partner pobiera prowizję, która zależy od ustaleń sklepu z partnerem.

Podstawowy problem z rozwiązaniem tego typu polega na tym, że użytkownik musi przenieść się z danego serwisu (często jakiegoś poważanego serwisu tematycznego) do sklepu, z którym partner współpracuje. Wbrew pozorom to dość duże utrudnienie. Odwiedzający może nie mieć zaufania do sklepu, być zdziwiony nagłym przejściem do sklepu etc.

Ciekawą alternatywą jest umożliwienie odwiedzającym dokonanie zakupu bezpośrednio na stronie partnera. Można to zrobić na różne sposoby:

1) Jako iframe np. http://www.jubiler.a4t.pl/ w ramach programu partnerskiego Wec.com.pl. Znajdujemy się pod adresem macierzystego serwisu, możemy stworzyć dodatkową subdomenę.

2) Sklep + doklejka serwisu. Takim przykładem może być http://perfumeria.gazeta.pl/ w ramach programu partnerskiego sklepu Pedet.pl. Użytkownik nie traci kontaktu z serwisem partnerskim, ale pozostał mu tylko nagłówek.

3) Serwis partnerski, do którego doklejamy sklep. Cały czas znajdujemy się w danym serwisie, gdzie możemy dodać produkt do koszyka i przejść cały proces zamówienia. Innymi słowy, gdzie możemy zamówić towar.

Nie trudno domyślić się, że tak naprawdę tylko trzecie rozwiązanie rozwiązuje problem przejścia użytkownika z serwisu partnerskiego do sklepu. Przykładem takiego rozwiązania w Polsce mogą być sklepy takie jak wspomniany Aragon.pl, Mentis.pl czy wydawnictwo e-booków Escapemagazine.pl. Partner dostaje prosty sklep, który może wdrożyć w ramach swojego serwisu i umożliwić swoim odwiedzającym dokonanie zakupu bezpośrednio w tym serwisie.

- Partner stawia sklep, a my zajmujemy się realizacją zamówień, obsługą klienta itp. Od pół roku działa to w Mentis.pl i Aragon.pl, a od miesiąca w moim EscapeMagazine.pl - pisała Patrycja Kierzkowska, właścicielka Escape Magazine.

W oparciu o to rozwiązanie można posiadać własną księgarnię internetową, w której nie trzeba zajmować się realizacją zamówień, a czasem także obsługą klienta. Taką księgarnią jest np. Biznesowe.com.pl. Z kolei pod tym adresem można sprawdzić przykład jak to działa w obrębie serwisu partnerskiego.

To o czym piszę jest z dobrym skutkiem wdrożone w Amazon.com. W obrębie programu partnerskiego Amazon znajduje się wiele całkiem sporych, tematycznych serwisów internetowych takich jak np. Movies.com, gdzie odwiedzający po przeczytaniu jakiejś recenzji może dokonać zakupu (w obrębie serwisu rzecz jasna) wykorzystując nazwę użytkownika i hasło z Amazon.com.

Przy tego typu rozwiązaniach zawsze pojawiają się pytania w stylu "kto ma odpowiadać na pytania klientów" lub "co jeśli klient zapyta mnie dlaczego jego produkt jeszcze nie dotarł".

- Przy składaniu zamówienia na stronie Partnera jest informacja o firmie, która realizuje zamówienia. Jak klient zamówi, to dostaje maila od firmy, a nie od Partnera. Więc zwykle jak ma problem, to pisze tam, skąd ten mail przyszedł, bo w nim jest informacja co zamówił, numer konta, dane firmy. Robi po prostu "odpowiedz" i pyta o zamówienie. Jeśli klient napisze do Partnera (co też się zdarza), to Partner przesyła tego maila do firmy. Jeśli chodzi o pytania przedzakupowe, to zauważyłam, że niektórzy zamieszczają dane adresowe swoje, a inni firmy. I wtedy pytania trafiają stosownie do tego, co Partner zamieścił na stronie - odpowiada Patrycja.

Myślę, że przygotowując własny program partnerski warto przemyśleć takie rozwiązanie. Warto jednak odnotować, że nie we wszystkich branża może mieć to sens. Co o nim myślicie?

Zobacz więcej:

- Jak założyć sklep internetowy i o nic się nie martwić?.

2007-09-25 11:22
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (3)
 Oceń wpis
   
Wielu przyszłych właścicieli sklepów internetowych zastanawia się jak przebiega proces tworzenia sklepu. Mam tutaj na myśli zarówno aspekty techniczne, jak i marketingowe całego przedsięwzięcia. Podobnie było z Michałem Zaczkiem, szczęśliwym właścicielem Upiekszacz.pl - nowo powstałego sklepu z kosmetykami.

Kilka miesięcy temu Michał skontaktował się ze mną, wspominał o chęci założenia internetowego kosmetycznego sklepu, który miałby być konkurencyjny w stosunku do takich sklep jak Esentia.pl czy Pedet.pl. Porozumieliśmy się w sprawie współpracy i wzięliśmy się do roboty. Proces powstawania sklepu można podzielić na pewne etapy.

Faza wstępna, analiza, rozpoznanie

Upiekszacz.pl to sklep, który ma duże aspiracje do tego, aby odebrać trochę "tortu" swoim starszym konkurentom, w szczególności Esentia.pl. Michał doszedł do wniosku, że znajdzie się na rynku miejsce dla kolejnego dużego sklepu internetowego z kosmetykami. Internetowa branża kosmetyczna charakteryzuje się m.in. tym, że istnieje wiele sklepów, które nie mają szerokiego asortymentu. Wielu sprzedawcach skupia się tylko na niektórych markach lub też tylko na sprzedaży perfum. Michał postanowił postawić na sklep z szerokim asortymentem. W chwili obecnej nie jest jeszcze tak imponujący, jak w Esentia.pl, ale sukcesywnie dodawane są kolejne produkty.

Przed rozpoczęciem budowy sklepu dokonaliśmy więc oceny konkurencji. Dodatkowo ustaliliśmy jakie dodatkowe funkcjonalności znajdą się w Upiekszacz.pl. Postawiliśmy m.in. na certyfikaty. Przygotowane zostały także kupony rabatowe, którymi nagradzani będą chociażby zwycięzcy konkursów. W kolejce do realizacji czeka jeszcze kilka dodatkowych funkcjonalności.

- Wraz z Wojtkiem opracowaliśmy także plan rozbudowy funkcjonalności w sklepie. Na tej liście znalazły się między innymi takie rzeczy jak rozbudowa funkcjonalności związanych z menu produktowym oraz wyszukiwaniem kosmetyków, udostępnienie użytkownikom mechanizmów „cyklicznych” zakupów itp. - mówi Michał Zaczek, właściciel.

Makiety

Kolejny krok to stworzenie makiet. Makiety ostatecznie określają rozmieszczenie poszczególnych elementów w sklepie, a także zawierają wszystkie wytyczne odnośnie użyteczności. Po akceptacji makiet i naniesieniu poprawek mieliśmy ostateczny kształt tego, jak ten sklep ma wyglądać. Polecam każdemu rozpoczęcie prac nad sklepem od stworzenia tego typu prototypów. W tym celu można wykorzystać chociażby program do tworzenia prezentacji czy też zwykły arkusz kalkulacyjny.

Projekt graficzny

Grafiką zajęła się agencja interaktywna Ibero. Po dostarczeniu makiet wystarczyło przekazać tylko kilka wytycznych. Zdecydowaliśmy się na prosty, przejrzysty projekt, który zbuduje u odwiedzających pozytywne wrażenie i nie odrzuci ich przepychem.

Wdrożenie programisty

Sam silnik sklepu internetowego został zbudowany we współpracy z firmą Xpect.pl, która na swoim koncie miała już kilka udanych wdrożeń takich jak chociażby Rebel.pl czy Wec.com.pl. Programiście zajęli się oczywiście dostosowaniem grafiki do silnika sklepowego, jak i stworzeniem dodatkowych funkcjonalności, o których była wcześniej mowa. Po dokonaniu wdrożenia przyszedł czas na testowanie i wychwytywanie drobnych błędów i ustalanie ostatnich szczegółów. Sklep został zbadany z każdej strony.

Plan marketingowy i rozpoczęcie promocji

Jednocześnie trwały prace nad skonstruowaniem prostego planu marketingowego, w którym przekazałem Michałowi wytyczne dotyczące tego, w jaki sposób organizować marketing w Upiekszacz.pl.

Jeszcze przed uruchomieniem sklepu rozpoczęły się prace dotyczące promocji w wyszukiwarkach. Swoją pracę rozpoczął pozycjoner. Zwracam tutaj uwagę, że miało to miejsce w zasadzie przed samym uruchomieniem sklepu, aby szybciej osiągnąć zamierzane efekty.

Za ciekawostkę można uznać to, że każdy etap budowy sklepu opierał się na pracy zdalnej. Kontaktowaliśmy się ze sobą mailowo lub poprzez Skype. Moja rola sprowadzała się do koordynowania całego projektu. Całkowity koszt wykonania sklepu mieścił się w granicach 10 000 zł. Teraz ciężka praca przed Michałem, aby rozpocząć działania promocyjne i zwiększać sprzedaż.

- Obecnie nasze działania skupiają się nad rozbudowaniem asortymentu sklepu. Na początek w sklepie umieszczamy kosmetyki popularnych marek, następnie nadejdzie czas na wyszukiwanie i dodawanie do oferty kosmetyków niszowych i trudno dostępnych. Na kolejnym miejscu znajduje się cena - planuje.

p.s. Jeżeli chcesz zbudować sklep ze mną po prostu napisz do mnie. :-)
2007-09-23 23:01
4. E-commerce Komentarze (4)
 Oceń wpis
   
Aby lepiej zobrazować to, co napisaliśmy wczoraj, prezentujemy trzy bardzo podobne do siebie teksty dla soczewek kontaktowych o2 Optix. Tekst A, B i C znaleźliśmy w sklepach internetowych. Pod nimi propozycja Darka.

Tekst A:

O2OPTIX (AIR OPTIX) - Oddychające soczewki kontaktowe.
Nowa generacja soczewek kontaktowych - aby Twoje oczy wyglądały zdrowo!

...daj odetchnąć swoim oczom
Jest coś co zmieni Twoje spojrzenie na soczewki kontaktowe. To soczewki O2Optix, które zapewnią Twoim oczom do 5 razy więcej tlenu niż tradycyjne soczewki hydrożelowe - dzięki temu Twoje oczy będą wyglądały zdrowo.

Zdrowe oczy muszą oddychać...
Twoje oczy, aby były zdrowe i wypoczęte, potrzebują tlenu. O2Optix zapewnia oczom ogromną ilość tlenu. Oddychające soczewki O2Optix mogą być noszone nawet w czasie snu.

Co dzieje się z okiem, które ma zbyt mało tlenu?
Niedotlenione oko jest zmęczone, co może objawiać się dyskomfortem pod koniec dnia, podrażnieniem, uczuciem suchości lub zaczerwienieniem. Niedotlenienie oka przez dłuższy czas może być przyczyną wielu komplikacji. Wypróbuj O2Optix i poczuj różnicę.

O2Optix to:
- wysoki komfort noszenia nawet pod koniec dnia
- jaśniejsze i zdrowsze oczy
- okazjonalnie elastyczny tryb noszenia


Tekst B:

Zapewniają Twoim oczom 6 razy więcej tlenu niż tradycyjne soczewki hydrożelowe. Dzięki temu wygląd oczu będzie zdrowy jak nigdy dotąd. Koniec z przekrwieniem spowodowanym zbyt długim używaniem soczewek! Soczewki O2 Optix mogą być noszone nawet w czasie snu.

Oczy produkują substancje takie jak tłuszcze oraz białka. W tradycyjnych soczewkach substancje te osiadały na powierzchni soczewek powodując duży dyskomfort w noszeniu soczewek. Specjalna powierzchnia O2 Optix sprawia, że od tej pory zanieczyszczenia nie osadzają się na powierzchni soczewki, lecz są wydalane na zewnątrz!

Materiał użyty do produkcji soczewek O2 Optix to połączenie fluorosilikonu i hydrożelu. Są to substancje, których połączenie daje następujące efekty:

- soczewka jest bardziej odporna na przyleganie do niej osadów,
- nie czujesz dyskomfortu noszenia soczewek pod koniec dnia,
- Twoje oczy wyglądają zdrowo i są pełne blasku,
- elastyczny tryb noszenia soczewek.


Tekst C:

O2Optix to pierwsze soczewki na dzień, które można używać również w nocy! O2Optix, które zapewnią Twoim oczom do 5 razy więcej tlenu niż tradycyjne soczewki hydrożelowe, dzięki temu Twoje oczy będą wyglądały zdrowo!

O2Optix to: - wysoki komfort noszenia nawet pod koniec dnia - jaśniejsze i zdrowsze oczy.

Aby zapewnić oczom zdrowie poprzez dostarczenie odpowiedniej ilość tlenu, firma CIBA Vision stworzyła oddychające soczewki kontaktowe O2Optix. Nowe soczewki zapewniają oczom do 5 razy więcej tlenu w porównaniu z tradycyjnymi soczewkami hydrożelowymi. O2Optix minimalizują występowanie objawów niedotlenienia, takich jak dyskomfort pod koniec dnia, zaczerwienienie oczu czy uczucie suchości. Dzięki nim oczy wyglądają zdrowo i są pełne blasku.

Teraz soczewki kontaktowe mogą być używane dłużej w ciągu dnia, a nawet mogą być noszone w czasie snu! Materiał O2Optix to połączenie fluorosilikonu i hydrożelu (lotraficon B), które pozwalają na dużą przepuszczalność tlenu i wody, jednocześnie lepiej nawilżając oko i nie powodując nadmiernego przylegania (przylepiania) soczewki do oka. Soczewka jest także bardziej odporna na przyleganie do niej osadów. Wypróbuj O2Optix i poczuj różnicę!


Propozycja Darka:

Soczewki kontaktowe O2OPTIX - komfort i zdrowie dla Twoich oczu

Oto najnowsza generacja soczewek kontaktowych, które możesz nosić do 6 dni i nocy bez męczenia oczu. Teraz łatwo zapewnisz sobie doskonałą widoczność i komfort bez potrzeby zdejmowania soczewek - nawet podczas snu.

Soczewki 02Optix wykonane są z połączenia fluorosilikonu i hydrożelu. Materiał ten wyjątkwo dobrze przepuszcza tlen i wodę a jednocześnie doskonale nawilża oko i nie przykleja się do niego. Dzięki temu oczy się nie męczą, są zawsze błyszczące i zdrowe.

Dlaczego tak ważne jest pełne dotlenienie oczu?

Niedotlenione oko jest zmęczone, podrażnione, suche i zaczerwienione. Gdy stan ten utrzymuje się przez dłuższy czas, oko może być skazane na wiele przykrych dolegliwości.

To jest tak, jak z długim przebywaniem w dusznym pomieszczeniu. Dopada nas wtedy zmęczenie, zły nastrój, bóle głowy, brak chęci do życia i pracy... A wystarczy tylko szeroko otworzyć okno i wpuścić świeże, wiosenne powietrze, a rześki powiew natychmiast usunie wszelkie ślady zmęczenia i na nowo przywróci radość i energię.

Pozwól swoim oczom oddychać bez ograniczeń a każdego dnia będziesz czuć się świeżo, zdrowo i radośnie. Nie czekaj aż zmęczone, podrażnione i zaczerwienione oczy pozbawią Cię radości życia. Zamów te wyjątkowe soczewki już dziś.

PS. Jeżeli zamówisz dwa opakowania soczewek, to nie tylko zapewnisz sobie komfort widzenia przez dłuższy czas, ale też zaoszczędzisz 30 złotych, bo za całość zapłacisz tylko 220 pln.


Czym jeszcze w e-sklepie może zająć się copywriter? Przede wszystkim sloganami i newsletterami. Jeśli chodzi o to drugie, to nie powinny to być nachalne reklamy, lecz autentycznie przyjacielski kontakt z klientem. Oczywiście, w treść newslettera powinniśmy wplatać odwołania do produktów, tyle że z nie nachalnie i z wyczuciem.

Każdy tekst powinniśmy testować pod kątem skuteczności. Jak twierdzi Darek najlepiej robić to stopniowo, krok po kroku, porównując kolejne elementy. Postaramy się niebawem zaprezentować nasze własne wyniki testów. Tymczasem zapraszamy do dyskusji. Czy korzystacie z usług copywritera w Waszych sklepach internetowych?
2007-09-20 15:21
6. Jak tworzyć e-sklep? Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Można zauważyć pewną tendencję wśród polskich sklepów internetowych - prawie nikt nie dba o jakość tekstów. Mam tu na myśli szeroko pojęty copywriting zarówno jeśli chodzi o opisy produktów, jak i inne informacje na stronie. Warto poświęcić temu zagadnieniu tekst, w końcu chodzi o pieniądze.

Przeciętny polski sklep internetowy opisy otrzymuje od producentów i hurtowników. W wielu przypadkach jednak opisy są kopiowane bezpośrednio od konkurencji. W takiej branży, jak np. książki, gdzie jest właściwie jeden główny dostawca każdy sklep ma dostęp do tych samych opisów produktów. Co za tym idzie zdecydowana większość tych sklepów ma takie same opisy swoich produktów. Przypadek książek nie jest odosobniony. Niewielu zdaje sobie sprawę, że dobre "copy" może mieć duży wpływ na skuteczność oferty, czyli konwersję w sklepie.

Dlatego też w tym tekście proponujemy case study na temat tego, jak pisać teksty do sklepów internetowych. Case study to moja wspólna praca wraz z Darkiem Puzyrkiewiczem, który jest autorem pierwszego polskiego FAQ o copywritingu, a pisaniem zajmuje się zawodowo.

Na początek trzeba rozróżnić kilka spraw. Copywriting w e-sklepie może być nastawiony na podniesienie sprzedaży (skuteczności oferty) lub też na uzyskanie lepszych pozycji w wyszukiwarkach (SEO). Różnica polega na sposobie pisania.

- SEO Copywriting to optymalizacja tekstu pod kątem wybranych słów kluczowych, które mają zapewnić stronie wysokie miejsca w wynikach wyszukiwania. Optymalizowany tekst jest redagowany w taki sposób, by określone słowa odpowiednio często występowały w tekście i zajmowały ważne, z punktu widzenia wyszukiwarki, miejsca. Dobrze napisany tekst, który w dodatku jest publikowany przez inne serwisy potrafi przynieść zaskakujące rezultaty - pisze na swojej stronie Darek. Co więcej, standardowe teksty mogą być czasami przyczyną gorszych efektów w wyszukiwarkach. Taką tezę udowadnia np. Solid Cactus na swoim blogu.

Ponadto copywriting w sklepie to - jak już pisałem - nie tylko kwestia opisów produktów. Ważne są także slogany, opisy promocji, nawoływanie do konkretnych działań w sklepie, czy też wreszcie zbudowanie odpowiedniego zaufania.

Podstawowe zasady

Zdaniem Darka jest sześć podstawowych zasad tworzenia oferty, o każdej z nich parę słów:

1. Nagłówek.

Nagłówek na stronie produktu to oczywiście nazwa produktu. Czy to oznacza, że nic tu nie można zdziałać? Niezupełnie.

- Nagłówek jest jednym z najważniejszych elementów każdej oferty, także w opisie produktu w sklepie internetowym. Jego zadaniem jest przyciągnięcie uwagi do produktu, nakłonienie internauty do zapoznania się z opisem. Skuteczny nagłówek musi od razu pokazać klientowi główną korzyść z posiadania produktu. Ponieważ mówimy o sprzedaży, każdy element opisu produktu powinien prowadzić do tego celu i przekonywać klienta do zakupu. Niestety zdecydowana większość polskich e-sklepów całkowicie ignoruje siłę mocnego nagłówka i zadowala się umieszczeniem w tytule opisu jedynie nazwy produktu. Problem w tym, że nazwy te bardzo rzadko cokolwiek mówią o produktach. Na przykład co klient wyczyta z tytułu: O2OPTIX (AIR OPTIX) (na tym produkcie skupiliśmy się w naszym casie - przyp. red.)? Owszem, może być tak, że zapragnie dowiedzieć się, co oznacza ten tajemniczy tytuł i zacznie szukać odpowiedzi w opisie. Czy nie lepiej jednak jest od razu pokazać mu z czym ma do czynienia i jakie korzyści osiągnie z zakupu? Mamy tylko kilka sekund na przekonanie go do zakupu, lepiej więc cały ten czas dobrze wykorzystać, a nie bawić się w zagadki - twierdzi Darek Puzyrkiewicz.

To nie wszystkie korzyści. Dobrze skonstruowany nagłówek ma jeszcze jedną zaletę. Ponieważ w większości dobrze napisanych skryptów sklepowych nagłówek jest jednocześnie linkiem do opisu produktu, nasza oferta ma sporą szansę przyciągnąć klientów z wyników wyszukiwania Google. Odpowiednio dobrane słowa kluczowe umieszczone w tytule opisu zdobyć mogą wysoką pozycję i zapewnić dużą oglądalność strony.

2. Pierwszy akapit.

- Pierwszy akapit to krytyczna część każdej oferty - uważa Darek. - On decyduje o pierwszym wrażeniu, jakie wywoła oferowany produkt. Jeżeli klient od razu zacznie czytać o ważnych dla siebie korzyściach z zakupu, to jest spora szansa, że zdecyduje się na zamówienie. To on, odbiorca oferty, przyszły użytkownik oferowanego produktu musi być od samego początku w centrum. Dobrym sposobem na napisanie pierwszego akapitu jest rzeczowa i skondensowana informacja na temat głównych korzyści z używania produktu. Czytelnik musi szybko poznać odpowiedź na pytania: Co to jest i do czego służy? Jakie rezultaty przynosi korzystanie z produktu? Co tak naprawdę będę z tego miał?

3. Reszta tekstu.

- Zadaniem reszty tekstu jest rozwinięcie opisu korzyści z zakupu oferowanego produktu. W szczególności należy odpowiedzieć na dwa pytania: Jak to działa - czyli w jaki sposób produkt zapewnia istotne dla klienta korzyści i co nowego wprowadza produkt, co odróżnia go od innych, podobnych. Opis powinien być rzeczowy, ale nie nudny. Same fakty nie sprzedają. Sucha lista korzyści jest mało interesująca. Dlaczego by nie ubarwić prezentacji produktu atrakcyjnym opisem? Fakty można przedstawić na dziesiątki sposobów, warto wyróżnić się na tle innych sklepów, oferujących ten samo lub podobny asortyment. Chodzi o to, by pokazać, jak będzie wyglądało jego życie po zakupie, jak będzie się czuł, czego może doświadczyć - tłumaczy Darek.

4. Opinie klientów.

Niewiele jest tak potężnych argumentów jak opinie zadowolonych klientów. Muszą one jednak być wiarygodne i autentyczne. Skąd je brać? Najprościej poprosić o nie swoich klientów np. korzystając z autorespondera, który automatycznie wyśle maile do klientów z prośbą o opinie.

Czego powinny dotyczyć referencje?

- Wszystkiego, co wiąże się z zakupami w naszym sklepie. Od tematu referencji zależy też miejsce, w jakim je zaprezentujemy. Jest naprawdę wiele sposobów na ich prezentację. Opinię o produkcie umieścimy oczywiście na stronie z opisem. Co jednak, gdy klient wypowiada się na temat miłej obsługi i szybkiej wysyłki? Czy tylko główna strona jest dobrym miejscem na umieszczenie tejże wypowiedzi? Niekoniecznie. Równie dobrze może to być strona z opisem produktu. Będzie to po prostu kolejny argument przemawiający za natychmiastowym zakupem. Zasada prezentacji referencji jest taka: umieszczaj je tam, gdzie zaglądają klienci. Wpleć je po prostu w treść poszczególnych stron. Każda odsłona dla internauty powinna wiązać się z odkrywaniem kolejnych argumentów za skorzystaniem z oferty sklepu - uważa nasz ekspert.

5. Wezwanie do działania.

Darek mówił mi, że wezwanie do działania jest kluczowym elementem każdej dobrej oferty. Jak powinno to wyglądać w przypadku opisów produktów w e-sklepach? Według Darka: "Podstawowym i najprostszym wykonaniem tego postulatu jest umieszczenie wyraźnego przycisku z napisem <zamów
2007-09-19 10:58
6. Jak tworzyć e-sklep? Komentarze (2)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |