Oceń wpis
   
Pewnie większość z Was wie, że w sejmie przegłosowana została ustawa, która zakazuje sprzedaży leków przez internet. Ściślej mówiąc, poprawka zezwalająca e-aptek sprzedaż została usunięta z projektu ustawy.

Jak słusznie zauważył Marcin, w komentarzu do notki na blogu Krzyśka Gaudego, ustawodawca doskonalne zdaje sobię sprawę, że ustawa jest niezgodna z prawem europejskim, do którego powinno być dostosowane prawo polskie (po wejściu do Wspólnoty Europejskiej). Doskonale zdaje sobie z tego sprawę również lobby aptekarskie. Zatem dlaczego grają na zwłokę? Dlaczego robią z ludzi idiotów?

Chociażby dlatego, że po przegłosowaniu ustawy zamknęła działalność pierwsza e-apteka - Apteka4u.pl. Lobby zdaje się myśleć mniej więcej tak: "przepchniemy ustawę, ktoś się pewnie wykruszy i da sobie spokój, resztę pomęczymy kontrolami, zniechęcimy nowych do wejścia w biznes, nie będziemy musieli obniżać cen".

A wszystko do czasu - jak znowu słusznie zauważył Marcin w komentarzu - "aż pojawi sie odważny, który zaskarży ją i pnąc się po kolejnych szczeblach doprowadzi do jej uchylenia.".

A zatem drodzy e-Aptekarze: nie dajcie się nabrać na zagrywki tych, którym trzeba utrzeć nosa i odebrać dochody. Prawo stoi po Waszej stronie. Nie zamykajcie swoich biznesów.

Całą sprawą interesuję się tym bardziej, że miałem przyjemność współpracować przy projekcie Apteo.pl, o którym trochę przeczytasz tutaj. Apteo.pl czeka na zmianę prawa, a sklep będzie naprawdę interesujący.

Więcej o sprawie przeczytasz:

- Nie będzie sprzedaży leków przez internet,
- Gorzka e-pigułka,
- Posłowie koalicji przeciw e-aptekom. Co dalej z internetowymi aptekami.
2007-02-22 21:54
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Tak kiedyś wyglądał fragment strony produktu w Merlinie dla tego produktu (zrzut podesłał Grzegorz):



A tak kiedyś wyglądała strona produktu w Godi.pl dla tego produktu:



Dlaczego właśnie tak? Powody takich błędów są różne: złe wprowadzanie produktu do bazy, zła współpraca bazy ze sklepem etc.

Te dwa zrzuty przypomniały mi sytuację, o której napisał mi kiedyś czytelnik bloga. Na stronie produktu znajdowała się cena 0 zł dla jakiegoś produktu. Zachęcony taką "promocją" kupił produkt po czym sklep poinformował go, że cena 0 zł była spowodowana błędem w systemie sklepowym i towar nie zostanie sprzedany. Nie wiem jak ta sytuacja się zakończyła, ale czytelnik był zdeterminowany walczyć o swoje. :-)

Przed takimi sytuacja można zabezpieczyć się poprzez regulamin sklepu, ale nie będzie to pokaz profesjonalizmu.

p.s. Na blogu Macanie.pl jestem podlinkowany pod nagłówkiem "tu narzekają". Może jest w tym trochę racji, ale kiedy Gazeta.pl zamieściła link na swojej jedynce do notki o reklamacji w Merlinie to nie ja zacząłem narzekać na Merlin. ;-)
2007-02-20 13:12
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Dzisiaj krótkie case study dotyczące reklamacji w Merlinie.

Historia była taka:

1) Mojemu wspólnikowi zdarzyło się, że jedna z zamówionych książek w Merlinie została zalana (dotarła już sucha, ale zniszczona). Kupujący zdecydował się złożyć reklamację.

2) Zgodnie z zasadami reklamacyjnymi w Merlinie należy wysłać reklamowany towar z powrotem, z fakturą i wyszczególnioną pozycją reklamowaną i przyczyną składania reklamacji.

3) Reklamacja została przyjęta, a kupujący otrzymał zwrot kosztów odesłania przesyłki. Zwrot polega jednak na tym, że w pierwszej kolejności pieniądze zostają wysyłane na "konto" w Merlinie, gdzie możemy za nie kupić kolejne produkty (zwrot w wysokości 8 zł do wykorzystania przy kolejnym zamówieniu). W razie zainteresowania klient może poprosić o zwrot pieniędzy na konto bankowe.

Rozwiązanie bardzo dobre dla sklepu:

a) przede wszystkim Merlin wykorzystując reklamację (a zatem dość nieprzyjemną dla sprzedawcy kwestię) zachęca do kolejnego zakupu, sklepy internetowe zazwyczaj oferują takie bony towarowe przy okazji normalnego zamówienia, Merlin wykorzystuje do tego również reklamacje (i za to brawa),

b) dla sklepu jest to również oszczędność, wiele osób zrezygnuje z procedury zwrotu pieniędzy ze względu na to, że "coś trzeba robić" - kupujący są leniwi - a to oszczędność na opłatach bankowych i innych kosztach związanych ze zwrotem pieniędzy, co w sklepie takim jak Merlin nie będzie niezauważalne.

No, ale żeby nie słodzić za dużo można spojrzeć na sytuację z drugiej strony. Np. ze strony klienta, który po zakupach w Merlinie napisał taki komentarz:

"Oto jak działa Merlin:

1. Delikwent (no, klient) zamawia na Internecie 5 książek.
2. Zamówienie jest przyjęte i potwierdzone do realizacji emailem z Merlina.
3. Do adresata zamiast 5 tytułów docierają tylko 3. Karta kredytowa obciążona sumą za wszystkie 5 pozycji.
4. Po dwóch tygodniach delikwent wysyła email do Merlina z zapytaniem co się stało z dwiema książkami.
5. Po 5 dniach Merlin odpowiada, ze niestety baza danych nie była aktualna i dwóch pozycji nie mogli zrealizować. Zamiast zwrotu pieniędzy na kartę kredytową, proponują delikwentowi kupno innych książek za pozostałą sumę."


Komentarz został zamieszczony przez internautę przy okazji artykułu Empik nie chce książek Merlin.pl.

A zatem jak widać mechanizm jest ten sam - sklep proponuje w pierwszej kolejności możliwość wykorzystania pieniędzy na kolejne zakupy. Jednak w przypadku, kiedy kwota jest wyższa niż kilka złotych klient patrzy na taką propozycję zdecydowanie niechętnie (szacuję, że w tym przypadku kwota tych dwóch książek mogła wynosić około 40-50 zł). Niby to samo, ale jednak nie. :-)

Znacie podobne rozwiązania u innych?
2007-02-12 22:33
4. E-commerce Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
W internecie (no i poza internetem też) bywa czasami tak, że znajdujemy się w początkowej fazie czegoś, co jest dopiero w powijakach, ale ma duże szanse na rozwój i sukces w przyszłości. Zwykle trwa to kilka lat. Tak było np. w momemencie, kiedy powstał katalog Yahoo, który później przerósł się w portal. Tak było w momencie kiedy powstawały pierwsze sklepy internetowy, np. Amazon.

Myślę, że dzisiaj jesteśmy u progu kolejnej rzeczy, która już za kilka lat będzie powszechna tak, jak dzisiaj dokonywanie zakupów w Amazon czy Merlinie. Mam na myśli technologie mobilne i mobilny internet, coraz śmielej wkraczające w świat telefonów komórkowych.

Kilka faktów:

- już teraz wg ComScore 19% amerykańskich internautów korzysta z internetu używając swoich komórek, a w pięciu krajach Europy Zachodniej robi to 29% użytkowników internetu,

- duzi gracze kupują domeny .mobi (przeznaczone do komórek) hurtowo, np. Microsoft kupił ich 200 a Procter & Gamble aż 500,

- mobilym rynkiem zainteresowało się oczywiście Google, ale operatorzy komórki nie chcą zostać w tyle i tworzą własną wyszukiwarkę,

- domena Flowers.mobi została kupiona za 200 000$, choć świadczy to o zainteresowaniu tym rynkiem nie róbcie tak ;-),

- internet mobilny dostrzegają duże korporacje np. Viessmann,

- o technologi mobilnej powstają blogi np. linkowany już Webmobile.pl,

- rynek telefonów komórkowych rozwija się na tyle szybko, że już niebawem większość telefonów będzie miała wbudowaną przeglądarkę, dzięki której użytkownik będzie miał dostęp do sieci.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Powstał pierszwszy polski sklep mobilny, czyli sklep internetowy z dostępem przez telefon komórkowy. We współpracy z kwiaciarnią E-kwiaty.pl uruchomiliśmy kwiaciarnię mobilną Telekwiaty.mobi. Zdecydowaliśmy się na współpracę z kwiaciarnią, bo kwiaty są naszym zdaniem w czołówce towarów, którymi są potencjalnie zainteresowani właściciele komórek z dostępem do mobilnej sieci.

Jako, że cała ta technologia jest jeszcze w powijakach, to i sam sklep jest bardzo prosty. Nie ma tutaj tradycyjnego koszyka, procesu zamówienia. Myślę jednak, że zamówić bukiet kwiatów jest znacznie prościej niż w zwykłej kwiaciarni internetowej. Wystarczy tylko wpisać do formularza swój numer telefonu, aby w ciągu kilku minut oddzwonił konsultant, z którym dokończymy zamówienie.

Dajcie znać co o tym wszystkim myślicie.

p.s. Za kilka dni Walentynki, zapraszam do przetestowania Telekwiaty.mobi. :-)
2007-02-08 13:55
8. Portrety e-sklepów Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
We wrześniu 2006 pisałem o e-commerce 2.0. Kilka dni temu natrafiłem na listę serwisów/sklepów, które zostały zakwalfikowane przez autora listy jako projekty e-commerce 2.0 (czyli łapiące się w trend web 2.0, ale z wykorzystaniem elementów e-commerce).

Przejrzałem listę i postanowiłem podzielić się ciekawymi projektami. Wybrałem te, które najbardziej mi się spodobały. Oto moja lista:

1. Broadbandgenie.co.uk - porównywarka dostawców internetu w Wielkiej Brytanii. Wybieramy kod pocztowy, preferencje dotyczące prędkości naszej przyszłej sieci, ceny. Bardzo pomocne dla ludzi, którzy nie mają rozeznania na rynku (np. Polacy, którzy właśnie wyemigrowali do UK). W Polsce chyba dopiero przyjdzie czas na takie projekty. Przede wszystkim dlatego, że na rynku nie ma jeszcze wielu firm oferujących dostęp do sieci.

2. Auction Mapper - serwis, który pomaga w wyszukiwaniu aukcji dla danego miejsca zamieszkania. A zatem internauta w USA podaje swoje miejsce zamieszkania i wyszukuje produkty z Ebay, które znajdują się w pobliżu. Narzędzie moim zdaniem bardzo pomocne. Także w Polsce, znacznie ułatwiłby przeszukiwanie aukcji. Pytanie co się stanie z takim projektem w momencie wprowadzenia odpowiedniej opcji w samym serwisie aukcyjnym.

3. Farecast.com - serwis, dzięki któremu sprawdzimy kiedy najlepiej kupić bilet samolotowy, no i oczywiście możemy go od razu kupić. Serwis korzysta z algorytmu, który podpowiada czy jest już odpowiednia pora na to, aby zabukować bilet. Farecast.com w sprzedaży biletów tylko pośredniczy, odsyłając bezpośrednio do stron linii lotniczych.

4. Savemyass.com - pod tą dość kontrowersyjną nazwą kryje się kwiaciarnia internetowa, która skupia się na cyklicznych dostawach kwiatów. Klient informuje sklep o ważnych datach np. w małżeństwie (rocznice, urodziny żony). Sklep w odpowiednim czasie wysyła kwiaty ratując tym samym du** mężowi. ;-) Ciekawy pomysł. Sam model biznesowy również można uznać za udany - sklep bazuje na stałych klientach, no a zdobycie jednego klienta niejako gwarantuje co najmniej kilkukrotny zakup. O ile dobrze się zorientowałem sklep nie wysyła kwiatów w inny, tradycyjny, sposób.

5. Peerflix.com - jest to projekt, który można porównać np. z polskim Podaj.net. Z tą różnicą, że w Peerflix.com użytkownicy wymieniają się filmami. Można tam filmy sprzedawać i kupować. Za sprzedaż otrzymujemy punkty, które możemy wymienić na zakup innego filmu. Każdy film ma swoją cenę, która jest obliczana na podstawie średnich cen filmów z drugiej ręki. Za każdą transakcję serwis pobiera 0,99$.

6. Watchthisnext.com - serwis bardzo prosty w użyciu - użytkownikowi wyświetlane są cztery propozycje filmowe, które za pomocą zwykłego przeciągnięcia myszką może przyporządkować do odpowiedniej kategorii. W zależności od naszych wyborów system wyświetla kolejne filmy. A zatem całość polega na tym, że przyporządkowując film X do swoich ulubionych system będzie nam wyświetlał takie, którymi powinniśmy być potencjalnie zainteresowani (podobne do filmu X). Serwis bierze udział w programie partnerskim Amazon.com odsyłając do tego sklepu użytkowników zainteresowanych danym filmem. Podoba mi się cała idea: serwis podpowiada nam czym powinniśmy być zainteresowani (im lepszy system tym serwis ma wyższą wartość) odsyłając do Amazon, gdzie zazwyczaj znajduje się wiele opinii o produkcie i nikt nie boi się kupować (bo Amazon zna każdy). Przy założeniu, że ruch w serwisie będzie spory może być to całkiem dobry pomysł.

Tyle jeśli chodzi o projekty, na które szczególnie zwróciłem uwagę. Na liście znajdziesz również uznanych graczy jak chociażby wspomniany Amazon.com czy Ebay.com. Znajdziesz tam również Licketyship, któremu niedawno poświęciłem całą notkę.

Trzy rzeczy, które mi się nasunęły:

- wiele z tych serwisów skupia się na takich branżach jak przeloty samolotowe, nieruchomości, czy też kombinuje z porównywarkami cenowymi, ofertami promocyjnymi (hot deals) lub też narzędziami wspomagającymi aukcje internetowe,

- serwisy e-commerce 2.0 od strony wizualnej są albo bardzo ładne, albo bardzo brzydkie,

- prawie wszyscy już na stronie głównej tłumaczą swoim użytkownikom jak działa ich serwis (chwała im za to, bo nie ma chyba nic gorszego niż wejść do serwisu i nie wiedzieć o co tam chodzi).

Napiszcie co o tym myślicie. Który z tych projektów widzielibyście w Polsce? Który Was najbardziej zainteresował?
2007-02-04 00:16
W jaki projekt e-commerce zainwestować? web 2.0, e-commerce 2.0 Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Dostaję coraz więcej pytań o to, jaki sklep internetowy założyć. Z listów wynika, że pytają o to zazwyczaj bardzo początkujący, ale pewnie i oni czytają ten blog. Dlatego też postanowiłem napisać kilka krótki porad, które być może mogą w podjęciu właściwej decyzji.

Generalnie na początku muszę zauważyć, że bardzo dziwią mnie pytania typu "która branża jest najlepsza?", "gdzie najwięcej zarobię?". Świadczą one moim zdaniem o nieznajomości tematu. No, ale przejdźmy do rad:

1. Na czym się znasz i co lubisz? Zdecydowanie lepiej jest wystartować w branży, o której masz pojęcie. Przykładowo pracowałeś kiedyś w sklepie kosmetycznym. Masz już pojęcie o asortymencie, znasz przedział cenowy. Jeśli byłeś dobrym obserwatorem jesteś w stanie zauważyć która grupa klientów była zainteresowana daną grupą sortymentową. Być może masz również rozeznanie w obrotach czy informacji o sprzedaży. To są bezcenne informacje. Jeżeli nie masz takich doświadczeń być może ktoś z Twojego otoczenia je ma.

Druga kwestia jest związana z Twoimi zainteresowaniami, hobby. Sprawą jasną jest, że to przyjemniej prowadzić biznes w branży, którą lubisz. Dotyczy to szczególnie niszowych projektów. Lubisz pić herbatę? Zastanów się na herbaciarnią w sieci. Jesteś zapalonym rowerzystą? Może spróbuj sprzedawać akcesoria rowerowe, o które trudno w zwykłych sklepach.

2. Masz dostęp do towaru? Jeśli zliczyć sklepy internetowe w Polsce, to najwięcej mamy e-księgarni. Ma to związek z tym, że książki są najchętniej kupowanym produktem, ale pewnie również z tym, że założenie księgarni internetowej jest logistycznie zdecydowanie prostsze niż założenie np. sklepu z bielizną. Większość księgarni internetowych współpracuje z Azymutem, co dobitnie świadczy o tym, że tak naprawdę dostęp do danego asortymentu jest niezmiernie ważny przy podjęciu decyzji. Azymut udostępnia szeroką bazę produktów, sprawnie wysyła zamówienia, udostępnia informacje o produktach i zdjęcia. A to duże ułatwienie.

No ale Azymut to książki. Co z innymi towarami? Tutaj musisz mieć rozeznanie na Twoim lokalnym rynku - dostęp do hurtownii, dystrybutorów, importerów etc. Musisz wiedzieć, że w niektórych przypadkach możliwa będzie tylko współpraca z producentami, a to utrudnienie w przypadku, kiedy jest ich kilku (rozdrobnienie dostaw).

3. Mierz siły na zamiary. Mimo tego, że nasz e-commerce nie jest szczególnie rozwinięty mamy już kilka branż, w których ciężko będzie przebić się nowym sklepom. Nie chodzi tu tylko o kapitał, ale także cały know-how. Dlatego zanim zdecydujesz się założyć np. kolejny sklep z bielizną, który miałby powalić konkurentów zastanów się czy dysponujesz odpowiednimi środkami.

4. Marże. Marża to również bardzo ważna kwestia. Początkujące sklepy nie mogą liczyć na wysokie obroty, ale wysoka marża może niwelować niskie obroty. Co więcej, wysoka marża daje dużo większe możliwości w walce o klienta - nie musimy liczyć każdej złotówki z przychodu z pojedynczego zamówienia. Możemy o niego walczyć poprzez różnego rodzaju promocje, dodawać gratisy i... ciągle zarabiać.

Baczni obserwatorzy z pewnością zauważyli, że branże, gdzie marża uznana jest za wysoką liczba sklepów jest zazwyczaj duża.

5. Perspektywy wzrostu. Znajdziesz obecnie branże, które raczkują. Prawdopodobnie jednak za jakiś czas mocno staną na nogi i będą w sieci popularne. Może zatem warto pomyśleć o nich? W każdym razie zawsze należy oceniać jakie są szanse na rozwój danej gałęzi.

Tyle krótkich porad. Pewnie jesteście w stanie wymienić inne, ważne dla Was - napiszcie o tym w komentarzach.

Na koniec odsyłam jeszcze do notki - "Dlaczego warto wybrać niszę?".

Wojtek

p.s.1 Blog oczywiście nie umarł śmiercią naturalną. Blog to blog i jak to blog - raz jest pisany częściej, raz rzadziej. Pisanie pochłania dużo czasu, nie zawsze można go wygospodarować.

p.s.2 Nie spodziewałem się, że notka o Silvertobbaco odniesie taki sukces. Przez kilka pierwszych dni od publikacji przeczytało ją prawie 10 000 osób (lub przynajmniej otworzyło bloga, gdzie ta notka się znajdowała).
2007-02-01 11:52
W jaki projekt e-commerce zainwestować? e-biznes, biznes, inwestowanie, e-commerce, sklep internetowy, nisza Komentarze (0)