Oceń wpis
   
Pamiętacie Silvertobbaco.pl? Dzisiaj to przeszłość. Dlaczego ten dobrze zapowiadający się sklep upadł? Pisze o tym sam właściciel - Maciek Dzierżek - zapraszam do zapoznania się z tym długim, ale bardzo ciekawym tekstem. :-) Oddaję "głos" Maciejowi.

Początki

W marcu 2005 na Allegro znalazłem ofertę sprzedaży sklepu fajka.net. Właściciel chciał 11500 zł za bazę koło 800 klientów, domenę, skrypty sklepu, oprawę oraz kontakty do dystrybutorów/producentów. Miesiąc później kupiłem sklep za prawie... 2000 zł.

Nie miałem wtedy niemal żadnej wiedzy na temat tytoniu, cygar i fajek, ale miałem, dobry jak mi się zdawało, plan. Postanowiłem skorzystać ze sprawdzonych wzorców w prowadzeniu sklepu z wyspecjalizowanym towarem - znałem osoby pracujące przy Rebel.pl, a z racji zainteresowań sklep obserwowałem niemal od samego początku.

Założyłem sobie stworzenie wyjątkowego sklepu. Konkurencja miała po prostu katalogi z ofertą. Ubogie opisy i niskiej jakości zdjęcia nie zachęcają do kupna, a brak danych kontaktowych nie wzbudzał wiarygodności. Mój plan zakładał znaczne wyróżnienie się spośród innych sklepów z tej branży. Pomocną miała być dobra opinia poprzedniego właściciela, którą mój sklep odziedziczył.

Silvertobacco.pl - jak powstało?

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem była zmiana domeny. Za radą Piotra Majewskiego uruchomiłem równoległą domenę (traktowaną jako podstawowa) - www.silvertobacco.pl. Sklep dzięki temu przestał być anonimowy, a nazwa była na tyle chwytliwa, że nawet dość trudny adres (pisownia "tytoń" po angielsku jest dla Polaków mało intuicyjna) nie sprawiał klientom trudności.

Zanim uruchomiłem sklep na nowo wymieniłem całe oprogramowanie. Postanowiłem oprzeć się na skryptach firmy InteliMedia.pl. Przede wszystkim - dobrze znałem to oprogramowanie - pisze je mój brat, dla firmy przyjaciela. Oferowane możliwości zupełnie mi odpowiadały - co więcej - otrzymałem wszystko gratis. Również grafikę zrobiono mi nieodpłatnie - grafika znałem od paru lat, pracowaliśmy razem (jak i reszta firmy InteliMedia) przy tworzeniu serwisu Poltergeist.

Chciałem by sklep był odróżnialny na pierwszy rzut oka, zażyczyłem sobie więc specjalnej oprawy. Fotel, stolik i dymiąca delikatnie fajka to były moje podstawowe wymagania - atmosfera odpoczynku miała się udzielać od pierwszego spojrzenia. Grafik doskonale zrozumiał moje intencje i nie wprowadzaliśmy zbyt wielu poprawek. Potrzebowałem także miejsce na cytat. To dość oryginalny pomysł dopasowany do branży, w której reklama jest zabroniona. Na szczęście nie są zabronione cytaty znanych osób. Na screenie widać jedną z pierwszych wersji oprawy, później zaszło jeszcze sporo kosmetycznych zmian, m.in. cytaty były losowane (za pomocą adserwera) z całkiem sporej bazy, a obok tekstu widoczny był portret autora. Zdjęcia/portrety dodałem w celu zwrócenia uwagi na cytat oraz wzmocnienia siły przekazu. Zakładałem, że zobaczenie Einsteina skłoni ludzi do czytania jego słów. Okazało się, że miałem rację.


Społeczność

W tym czasie zacząłem już budować społeczność wokół sklepu. Jednym z pomysłów była podstrona z cytatami na temat fajki, cygara lub tytoniu. Po dodaniu portretów miała znacznie więcej odwiedzin, a klienci zaczęli podsyłać znalezione przez siebie cytaty tym samym powiększając mój zbiór. Można uważać, że tego typu podstrony w sklepie odciągają od kupowania - mam odmienne zdanie. Zwłaszcza w takiej branży, gdzie reklamowanie jest znacznie utrudnione, a klienci cenią sobie kontakt z właścicielem.

Założeniem było także zdecydowane odcinanie się od papierosów, które przez większość amatorów dobrego tytoniu uważane są za śmierdzące i złe. Chciałem sprzedawać produkty luksusowe, wysokiej jakości. Stąd starałem się nie wprowadzać do oferty towarów o złej opinii i najniższej cenie, chyba, że klienci wyraźnie o to prosili.

Duży wpływ na sprzedaż miały zdjęcia. Jeśli dystrybutorzy bądź producenci nie udostępniali dobrej jakości zdjęć robiłem je sam, lub robił je mój brat. Zaimprowizowane na szybko studio, dobry aparat i obróbka zdjęć w programie graficznym dawały dobre efekty. Na tyle dobre, że moje zdjęcia znalazły się w Gentleman Magazine w artykule opisującym 100 przedmiotów niezbędnych mężczyźnie. Oczywiście zdjęciom towarzyszył adres sklepu.

Przy budowaniu grona stałych klientów pomocne było udzielanie się na fajkowym forum. Zanim jednak do tego doszło musiałem się dokształcić. Tuż po podjęciu decyzji o kupnie sklepu zacząłem dużo czytać na temat cygar, fajek i tytoniu. Źródeł książkowych nie było wiele, ale Internet polski i zagraniczny oferuje sporo wartościowych materiałów. Przy tego typu sklepie sprzedawca pozbawiony podstaw wiedzy jest skrajnie niewiarygodny. Nie wyobrażam sobie jak mógłbym polecać tytonie nie wiedząc o nich zupełnie nic. Podobnie z pytaniami początkujących palaczy o fajkę (której "obsługa" nie jest tak prosta, jak to sie może wydawać) czy cygaro.

Kiedy już nabyłem trochę wiedzy i byłem w stanie być dla klientów doradcą (oczywiście nie wszystkich, nie zamierzałem udawać, gdy czegoś nie wiedziałem, na szczęście zawsze mogłem zapytać innych klientów, którzy temat zgłębiali latami) stwierdziłem, że można to jakoś wykorzystać. Pojawiało się sporo pytań o humidory ("pudełka" na cygara), więc napisałem krótki podręcznik w PDFie. Stworzyłem specjalną stronkę reklamową, PDF był darmowy - wystarczało podać mejla. W pierwszym przychodził link do pliku, w kilku następnych drobne porady, pytania o to jak humidor się spisuje no i oczywiście linki do sklepu z cygarami i humidorami. Efekty były bardzo dobre, a mój pierwszy follow up (wykorzystałem freebot.pl) potwierdzał skuteczność tego narzędzia.

Co ciekawe - nie byłem nigdy żadnym ekspertem. Moja wiedza wykraczała może poza podstawy, ale nigdy nie uważałem, że wiem wystarczająco dużo. Nie przeszkadzało to dziennikarzom i redaktorom radiowym czy telewizyjnym. Pomagałem (telefonicznie) układać pytania do paru konkursów, a z jednej z wielkich sieciowych międzynarodowych hurtowni dzwoniono z pytaniami "co to jest ten humidor?".

Wracając do budowania społeczności - nie było w Polsce dobrego serwisu o cygarach. Powstawał co prawda jeden i mimo wysokiej jakości tekstów, był rzadko aktualizowany. Mój miał mieć bogate forum i dobrą sekcję z newsami. Niestety zanim dobrze się rozwinął musiałem zamknąć sklep. W każdym razie byłby to kolejny etap w skupianiu klientów wokół sklepu. W odróżnieniu od podręcznika nie wiązałem serwisu ze sklepem za pomocą domeny. Serwis miał być bardziej niezależnym tworem, także w celu zachęcenia potencjalnych miłośników cygar do wspierania serwisu. Przy jawnym powiązaniu ze sklepem nie byłoby to łatwe. Także wiarygodność serwisu egzystującego w domenie sklepu nie jest tak wysoka, jak tego samego serwisu we własnej domenie.

Ogromną rolę w kontakcie z kupującymi pełnił newsletter. Pisany swobodnym językiem i "po koleżeńsku", ale z odpowiednim szacunkiem. Moja grupa docelowa to dorośli mężczyźni z dochodami powyżej średniej krajowej, więc starałem się by listy były w miarę luźnie, ale w żadnym wypadku prostackie czy natrętne. Ze statystyk sądzę, że to dobra i skuteczna metoda. Newslettery firm prawniczych czy bankowych są ciężkie w odbiorze, a mój sklep miał dostarczać chwil relaksu osobom, które chcą się uwolnić od ciężkiej pracy. Nie mogłem więc pisać listów tonem służbowym.

Obroty i promocja

Obroty sklepu w pierwszych miesiącach (maj/czerwiec) nie przekroczyły 4000/5000 złotych. W styczniu 2006 przekraczały, z tego co pamiętam, 10000 zł przy marży dochodzącej do 45%. Przy większej inwestycji niż moja te wielkości mogłyby być nawet kilkukrotnie większe.

Klienci detaliczni gwarantowali 90% obrotu i 80% zysków (z pamięci i na oko). Pozostała część dochodu to firmy i zamówienia hurtowe. Cygara kupowane prezesom, humidory na wystrój biura, ale także humidory zamawiane do obicia skórą i odsprzedaży. W grudniu dostawałem bardzo dużo zapytań o hurtowe (naprawdę olbrzymie) ilości cygar i innych giftów - agencje reklamowe szukały źródła tanich prezentów. Niestety nigdy nie udało mi się sprzedać im naprawdę dużej ilości towaru. Od kolegów z branży słyszałem, że tak to już jest z agencjami - rzadko kupują towar tego typu (zwłaszcza jak usłyszą, że przechowywać trzeba w specjalnych warunkach). Natomiast spore możliwości stwarzały agencje szukające dodatków do alkoholi, na przykład koniaku czy whisky. Przy dysponowaniu dobrymi kontaktami i zapleczem finansowym jedna umowa mogła przynieść kilka tysięcy zysku (na czysto).

Klienci detaliczni trafiali do sklepu głównie przez wyszukiwarki (miałem dobre pozycjonowanie dzięki wspominanej wcześniej firmie zapewniającej oprogramowanie), ale większe zakupy (i częstsze) robiły osoby znające sklep z forum lub dzięki opiniom znajomych. Środowisko fajczarzy jest dość zgrane i wieści szybko się rozchodzą.

Nastawiałem się na sprzedaż rzeczy związanych z fajkami, ale również cygara przynosiły spory dochód i były bardziej perspektywiczne - społeczeństwo się bogaci, a cygaro jest bardzo typową oznaką luksusu i dostatku, sporo osób więc chce spróbować, jakie wartości oferuje palenie cygara. Część z tych osób prawdopodobnie zostanie wielbicielami palenia tytoniu w tej formie i powiększy rynek nabywców cygar. Od paru lat widać stały wzrost zainteresowania cygarami, stąd też coraz więcej gatunków jest importowanych do naszego kraju.

Sporą część obrotów generowała tabaka. To mocno mnie zaskoczyło - okazało się dość szybko, że sproszkowany tytoń zażywa głównie młodzież - studenci i licealiści. Społeczności fanów tabaki skupione są wokół kilku for internetowych i jest to duża grupa potencjalnych klientów. Są jednak dwa poważne minusy związane z handlem tabaką: po pierwsze sprzedaż tytoniu nieletnim jest zakazana, a jak wiadomo ostrzeżenia, regulamin itp. obwarowania nie gwarantują, że niepełnoletnia osoba nie zrobi zakupów w sklepie z tytoniem. Drugim minusem były niskie marże - najpopularniejsze gatunki tabaki przynosiły zaledwie kilkanaście groszy zysku na opakowaniu, a zamówienia na tabaki były zwykle zamówieniami ledwo przekraczającymi 20 zł (tyle wynosiła minimalna kwota zamówienia - właśnie po to, aby uniknąć przesyłek zupełnie nieopłacalnych).

Ostatnią główną grupą towarową były tytonie papierosowe i akcesoria do skręcania/nabijania. Tutaj duże zamówienia związane były z wyjazdami Polaków za granicę. Do Anglii można przewieźć tytoń warty mniej więcej 200 złotych i głównie takie zamówienia realizowałem. Miałem też kilku stałych klientów zamawiających regularnie swoje ulubione gatunki i zawsze miałem ich odpowiedni zapas.

Długi ogon - gwóźdź do trumny

Głównym moim problemem było zatowarowanie. Otwierając sklep nastawiałem się na zarabianie na hitach. Liczyłem na to, że będzie kilkanaście/kilkadziesiąt towarów bestsellerowych, które będę miał non-stop na magazynie w dużych ilościach oraz reszta towarów, które będą się sprzedawały okazjonalnie, a mi wystarczy kilka sztuk. Byłem dość mocno ograniczony finansowo, więc na duże zatowarowanie magazynu nie mogłem sobie pozwolić.

W rzeczywistości klienci byli totalnie nieprzewidywalni. Hitów było zaledwie kilka i to przynoszących niewielki dochód. Najwięcej zarabiałem na sprzedaży towarów drogich (i z najwyższą marżą), których nie mogłem mieć zbyt dużo na magazynie, by nie zamrażać pieniędzy. Chcąc być konkurencyjny (czas wysyłki) inwestowałem w towar powiększając ciągle stany magazynowe, jednak stale okazywało się, że nie są to nakłady wystarczające. Towar nie kupowany przez 6 miesięcy mógł w ciągu tygodnia zebrać pięć zamówień na 20 sztuk, gdy ja miałem np. 5. Coś innego dobrze sprzedającego się przez miesiąc mogło przez następnych kilka nie sprzedawać się wcale.

Sytuacji nie poprawiała konkurencja. Jedna z dużych hurtowni stosowała dziwne ceny detaliczne - niższe niż ja otrzymywałem (w hurcie) od tych samych importerów. Pod koniec mojej działalności wspólnie z importerami (którym psucie rynku też było nie na rękę) udało nam się jakoś wyprostować sytuację, jednak cenowa walka w mojej sytuacji musiała skończyć się porażką. Cała sprawa dotyczyła wąskiej, ale opłacalnej i popularnej grupy produktowej.

Po jakimś czasie prowadzenia sklepu coraz mniej paczek byłem w stanie wysłać w ciągu 24 godzin. Stan mojego magazynu był mniej więcej taki sam, a ilość produktów w sklepie znacznie urosła. Częste zamówienia w dystrybutorów musiały także przekraczać pewne kwoty i w okolicach lutego/marca 2006 stało się dla mnie jasne, że nie dam rady prowadzić dalej sklepu, mimo, że obroty rosły. Dodatkowo musiałem wracać na studia (wojsko) i nie mogłem sobie pozwolić na dalsze pracowanie przy sklepie - potrzebowałem gotówki na wydawanie, a nie inwestowanie. Utrzymanie niestety kosztuje, a sklep wymagałby kolejnych dużych (jak na mnie) inwestycji, na które nie mogłem sobie pozwolić.

Koniec

Postanowiłem, że sprzedam sklep - domenę, bazę, kontakty. Niestety w tak zwanym międzyczasie popełniliśmy poważny błąd przy przenoszeniu danych serwera. Kilkadziesiąt baz, domen, serwisów przeniosło się w ciągu jednej nocy bez żadnych problemów. Silver Tobacco niestety zostało na starym serwerze, który Amerykanie wyłączyli zanim się zorientowaliśmy, że coś jest nie tak.

Pod koniec mojej działalności pojawił się jeszcze jeden problem - sklepy zagraniczne. Polska akcyza traktująca w ten sam sposób tytonie fajkowe i papierosy (rzecz w sumie nie do porównania) spowodowała, że bardziej opłaca się zamówić ze Szwajcarii, gdzie wybór tytoni jest o niebo lepszy, a ceny przynajmniej porównywalne.

Nieciekawą perspektywę rysują więc kolejne propozycje podniesienia akcyzy. Miałem także obawy o to, jak ustawodawca potraktuje sprzedaż tytoniu przez Internet. Z alkoholem jest niby tak samo, a sklepy z winami świetnie sobie radzą, ale wg mnie nie jest to sytuacja ustabilizowana. Brak odpowiednich regulacji może zaowocować dziwnym i nieżyciowym pomysłem szybko wprowadzonym w życie, a efekty tego mogą być tragiczne.

Maciek Dzierżek - 24 lata, student filozofii na UWM, absolwent Adamka.pl, współtwórca Serwisu Poltergeist (polter.pl) - największego polskiego serwisu o fantastyce, były właściciel sklepu Silver Tobacco, autor dziesiątek recenzji i artykułów związanych z fantastyką i kulturą publikowanych w Esensji, Nowej Gildii, Poltergeiście i w magazynach fanowskich, od roku 2007 ekspert Nagrody "Gra Roku" - najbardziej prestiżowej nagrody przyznawanej grze planszowej, organizator i współorganizator konwentów. Maciek szuka pracy (jako dziennikarz/redaktor/recenzent lub w e-biznesie). Zainteresowani proszeni są o kontakt mailowy w celu przekazania CV.


2007-01-19 00:00
8. Portrety e-sklepów ecommerce Komentarze (40)
 Oceń wpis
   
Dzisiaj kilka słów o dość niezwykłym projekcie. Jeżeli e-commerce sprowadza się dla Ciebie do sprzedaży produktów materialnych + ewentualnie kilku niematerialnych takich jak ubezpieczenia, podróże czy też kredyty - jesteś w dużym błędzie. :-)

Istnieje w polskiej sieci taki projekt jak Wirtualnycmentarz.pl. Trudno nazwać go inaczej, jak po prostu projektem e-commerce. Właściciele nastawiają się na sprzedaż usług. Jakie to usługi? Ano możliwość zapalenia wirtualnego znicza, możliwość wybudowania wirtualnego grobowca. Zakres usług jest szerszy.

Za całość zapłacimy kartą kredytową, a ceny VAT wskazują na to, że za usługi otrzymamy fakturę VAT. Wirtualnycmentarz.pl to nie działo wykonane przez amatorów - właściciele zabezpieczają się ekspertyzą prawną.

Trudno mi ocenić czym kierowali się właścicele otwierając taki serwis. Prawdopodobnie jest on tylko próbką ich umiejętności, którą będą starać się "przekuć" na nowe zlecenia - serwis tworzył całkiem spory zespół.

Na uwagę zasługuje samo wykonanie serwisu. Sprawą jasną dla mnie jest to, że standardowy serwis nie wzbudziłby zbyt dużego zainteresowania internautów (oceniam chociażby po sobie). Całość wykonana jest we Flashu przy czym sposób poruszania się jest na tyle intuicyjny, że w zasadzie po kilku pierwszych minutach można "nauczyć się" nawigacji, co przy tego typu projektach nie jest zbyt powszechne.

Wirtualnycmentarz.pl skłonił mnie do małej refleksji. Być może za kilka lat okaże się, że taki sposób prezentacji produktów (bo jest to przecież prezentacja produktów) będzie się upowszechniał. Wtedy powstałyby sklepy (np. supermarkety), gdzie poruszalibyśmy się obok regałów z towarami jakąś wirtualna postacią i wkładali produkty do koszyka. Śmieszne? No nie wiem - łącza coraz szybsze, pomysłów coraz więcej, zasada "wyróżnij się, albo zgiń" coraz powszechniejsza. Takich spraw nie przekreślałbym na starcie, bo takie sklepy można budować intuicyjnie, gdzie poruszanie się nie będzie pewnie tak proste jak w zwykłym sklepie, ale być może innowacyjność będzie tutaj na tyle atrakcyjna, że znajdą się chętni na takie zakupy.

Notkę potraktujcie raczej jako ciekawostkę. Patrząc po forum nie wszystkim podoba się ten pomysł. Dajcie znać co o tym myślicie. Ciekaw jestem Waszej opinii szczególnie jeśli chodzi o moją - pół żartem, pół serio - wizję przyszłości e-sklepów.

p.s. Dziękuję za link Agnieszce.

Na koniec kilka informacji:

1. Nie spodziewałem się aż tak dużego odzewu z Waszej strony ze względu na uruchomienie strony firmowej. Dostaliśmy wiele maili. Zgłosiły się m.in. liczne raczkujące sklepy, dopiero otwarte lub też bardzo niszowe. Nasze usługi są raczej drogie, ale żeby pomóc każdemu chętnemu wprowadziliśmy do oferty coś co nazwaliśmy "konsultacjami godzinowymi". Jest to tani i szybki sposób na to, aby pomóc swojemu biznesowi. Zainteresowanych proszę o kontakt - wyjaśnię szczegóły.

2. Niebawem na blogu wiele praktycznych tekstów, w tym jedno case study, które powinno zainteresować, a zarazem przestrzec szczególnie tych, którzy planują uruchomić własny sklep. Nie pozostaje mi nic innego jak zapraszać do odwiedzin. :-) Zapraszam również, po raz kolejny, ludzi z branży, którzy chcieliby zasilić zespół pisarski.

3. Niebawem również mały ruch związany z blogiem, po którym pewnie dla wielu ortodoksyjnych bloggerów stanę się zerem. Nie mogę się doczekać. ;-)

Wojtek

2007-01-18 00:00
8. Portrety e-sklepów ecommerce Komentarze (3)
 Oceń wpis
   
Dostaję czasem listy z pytaniem o współpracę. Wcześniej napisałem tylko drobną informację na stronie "o mnie".

Teraz chciałbym zaprosić na stronę firmową, gdzie znajduje się oferta. Mogę teraz oficjalnie zaprosić wszystkich zainteresowanych do współpracy.

Adres to: http://e-commerce.info.pl.


2007-01-16 00:00
1. Oferta dla sklepów ecommerce Komentarze (10)
 Oceń wpis
   
Pytanie z tematu tej notki zadaje sobie wielu właścicieli sklepów internetowych. Opinie o produktach pojawiają się różne: pozytywne i negatywne. Wielu właścicielom sklepów internetowych nie na rękę jest to, że produkt oferowany przez nich jest nisko oceniony przez kupujących (zmniejsza to w ich opinii sprzedaż).

Dlatego też rodzi się pytanie: usuwać negatywne opinie?

Ciekawą odpowiedź udzielił sklep Znak.pl:


Znak.pl po prostu obawiając się negatywnych opinii o samym sklepie ("sprzedają bubel") postanowił wycofać ze sprzedaży monitory LCD Acer. Wycofał ze sprzedaży, ale kategoria cały czas istnieje w sklepie. Tym samym sklep prezentuje się jako miejse, które szczególnie dba o swoich klientów i nie jest mu obojętne to co kupią klienci Znaku.

Muszę przyznać, że bardzo fajne rozwiązanie. A jeśli chodzi o to czy usuwać negatywne opinie to w mojej opinie byłoby to zbyt duże nadużycie. Skoro umożliwiamy naszym klientom wydawanie opinii dlaczego mielibyśmy je modyfikować czy co gorsza usuwać?!

p.s. Screen znalazł się w najnowszym numerze Komputer Świata. Tam też test porównywarek. Podium dla Ceneo, Nokaut i Skąpca. Namnożyło nam się tych porównywarek. W teście sprawdzono 10. Ciekawe ile z nich dotrzyma np. do końca 2008.

p.s.2 Jeżeli pracujesz w zespole koniecznie sprawdź Campfirenow.com. Prezentację jak to działa znajdziesz tutaj.

Wojtek

2007-01-11 00:00
4. E-commerce ecommerce Komentarze (6)
 Oceń wpis
   
W sierpniu pisałem o Kozmo.com - relikcie przeszłości, który zanim zdążył spektakularnie zbankrutować dostarczał swoim klientom zamówienie w ciągu godziny. O Kozmo cały czas się mówi, co ważne mówi się ciepło i z pewnym sentymentem. Tymczasem na tej idei powstają kolejne projekty. Jednym z nich jest Licketyship.com. Sklep na tyle ciekawy i innowacyjny w swoich założeniach, że z pewnością warto poświęcić mu chwilę uwagi.

Jak działa Licketyship.com?

Sklep sprzedaje produkty związane z ogólnie pojętą elektroniką. Być może słowo "sprzedaje" jest tutaj nie na miejscu. Całość odbywa się tak:

1. Sklep działa lokalnie w pewnej części San Francisco.
2. Klient wybiera interesujący go towar.
3. Zanim produkt zostanie dodany do koszyka system sprawdza czy towar znajduje się w którymś ze współpracujących z Licketyship.com sklepów tradycyjnych ulokowanych w pobliżu miejsca zamieszkania zamawiającego (jest to sprawdzane na podstawie wcześniej podanego kodu pocztowego).
4. Jeżeli produkt znajduje się w pobliżu zamawiającego może on dokończyć swoje zamówienie.
5. Następnie zamówienie jest oddawane w ręce lokalnego kuriera, który otrzymuje odpowiednie instrukcje i udaje się do właściwego sklepu, gdzie kupuje towar i dostarcza go zamawiającego w czasie nie dłuższym niż 4 godziny.
6. Nie mam tutaj pewności, ale podejrzewam, że Licketyship.com współpracuje w jakiś sposób ze sklepami tradycyjnymi i sklepy te oferują mu inne ceny niż zwykłym klientom.
7. Licketyship.com pobiera opłatę 9,99$ za dostarczenie towaru (prawdopodobnie właściciele pamiętają z czym problem miało Kozmo.com). Jeżeli towar nie zostanie dostarczony w ciągu 4 godzin od zamówienia dostawa przy okazj kolejnego zamówienia jest darmowa.

Czyli asortyment w liczbie 20 000 produktów, brak jakiegokolwiek magazynu i dostarczanie towaru w ciągu 4 godzin od momentu zamówienia. Ciekawe, prawda?

Innymi słowy sklep jest lokalnym pośrednikiem. Za sklepem stoi duża aplikacja, która zgrywa ze sobą stan magazynowy partnerów handlowych z ofertą Licketyship.

Kto korzysta z Licketyship.com?

Pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy jest taka, że z Licketyship korzystają klienci raczej z wyższej półki, dobrze zarabiający, zajęci, którzy nie mają czasu na to, aby iść na zakupy. Wolą w wolnej chwili sprawdzić ofertę sklepu internetowego, przeczytać dostępne o produkcie informacje i dokonać zakupy otrzymując towar po kilku godzinach.

Inna hipoteza to klienci, którym szczególnie zależy na czasie. Jak można przeczytać w miejscach, gdzie cały projekt jest opisywany aż 30% klientów Amazon.com płaci więcej za wysyłkę wybierając opcję dostawy na następny dzień (overnight). Sklep taki jak Licketyship.com świetnie sprawdzi się np. jako dostawca spóźnionego prezentu.

Czytając jednak teksty w sklepie można dojść do wniosku, że cały projekt jest kierowany do młodych. Być może właściciele sklepu chcą skupić się na tej grupie klientów - ceniących innowacje, chętnie rozpropagowujących ciekawe idee.

Użyteczność Licketship

Tutaj bardzo się zdziwiłem. W zasadzie jedyną drogą dotarcia do produktu jest wyszukiwarka w sklepie. Nie ma tam czegoś takiego jak dostęp poprzez kategorie produktowe. Mamy co najwyżej wypisane najczęściej wpisywane hasła do wyszukiwarki. Co więcej, po wejściu do sklepu trudno zorientować się co tak naprawdę możemy tutaj kupić. Sam spodziewałem się tam m.in. żywności, ale po wpisaniu kilku produktów stwierdziłem, że moje domysły są błędne. :-)

Dopiero wpisując coś do wyszukiwarki możemy na kolejne stronie przejrzeć wszystkie kategorie, ale tylko dla wyszukiwarki. Możemy tam też uściślić nasze zainteresowania poprzez takie kryteria jak marka czy wreszcie kategoria (ale tylko dla danego zapytania w wyszukiwarce!):



Nie mniej jednak nie ulega wątpliwości, że raczej nie tędy droga i dostęp poprzez kategorie powinien być udostępniony. Jest to skądinąd najpopularniejsza forma "odkrywania" sklepu przez przeciętnego użytkownika.

Ma szanse na sukces?

Moim zdaniem jak najbardziej tak. Sama idea nie jest "droga". W przeciwieństwie do Kozmo rozwój jest możliwy bez inwestycji w drogie magazyny.

Ciekaw jestem jak taki projekt radziłby sobie w Polsce. Pozostaje również pytanie czy w sklepie tego typu (przewiduję duży odsetek zakupów impulsywnych) elektronika jest odpowiedniem asortymentem. Być może lepiej byłoby oferować coś z niższej półki cenowej, coś co można by zamawiać z większą, może nawet stałą częstotliwością.

W każdym razie przyglądając się statystykom Licketyship na Alexa.com można zauważyć, że sklep odwiedza mniej więcej 10 000 użytkowników dziennie. Jest to całkiem niezły wynik jak na lokalny sklep w USA. Ciekawe ilu z nich mieszka na odpowiednim obszarze, a ilu sprawdza sklep z ciekawości tak jak np. ja. :-)

Co o tym myślicie?

Zobacz więcej:

- Licketyship.com,
- notka o Kozmo.com,
- o Licketyship na blogu Techcrunch.

Wojtek

p.s. Jeżeli ktoś z czytających bloga ma rozeznanie na rynku public relations (ma własną agencję, pracuje w agencji PR, czy ma ogólną znajomość tematu) prosiłbym bardzo o kontakt. :-)

2007-01-10 00:00
8. Portrety e-sklepów ecommerce Komentarze (4)
 Oceń wpis
   
Powstał nowy sklep - Endless.com. Sprzedaje buty i torebki. Dlaczego o tym pisze? Endless.com to projekt Amazon.com. Projekt raczej dziwny jak na Amazon i z pewnością warto o tym napisać.

Dlaczego Amazon otworzył sklep pod inną marką?

Zaskakująca rzecz. Do tej pory Amazon dokładał asortyment do swojego sklepu (zobacz np. notkę "Amazon spożywczakiem"). Co jakiś czas poszerzał swoją bazę produktową przeistaczając się tym samym z księgarni internetowej w hipermarket. Tym razem jednak jest inaczej. Amazon otworzył sklep z produktami, które de facto sprzedaje również pod adresem Amazon.com. Nad powodami tej decyzji zastanawiają się chociażby komentujący blog Techcrunch. Najczęściej wymieniane powody to:

1. Amazon chce spróbować jak pójdzie sprzedaż produktów luksusowych poza molochem, jakim jest Amazon.com. Trzeba się mocno naszukać, żeby znaleźć informację o tym, że Endless to własność Amazon (co prawda system logowania pozostaje z Amazon, ale firma zdecydowanie nie bazuje na głównej marce). Tym samym Amazon próbuje sięgnąć po nowych klientów, którzy raczej nie są zainteresowani kupowaniem butów i torebek na Amazon.com, tak jak pewnie większość z Was nie jest zainteresowana kupowaniem komputerów w supermarkecie.

2. Amazon eksperymentuje. W nowym sklepie oferuje to, czego nie mógłby oferować w Amazon.com - darmowa wysyłka, rok na zwrot produktu, kontakt telefoniczny non-stop.
Sprawą jasną jest, że lepiej takie rzeczy testować w nowym sklepie, niż wprowadzać nowe zasady dla jednej z kategorii produktowych na Amazon.com. Wreszcie, Amazon eksperymentuje z użytecznością. Wykorzystuje w tym celu AJAX.

3. Może Jeff Bezos przeczytał wreszcie "Triumf i klęska dotcomów"? ;-)

Użyteczność Endless.com

Obuwie to towar dość niewdzięczny do sprzedaży w sieci. Po pierwsze trzeba iść na duże ustępstwa jeśli chodzi np. o takie kwestie jak polityka zwrotów (Endless to robi śladem Zappos.com, zobacz notkę: "Sprzedaż butów a zwroty towaru"). Poza tym trzeba zadbać o to, aby towar zaprezentować tak bardzo jak tylko się da. Nie oszukujmy się - to nie jest księgarnia internetowa, gdzie wybieramy książkę i dodajemy ją do koszyka. W przypadku obuwia czy torebek wyborów jest więcej - dla butów: rozmiar, szerokość buta, kolor, ale także marka czy rodzaj.

Z tym wszystkim Endless radzi sobie świetnie. Naprawdę podoba mi się sposób doboru odpowiedniego produktu.

Nawigacja składa się z sześciu kryteriów: rodzaj towaru (np. kozaki), marka produktu, kolor, rozmiar, szerokość i cena. Odpowiednie opcje wybieramy bez przeładowywania strony:



Rozwiązanie bardzo efektowne, a zarazem proste. Pozostaje pytanie: co na to wyszukiwarki? Strony nie są przeładowywane, a zatem mamy mniej podstron i być może gorsze efekty w wyszukiwarkach.

Gdy wybierzemy już jakiś produkt na uwagę zasługuje strona produktu:



Podobnie jak na Zappos.com mamy możliwość podejrzenia produktu z wielu stron. Możemy również sprawdzić dany produkt z bliska. Podobne rozwiązanie wprowadza nowopowstający polskich sklepów internetowych.

Za niedociągnięcie strony produktu można uznać to, że ponownie trzeba definiować rozmiar czy kolor. Jeżeli nie zrobiłem tego wcześniej - oczywiście, ta opcja jest jak najbardziej na miejscu. Ale jeżeli zrobiłem to już wcześniej powtórny wybór jest niepotrzebny.

Bez przeładowowywania strony działa również koszyk. Możemy tutaj bardzo prosto zmieniać liczbę sztuk czy też usuwać produkty. Myślę, że to właśnie w koszyku najlepiej wykorzystać AJAX. Można to zrobić w zasadzie w każdym sklepie internetowym. Proces zamówienia jest już dokładną kopią zamówienia na Amazon.com.

Podsumowując, warto przyjrzeć się Endless.com z dwóch powodów. Jako ciekawostkę - nowy projekt Amazon.com pod inną marką, z wieloma udogodnieniami dla klientów. Drugi powód to naprawdę wysoka użyteczność. Z pewnością taka jest przyszłość e-sklepów.

Zobacz więcej:

- Sprzedaż butów, a zwroty towaru (Zappos.com),
- Sklep internetowy, a asortyment,
- Amazon.com launches independent Endless.com,
- Endless.com,
- Zappos.com.

Wojtek

p.s. Dziękuję Marcinowi za temat na notkę. :-)
2007-01-09 00:00
8. Portrety e-sklepów ecommerce Komentarze (11)
 Oceń wpis
   

Coraz częściej duże stacje telewizyjne jak TVN wykorzystują serwis aukcyjny Allegro do sprzedaży przedmiotów w celach charytatywnych. Od początku przeniesienia programu ,,Kuba Wojewódzki Show" do TVN prowadzący wykorzystuje swoich gości do zdobycia przedmiotów, które później sprzedaje na Allegro a dochód przeznacza na szczytny cel.

W jednym z odcinków został sprzedana zapowiedź do automatycznej sekretarki wykonana głosem Krystyny Czubównej .  

Model jest już od dosyć dawna znany w Stanach Zjednoczonych. Po przez serwis aukcyjny Ebay znani artyści, sportowcy, gwiazdy medialne sprzedają swoje ,,przedmioty" a dochód przeznaczają na organizacje charytatywne.  

Przykłady za oceanu:

  • Sprzedaż miejsca reklamowego wielkości 2,5cm x 2,5cm na koszulce Tiger Woodsa.
  • Sprzedaż Mazdy MX-8, należącej do Britney Spears

Szczytny cel, szczytnym celem, ale gdzie jest BIZNES?

Szczytny cel jest tutaj bardzo ważny nie mniej nie należy zapominać, że wszystkie strony biorące udział w przedsięwzięciu muszą mieć własne korzyści. W naszym wypadku mamy:

Serwis aukcyjny - przede wszystkim darmowa reklama, patronem medialny jest przeważnie jakiś znany program telewizyjny, wypowiedzenie w trakcie jego trwania słów: ,,Licytujcie na www.xxx.pl" jest bezcennym profitem.

Patron Medialny - jak już wspomniałem jest nim przeważnie znany program telewizyjny. Poświęca on oczywiście swój nie zwykle cenny czas antenowy na zapowiedź aukcji, ale na pewno zostanie on wynagrodzony w postaci PR-u.

Dostawca produktu do sprzedaży - sprzedawana są zazwyczaj albo przedmioty będące własnością znanych artystów, albo nowe markowe produkty dostarczane przez producenta. W obydwu wypadkach, korzyścią jest reklama.

Fundacja - czwartą stroną jest fundacja, na którą zostają przeznaczone środki z aukcji.

Piąty element!

Piątym elementem jest firma, która powinna się podjąć zorganizowania całego przedsięwzięcia. Dogadania ze sobą wszystkich czterech partnerów, przeprowadzenia licytacji, sfinalizowania transakcji.

Nie podejrzewam, żeby w Polsce taki podmiot istniał, aukcje charytatywne są bowiem nowym przedsięwzięciem. Nie mniej mam nadzieje, że może ktoś po przeczytaniu tego artykułu podejmie się wyzwania stworzenia ,,piątego elementu".

Jako przykład takiej firmy działającej w Stanach podaje Kompolt . Na ich stronie znajduje się pełna historia przeprowadzonych aukcji. Firma ta:

  • W 2005r. zatrudniała zaledwie 10 osób
  • Wartość przychodów 6,3mln dolarów

Mikołaj Wezdecki

mwezdecki@wp.pl

2007-01-07 00:00
W jaki projekt e-commerce zainwestować? ecommerce Komentarze (3)
 Oceń wpis
   
Wczoraj polski internet obiegła wiadomość o zakupie porównywarki Ceneo.pl przez QXL Holding (spółka posiadająca chociażby Allegro.pl). Ciekawe przejęcie, które bardzo przypomina kupno Shopping.com przez Ebay. Mnie najbardziej interesuje to, czy dojdzie do jakiejś próby integracji Ceneo z Allegro czy też będą to dwa osobne podmioty. Wariantów mogłoby być kilka. O przejęciu szerzej przeczytasz na blogu Net to. Ja chciałbym skupić się dzisiaj na czymś innym.

Na e-biznes.pl można przeczytać, że na sprzedaż jest serwis e-kobiety.pl. Po przeczytaniu newsa zacząłem zastanawiać się na ile przejęcie takiego serwisu mogłoby pomóc jakiemuś sklepowi internetowemu.

E-kobiety.pl to według statystyk IDMnet 73 378 unikalnych odwiedzin miesięcznie, z kolei według danych właścicieli serwisu 4000 unikalnych użytkowników dziennie, co daje 120 000 UU miesięcznie. Na sprzedaż jest w zasadzie cała zawartość serwisu. Serwis generuje zyski.

I teraz pytanie: gdyby tak duży sklep w stylu Esentia.pl , albo Pedet.pl postanowił kupić taki serwis? Czy gra byłaby warta świeczki?

E-kobiety.pl prowadzi w tej chwili mały sklepik, który jak zgaduje sprzedaż ma bardzo marną. Generalnie jednak można uznać, że serwis przyzwyczaił już swoich stałych odwiedzających do tego, że w jego ramach znajduje się e-sklep. E-kobiety to również rozwijające się forum dyskusyjne, które mogłoby aspirować do tego, aby zastąpić brak wytworzonej społeczności np. w takim sklepie jak Pedet.pl.

Gdyby tak któryś sklep internetowy kupił e-kobiety.pl, zrezygnował ze współpracy z IDMnet i skupił się wyłącznie na dalszym rozwijaniu serwisu przy okazji promując własny sklep? Niestety trudno określić mi wartość takiego serwisu (może ktoś będzie mądrzejszy i oszacuje w komentarzu?), a od ceny zależy oczywiście najwięcej.

W każdym razie możliwości promocji poprzez taki serwis jest wiele. Przykładowo:

1. Artykuły sponsorowane poprzeplatane z pozostałymi artykułami.
2. Nieagresywna integracja wyglądu serwisu z wyglądem sklepu (wzrost świadomości marki).
3. Konkursy we współpracy z serwisem (mamy grono chętnych do wzięcia udziału).
4. Baza mailingowa, której możemy co jakiś czas wysyłać e-maile. Sklep reklamować można również w newsletterach (z tym, że tutaj akurat bazy mailingowej chyba nie ma...).
5. Oficjalny patronat nad forum np. specjalny dział forum o produktach e-sklepu.
6. Czy też nawet zwykła reklama linkowa czy też bannerowa (w końcu ruch jest całkiem duży).

Możliwości promocji jest oczywiście więcej. W zasadzie jest to kwestia kreatywności i pomysłów.

Co o tym myślicie? Czy na miejscu takiej Esentia.pl zdecydowalibyście się na zakup? Liczę na ciekawą dyskusję. :-)

Wojtek

p.s. Bloga zaczął pisać Artur Kurasiński. Myślę, że będzie ciekawie. :-)
2007-01-03 00:00
5. Jak promować sklep internetowy? ecommerce Komentarze (14)