Oceń wpis
   
Czy wyszukiwarki to ciągle najlepszy sposób promocji sklepu online? Strategia promocji, jak zacząć, o czym nie zapominać i jak wykorzystać potencjał długiego ogona i wyszukiwania lokalnego -- m.in. o tym rozmawialiśmy z Tomaszem Frontczakiem, autorem książki ,,Marketing internetowy w wyszukiwarkach".

Wojtek Kyciak: Chcę sprzedawać w sieci, zakładam sklep internetowy. Czy wyszukiwarki to ciągle najlepszy sposób na pozyskanie klientów?

Tomasz Frontczak: Wyszukiwarki to ciągle najlepszy sposób promocji, ale zagadnienie marketingu w wyszukiwarkach (SEM) należy rozpatrywać szeroko. Jeszcze dwa czy trzy lata temu odpowiedź byłaby prosta -- pozycjonować i nie zastanawiać się nad niczym. Rynek reklamy internetowej w wyszukiwarkach jednak dojrzewa, świadomość właścicieli ebiznesów o metodach reklamy w wyszukiwarkach jest coraz większa a i mechanizmy samych wyszukiwarek się zmieniły. Poza tym w Polsce mamy jednego gracza, który ma pozycje absolutnie dominującą, czyli Google.

Rozpocznę od pytania -- czy użytkownik szukający np. dla słowa laptopy w rzeczywistości chce wejść do komputerowego sklepu internetowego ze standardową ofertą? Uważam, że w większości wypadków nie. Oczekuje raczej jakiś stron z artykułami o laptopach, radami czy recenzjami.

WK: Dlatego też warto pomyśleć o tym, aby startując ze sklepem internetowym mieć wsparcie jakiegoś serwisu o tematyce sklepu. To zawsze budzi większe zaufanie, klienci są bardziej skorzy do zakupów, tworzy się społeczność, no i osiągamy lepsze wyniki w wyszukiwarkach.

TF: Dokładnie, czy też wsparcie w postaci popularnego bloga. Ciągle jednak sztuka wykreowania bloga, który przyciągnie dużą rzeszę czytelników, udaje sie mało której agencji reklamowej.

Ile mamy w Polsce firm handlujących laptopami i posiadającymi ofertę w internecie w postaci sklepu internetowego? Kilkaset czy kilka tysięcy? Nieważne, ważne że miejsc na pierwszej stronie Google jest 10 (choć nie zawsze, później o tym powiem). A ile sklepów internetowych chciałoby się znaleźć w pierwszej dziesiątce Google dla słowa kluczowego laptopy? Pewnie każdy. No, ale chcieć to nie móc.

Wbicie się w pierwsze pozycje Google dla trudnych fraz kluczowych wymaga albo długotrwałego i solidnego budowania zaplecza linkowego naturalnymi metodami albo ryzykownymi metodami spamerskim. I jedno i drugie to koszty (czas, koszt usługi, koszt zaplecza). Koszty, które się nie zwrócą, jeżeli sklep nie będzie miał przemyślanej polityki cenowej czy unikalnej oferty.

WK: Czyli innymi słowy promować się w wyszukiwarkach, ale równocześnie rozwijać wszystkie najważniejsze elementy sklepu - wzorowa obsługa klienta, przemyślana strategia, polityka zdobycia i utrzymania stałego klienta, działania public relations i cała reszta, która ułoży się w spójną całość.

TF: Zdecydowanie tak. Jak widzę sklepy, które są ostro promowane w wyszukiwarkach, a brakuje tak elementarnych rzeczy jak wyczerpujący opis, kilka profesjonalnych zdjęć w powiększeniu czy wygodnego koszyka, to jedno przychodzi na myśl - nie tędy droga.

WK: Warto chyba także zwrócić uwagę, że wyszukiwarki są nadal najważniejsze, ale nie możemy polegać tylko i wyłącznie na nich. Co stanie się ze sklepem, któremu ruch w 90% zapewnia Google, a który zostanie przez nie zbanowany? Dlatego już na wstępie powinniśmy zadbać o to, aby dywersyfikować promocję naszego sklepu. Mam tutaj na myśli przede wszystkim programy partnerskie, które w wielu przypadkach odgrywają coraz większą rolę.

TF: Przy nowym sklepie z nową domeną sprawa komplikuje się jeszcze bardziej -- Google wyraźnie faworyzuje starsze wiekiem strony z ugruntowaną pozycją. Szybkie wypozycjonowanie nowej strony, małym kosztem, dla trudnego słowa kluczowego, bez technik spamerskich, możliwe było... BYŁO, ale już nie jest. Sama optymalizacja, struktura dokumentu przyjazna wyszukiwarkom i dodawanie do katalogów nie wystarczy, bo niby dlaczego miałoby, skoro tak robią wszyscy, albo prawie wszyscy.

Z drugiej strony, jeżeli chodzi o same sklepy, to często widzę dwa podstawowe błędy -- nieprzyjazne linki i architektura całego serwisu nie wspomagająca pozycjonowania. Do tego struktura wygenerowanego dokumentu html też bywa dość archaiczna. Dlaczego właściciele sklepów, a co gorsza producenci rozwiązań pudełkowych oferowanych tym właścicielom, nie zwracają na to należytej uwagi? Nie mam pojęcia. I zaznaczam, że np. samo wykorzystanie Mod Rewrite to jeszcze nie wszystko.

WK: Zgadzam się. Większość oprogramowania sklepowego w Polsce jest stworzona w sposób, który nie można uznać za korzystny dla wyszukiwarek. A od tego zaczynają się potem wszystkie problemy, bo jeśli nie ma podstaw, odpowiedniego fundamentu trudno jest budować cokolwiek. Brakuje na rynku firmy, która przy pisaniu swojego oprogramowania zwracałaby dużą uwagę na rolę wyszukwiarek w e-biznesie.

Ale w takim razie co powinien zrobić sklep na początku swojej działalności? Tak jak napisałeś początki w wyszukiwarkach będą trudne...

TF: Na początek koncentrować się na słowach niszowych i długim ogonie. Zacząć od wyboru takiego rozwiązania ecommerce, które będzie wspomagało działania na tym polu pozycjonowania. Zacząć od pozycjonowania niszowych fraz, zwiększać stopniowo nakłady, badać skuteczność i weryfikować.

WK: Jak ma się do tego wszystkiego reklama płatna np. w Google?

TF: Google zarabia na reklamie płatnej. Obserwując wyniki dla fraz anglojęzycznych, łącząc się z Google.com przez serwer proxy w USA, można zauważyć, że dla wielu zapytań mamy coraz mniej wyników organicznych a coraz więcej wyników płatnych czy "innych". Te "inne" to np. bezpośrednie linki do Froogle czy wyszukiwarki lokalnej. Strategia Google jest dla mie oczywista -- ograniczyć ilość pozycjonowanych wyników dla komercyjnych fraz. Poniżej przykłady.



Przykład 1.
Google dla frazy z nazwą produkty sugeruje wyniki z porówywarki cen Froogle. Wyniki sponsorowane + linki do Froogle zdecydowanie dominują. Dla użytkownika nie ma znaczenia, że nie są to wyniki organiczne, gdyż dostarczają mu pożądanych informacji.




Przykład 2.
Google odsyła do wyszukiwarki lokalnej dla frazy zawierającej w sobie lokalizację (tutaj nazwę miast w USA).




Przykład 3.
Google pokazuje kilku wyników organicznych dla innego słowa kluczowego niż wpisanego w pole zapytania (w przykładzie dla zapytania ,,bank internetowy" pokazują się trzy wyniki dla słowa ,,mbank")

Paradoksalnie jest to z korzyścią dla użytkownika, gdyż reklama płatna jest często lepiej kierowana. Ostatnie posunięcia Google, jak np. uzależnienie ceny za kliknięcie w link sponsorowany od jakość reklamowanej strony (parametr Quality Score - masz gorszą stronę, zapłacisz więcej) świadczy o tym, że Google próbuje wymusić na reklamodawcach zwiększanie jakości oferty.

Rozwój wyszukiwarek lokalnych (jeszcze nie dostępne w Polsce) czy kierowania reklamy w zależności od lokalizacji (już tak), to kolejne możliwości do wykorzystania. Wydawałoby się, że nie dotyczy to bezpośrednio sklepów internetowych, które działają globalnie, ale w praktyce tak nie jest.

Szukałem ostatnio paneli podłogowych, parapetów, płytek ceramicznych. Co mi daje link do sklepu w Warszawie, gdzie jest w ofercie "dojazd gratis na terenie Warszawy i okolic", jeżeli buduję dom w Poznaniu? Niewiele, jeżeli chciałbym obejrzeć produkt czy konieczny jest montaż tego produktu przez wyspecjalizowanego fachowca. Np. brak stron pozycjonowanych czy reklamowanych płatnie dla kombinacji ze słowem lokalizującym (np. "parapety poznań") dowodzi, że jednak istnieje jeszcze mnóstwo nisz, niekoniecznie na rynku laptopów.

WK: No tak, przecież prowadząc sklep internetowy można działać lokalnie np. w dużych aglomeracjach miejskich i wtedy dzięki takim kombinacjom zdobędziemy potencjalnych klientów zainteresowanych naszym asortymentem i naszą lokalizacją (chociażby dla łatwiejszego/tańszego odbioru/wysyłki towaru). Wtedy możemy świetnie wpasować się w odpowiednią niszę.

TF: Wrócę do przykładu z rynku budownictwa. Na tym rynku widać, jak wiele jest do zrobienia od strony koncepcyjnej i technologicznej. Tradycyjny sklep absolutnie nie nadaje się do tej branży, bardziej powinna to być aplikacja online pomagająca klientowi wyznaczyć ilość potrzebnego materiału (np. na podstawie podanej powierzchni) i służąca później do konsultacji i negocjacji ze sprzedawcą online. W tej branży rabaty mogą być bardzo duże i tym większe, im więcej towaru zamawiamy - nieustające negocjacje.

I coś na potwierdzenie tezy o długim ogonie. Wydałem sporą sumkę w sklepie, którego stronę (nie sklep online, po prostu solidnie zrobiona strona) znalazłem w wyszukiwarce dla frazy "panele classen poznań". Sklepu nie znałem, a akurat ten sklep z wyszukiwarki zapewnił mi najlepsze warunki (cena * szybkość skompletowania zamówienia * cena za transport).

No i wreszcie -- reklama płatna w wyszukiwarkach umożliwia natychmiastowe przetestowanie nieograniczonej liczby kombinacji słów kluczowych i opisów reklamy. Doskonała sprawa w połączeniu z narzędziami analitycznymi, takimi jak Google Analytics.

OK, tyle informacji chyba na początek wystarczy, żeby czytelnicy naszych blogów nie byli zbyt przytłoczeniu ilością tekstu. Życze długiego utrzymania się Twojej książki w top10 na liście Helionu. Pewnie po komentarzach wywnioskujemy, co warto byłoby jeszcze poruszyć w przyszłości.

---
Tomasz Frontczak jest autorem książki Marketing internetowy w wyszukiwarkach. Zajmuje się marketingiem internetowym. Pracuje naukowo w Instytucie Inżynierii Zarządzania Politechniki Poznańskiej. Współtworzy blog internetowy Sprawny Marketing.

Zapraszam do komentowania. :-)
2006-08-25 00:00
5. Jak promować sklep internetowy? ecommerce Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
O Mpire.com dowiedziałem się kilkanaście dni temu z New York Times, a konkretnie artykułu "More data for online shoppers, and plenty of pictures, too". Bob Tedeschi zachwala w nim Mpire jako innowacyjną porównywarkę cen, zgodną z duchem Web 2.0 (BTW: polecam ten wywiad ;-)), która dobrze rokuje na przyszłość i wkrótce może znaczyć coś na rynku porównywarek. Zaciekawiony postanowiłem ją sprawdzić i... zawiodłem się.

Mpire.com - innowacyjne, ale czy potrzebne?

1) Mpire to porównywarka cen, która skupia się przede wszystkim na przeszukiwaniu największego serwisu aukcyjnego na świecie - Ebay.com, ale oprócz tego współpracuje również z takimi sklepami jak Overstock, Amazon, pasażami jak Yahoo! Shopping czy wszystkim dobrze znanym serwisem ogłoszeniowym Craiglist.

W tym elemencie rzeczywiście jest to coś nowego, bowiem serwisy o ugruntowanej pozycji na rynku stawiają głównie na tradycyjne sklepy internetowe. Chociaż z drugiej strony nawet nasz rodzimy 9sekund.pl przeszukuje Allegro.

2) Głównym elementem, na który stawia Mpire jest ukazanie średniej ceny produktu wyliczonej na podstawie wszystkich pozycji danego towaru. Nie znam innej porównywarki, która tak działa, ale generalnie zastanawia mnie czy znajomość średniej ceny jest tak istotna dla użytkowników. Kolejne pytanie: czy średnia cena produktu jest wiarygodna w sytuacji kiedy np. szukając ipoda znajdziemy również pokrowce i inne elementy, których wartość to kilka procenty ceny ipoda?

Generalnie serwis stawia sobie za cel podanie prawdziwej ceny, czyli stara się odpowiedzieć na pytanie "Ile powinienem zapłacić za ten towar?", ale czy użytkownicy takich serwisów nie szukają czasem odpowiedzi na pytanie "Gdzie zapłacę najmniej?"?



3) W Mpire możemy również sprawdzić jak kształtowała się cena danego produktu w odpowiednim okresie czasu:



Narzędzie ciekawe, teoretycznie podpowie czy powinniśmy już kupować czy też wstrzymać się jeszcze. Generalnie jednak każdy trzeźwo myślący internauta wie, że np. cena komputera dell inspiron 1300 będzie spadać wraz z czasem.

Przyznam się, że nie wiem co o tym myśleć. Dla mnie Mpire nie jest czymś szczególnie specjalnym i nie sądzę, żeby odegrał jakąś szczególną rolę na rynku porównywarek. Porównywarka cen według mnie powinna z założenia działać tak lub tak. Może nie dostrzegam czegoś ważnego? Co o tym myślicie? Jest się czym ekscytować? :-)

2006-08-24 00:00
4. E-commerce ecommerce Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
Mówi się, że gwoździem do trumny Boo.com była m.in. duża liczba zwrotów towaru. Mówi się też, że sprzedaż takich towarów jak np. buty jest szczególnie podatna na dużą liczbą zwrotów. Jaka jest odpowiedź chyba największego amerykańskiego sklepu internetowego z butami - Zappos.com? Interesująca. :-)

1) Sklep daje możliwość zwrotu towaru przez 365 dni od momentu zamówienia.

2) Sklep oferuje zwrot towaru całkowicie za darmo.

3) Sklep informuje swoich klientów krok po kroku jak zwrócić towar nie ponosząc żadnych opłat.

4) Sklep daje możliwość wyboru firmy, za pośrednictwem której klient odeśle towar (UPS albo US Postal).

5) Sklep wygeneruje wszystkie informacje o odbiorcy i nadawcy. My musimy je tylko wydrukować, przykleić na paczkę i oddać kurierowi lub w okienku na poczcie.

6) Sklep nie ukrywa tego wszystkiego, wręcz przeciwnie. Klient odwiedza pomoc i pierwszy link, na który trafi to informacje o zwrotach.

Odważne? Tak, ale tak trzeba.

Poza tym Zappos wprowadził ciekawy mechanizm. Klienci, którzy dokonali zakupów butów mogą podzielić się tym, czy ich zdaniem numer buta, który wybrali wypada za mały, za duży czy taki jaki powinien być (z butami to jest tak, że numery często wypadają różnie, w zależności od rodzaju buta, producenta itp.). Poza tym mogą ocenić również szerokość buta.

W praktyce wygląda to tak:



Przy większej liczbie opinii (w tym przykładzie jest ich 55) takie dane można uznać za wiarygodne. W końcu wypowiada się kilkadziesiąt posiadaczy butów. Z ich pomocą lepiej trafić w odpowiedni rozmiar. A jeśli nie... zawsze można zwrócić towar (za darmo). Co ciekawe sklep nie podaje długości butów np. w centymetrach czy calach.

Zobacz sam:

- Informacje o zwrotach w Zappos.com,
- Przykładowa strona produktu w Zappos.com.

2006-08-19 00:00
4. E-commerce ecommerce Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
Dzisiaj o kolejnym ciekawym projekcie, który tak naprawdę nie zaistaniał jeszcze w Polsce. Mam na myśli serwis typu Fatwallet.com.

Jak to działa?

1. Od strony użytkownika strony:

a) użytkownik wchodzi na stronę, ma do wyboru prawdopodobnie większość amerykańskich e-sklepów,

b) większość z tych sklepów oferuje jakiś (zazwyczaj kilkuprocentowy) rabat na zakupy za pośrednictwem Fatwallet.com,



c) użytkownik wchodzi do danego sklepu za pośrednictwem specjalnie wygenerowanego linku w Fatwallet.com (potrzebne jest do tego konto użytkownika),



d) użytkownik dokonuje zakupu w sklepie, nie musi podawać żadnych dodatkowych informacji, po prostu kupuje,

e) po kilku dniach Fatwallet.com odnotuje fakt zakupu, odpowiednia informacja pojawia się w panelu użytkownika,

f) po kilkudziesięciu dniach kwota jest akcpetowana,

g) po uzbieraniu co najmniej 10$ można poprosić o wypłacenie pieniędzy.

2. Od strony serwisu:

a) Fatwallet to serwis, który jest jednym wielkim programem partnerskim, a raczej serwisem, który bierze udział w tylu programach partnerskich ile zrzesza sklepów u siebie (no prawie, bo pewnie istnieją wyjątki),

b) każdy z tych sklepów w swoim programie partnerskim ma przewidzianą prowizję dla partnerów, Fatwallet dzieli się tą prowizją ze swoimi użytkownikami, zostawiając sobie zapewne niewielką część.

Oprócz tego Fatwallet to również typowy serwis bargain hunter, ale nie będę skupiał się na tym.

Jak im się powodzi?

Wg Alexa Fatwallet miał na początku 2005 roku 3 mln odwiedzin. Na del.icio.us link do Fatwallet dodało 1326 osób. Serwis prawdopodobnie radzi sobie bardzo dobrze.

Co z tą Polską?

Czy w Polsce taki projekt może liczyć na podobny odzew? Chyba nie. Po pierwsze Polska to nie Ameryka i nie jesteśmy (jeszcze) atakowaniu ze wszystkich stron różnego rodzaju programami lojalnościowymi, zbieraniem punkcików i... cashbacków.

Pomimo tego pomysł jest interesujący tym bardziej, że nie ma jeszcze polskiego odpowiednika z prawdziwego zdarzenia. Może czas na niego? Porównywarki przyjęły się bardzo dobrze. Czy cashback też ma taką szansę? Jak myślicie?

2006-08-16 00:00
W jaki projekt e-commerce zainwestować? ecommerce Komentarze (3)
 Oceń wpis
   
Dzisiaj będzie o operacji na otwartym sercu, jaką kilka dni temu przeprowadził mój kolega na swoim wirtualnym dziecku - Godi.pl. Lekarz zapewnił mnie, że operacja się powiodła. Podobno pacjent ma się coraz lepiej i dochodzi do siebie po stanie agonii. Do rzeczy jednak.

O Godi.pl

Godi.pl to stosunkowo młoda księgarnia internetowa. Sklep sprzedaje produkty tanio i nakłada bardzo niskie marże. Jego klienci to często "poszukiwacze" najtańszych ofert, którzy trafiają do sklepu za pośrednictwem porównywarek cenowych. Można by napisać wiele o tym sklepie (tak jak o każdym innym), wytknąć niedociągnięcia, dobre strony, ale chciałbym skupić się teraz tylko na kosztach wysyłki. O co więc chodzi?

Stan przed operacją

W Godi.pl sytuacja niejednokrotnie wyglądała tak:

1) Sklep otrzymuje zamówienie przykładowo na 50 zł.
2) Przychód z takiego zamówienia to około 3 zł (jak pisałem marże są tam niskie).
3) Klient wybiera płatność za pobraniem.
4) Koszt wysyłki za pobraniem w Godi.pl wynosił 10,50 zł.
5) Rzeczywisty koszt wysyłki takiego zamówienia to zazwyczaj więcej niż 10,50 zł.
6) Sklep chce być konkurencyjny, a więc nie podwyższa kosztów wysyłki, nie podwyższa również swoich marż. Efekt? Wiele zamówień takich jak to jest realizowane "dla sportu" (sklep nie zarabia na nich w ogóle lub wychodzi na zero). Jak zapewnił mnie właściciel tego sklepu aż 45% (!) wszystkich zamówień było nierentownych właśnie ze względu na wyższe koszty wysyłki.

Stan po operacji

Sucha kalkulacja była nieubłagana - coś z tym trzeba zrobić. Właściciel sklepu postanowił wprowadzić koszty wysyłki zależne od wagi sprzedanych towarów. Jak to wygląda w praktyce?

1) Sklep ma w swojej bazie danych wagę każdego pojedynczego produktu.
2) Klient wkłada kolejne produkty do koszyka, a oprogramowanie sklepowe zlicza łączną wagę.


Fragment koszyka w Godi.pl

3) W koszyku pojawia się opcja wyboru rodzaju płatności/wysyłki. Mamy cztery możliwości - płatność za pobraniem (ekonomiczna i priorytetowa) oraz płatność przelewem (ekonomiczna i priorytetowa). Obok mamy cenę jaką przyjdzie nam zapłacić za wysyłkę.


Efekt jest taki, że klient za wysyłkę płaci faktycznie tylko tyle ile się należy, bowiem cały system współgra bezpośrednio z cennikiem Poczty Polskiej .

Jak sklep informuje o kosztach wysyłki?

Robi to standardowo:



Jakie są efekty tej operacji?

Plusy:

1) Od momentu wprowadzanie zmian sklep nie notuje nierentownych zamówień z powodu kosztów wysyłki.
2) Zwiększyła się liczba klientów, którzy płacą przelewem. Z pewnością zachęcają ich do tego niskie koszty wysyłki.

Minusy:

Sklep póki co nie docenia klientów, którzy kupują dużo - nie wprowadził póki co progu minimalnego zamówienia, dla którego koszty wysyłki są darmowe. A to niekiedy prowadzi do sytuacji, w której klient zamówi kilka pozycji, kwota jest wysoka, ale i waga jest wysoka, a zatem koszty wysyłki również są wysokie. Może to zniechęcać niekiedy do składania większych zamówień. Po wprowadzeniu takiego progu (a ma to nastąpić w ciągu tygodnia ;-)) efekty powinny być jeszcze lepsze.

Co myślicie o takim rozwiązaniu? Jak sobie radzicie w takich sytuacjach?

Aktualizacja:

Właściciel Godi.pl, Michał, po tygodniu testów sprawdził efekty. Oto kilka rezultatów:

- wzrosła liczba małych zamówień, sklep otrzymuje więcej zamówień od nowych klientów na mniejsze kwoty, koszty wysyłki dla takich są zazwyczaj bardzo niskie, często o kilka złotych niższe w stosunku do standardowych opłat ryczałtowych,

- spadła liczba dużych zamówień, klientom przychodzi wtedy za wysyłkę zapłacić więcej aniżeli w przypadku standardowych opłat ryczałtowych w sklepach internetowych,

- średnie zamówienie w Godi wzrosło.

Szczegółowych danych nie mogę niestety podać.

Plany na przyszłość w Godi? Sklep planuje wprowadzić darmową wysyłkę od pewnej kwoty. Będzie tym samym, w wielu przypadkach, tracił trochę na wysyłce takich zamówień, ale ostateczny zysk będzie na tyle duży, że sklep pokryje te straty i nie będzie stratny.

Zapraszam do dyskusji. :-) Macie jakieś propozycje?

2006-08-10 00:00
3. Badania, raporty, analizy ecommerce Komentarze (22)
 Oceń wpis
   
Dzisiaj o ciekawym pomyśle na rozwiązanie płatności internetowych - Bill Me Later. Najpierw o tym co to jest i jak to działa, a potem zastanowimy się czy taki projekt znalazłby swoich zwolenników w Polsce.

Bill Me Later to serwis, który został stworzony przez I4 commerce. Projekt powstał po to, aby odciążyć klientów sklepów internetowych od płacenia kartami płatniczymi w sieci. Badania wykazują, że 1,6% dochodów sklepów internetowych w USA to tzw. "fraudy", czyli nielegalne transakcje. Klienci w USA boją się kupować kartami płatniczymi, ich udziały w rynku e-commerce spadają. Zyskują na tym takie serwisy jak Paypal lub właśnie Bill Me Later, które ma być złotym środkiem dla tych bojaźliwych.

Jak to działa?

Zasada działania nie jest skomplikowana:

1) Klient odwiedza sklep, który współpracuje z Bill Me Later, wybiera produkty, które chce kupić. Potem standardowo - koszyk, podanie danych do wysyłki. Przy płatności wybieramy opcję Bill Me Later, która oczywiście pokazuje się obok płatności kartą, Paypal etc. (w zależności co dany sklep oferuje).

2) Następnie jesteśmy przenoszeni na specjalną stronę Bill Me Later, gdzie podajemy dodatkowo naszą datę urodzin i ostatnie 4 cyfry social security number (oczywiście dotyczy mieszkańców USA).


Przykładowy formularz Bill Me Later w sklepie Overstock.com

3) Transakcja jest potwierdzona. Bill Me Later pobiera od sklepu zdaje się 1,5% wartości transakcji (z zatem mniej niż w przypadku standardowych płatności kartowych), wypłaca odpowiednią sumę sklepowi. Sklep zapomina już o takim kliencie, płatność przejmuje Bill Me Later.

4) Bill Me Later wysyła list do klienta w ciągu kilkunastu dni. Klient ma możliwość zapłaty od razu lub może rozbić rachunek na raty. Najmniejsza możliwa rata to bodajże 3% wartości zakupów i nie mniej niż 20$. O tym jak klient będzie spłacał swój rachunek za zakupy decyduje w swoim panelu klienta na stronach Bill Me Later. Roczne oprocentowanie to 17,9%. Obecnie w większości sklepów trwa promocja, w której za zakupy na kwotę co najmniej 250$ będziemy mogli zapłacić dopiero po 90 dniach.

Dlaczego sklepy lubią Bill Me Later?

Powodów jest kilka. Przede wszystkim e-sklepy chcą dać alternatywę swoim klientom, którzy boją się kupować kartą. Chcą również zachęcić do zakupów tych, którzy z różnych powodów tych kart nie mają (a takich ludzi jest podobno 80 mln w samym USA). Ponadto właściciele Bill Me Later powołują się na dane , według których średnie zamówienie za pośrednictwem Bill Me Later jest 10-15% wyższe niż za pomocą innych rodzajów płatności (klienci wydają się być odważniejsi, chętniej kupują więcej), Bill Me Later jest ponadto o 30-40% tańsze dla sklepu, co więcej klienci płacący poprzez Bill Me Later o 46% częściej (w ciągu trzech pierwszych miesięcy) wracają do sklepu by ponownie kupić. Wreszcie, sklep dzięki Bill Me Later ma obsłużyć 3-7% klientów więcej.

To wszystko powoduje, że płatności te zdobywają coraz więcej rynku w USA. Już dzisiaj skupiają 270 stron, które korzystają z tego rodzaju płatności, wobec 60 na początku zeszłego roku.

Czy w Polsce ma to sens?

O ile niejednokrotnie nawiązując do Polski przy tego rodzaju notkach mam pewne wątpliwości w tym przypadku raczej ich nie posiadam. Polacy, tak jak Amerykanie, lubią kredyty. Myślę, że taki projekt musiałby się przyjąć na naszym rynku. Dziwi mnie dlaczego coś takiego jeszcze nie pojawiło się nad Wisłą (a może już powstaje?). Oczywiście na uruchomienie takiego biznesu potrzeba niemałych środków. Być może jest to dobry pomysł dla banków lub też poważnych firm zajmujących się udzielaniem kredytów.

Zobacz więcej:

- oficjalna strona Bill Me Later ,
- Web shoppers' new option: Bill me later - artykuł o powstaniu Bill Me Later,
- Big Plastic's Online Challenger - artykuł o Bill Me Later w Buisnessweek,
- Making Several Stops at Shops Online, but Paying All at Google - artykuł m.in. o Bill Me Later,
- trochę statystyki i szczegółowa informacja jak działa serwis ,
- inne statystyki Bill Me Later .

2006-08-06 00:00
W jaki projekt e-commerce zainwestować? ecommerce Komentarze (2)