Oceń wpis
   
Miesiąc temu napisał do mnie Maciej Białek, właściciel sklepu z Gps24.pl. Postawa Macieja była, najłagodniej mówiąc, buńczuczna. Maciej już w pierwszym liście zaczął zachwalać swój projekt. Pisał o tym, że w rok wygenerował 3 miliony przychodu wydając na promocję przysłowiową złotówkę oraz dorobił się dość dużej społeczności.

Sprawdziłem całość i wspólnymi siłami stworzyliśmy case study, które mamy nadzieję pomoże innym właścicielom e-sklepów odnosić sukcesy.

Myślę, że 3 miliony sprzedaży to dla sklepu takiego jak Gps24.pl sukces. Sklep jest drogi, niszowy, nie może liczyć na zbyt dużą odwiedzalność. Nawet biorąc pod uwagę wysoką kwotę średniego zamówienia (w Gps24.pl 1600 zł brutto) sprzedaż można uznać za bardzo wysoką. Sprzedaż to jednak nie wszystko. Czy Gps24.pl ma zyski?

Gps24.pl ma zyski. Nie mamy inwestora, nie mamy milionów na reklamę, a mimo to projekt jest rentowny i pozwala się rozwijać - zdradza właściciel sklepu.

P jak porażka

Maciej zanim uruchomił Gps24.pl starał się rozwinąć sklep internetowy z elektroniką użytkową pod adresem Futurmarket.pl. Bez powodzenia. Niska sprzedaż, brak perspektyw na rozwój, i przemyślanego planu działania - tak można krótko scharakteryzować tamten sklep. Po 5 miesiącach sklep został zamknięty.

Futurmarket.pl miał 3500 produktów, jedną osobę pilnującą wszystkiego, brak kontaktów z dystrybutorami i wyrobionych rabatów. Jednym słowem brak strategii działania, zasobów ludzkich i silnej karty przetargowej - wspomina dzisiaj Maciej.

Teraz miało być inaczej - niszowy biznes, spójna strategia marketingowa, kilka czynników, które wyróżniły sklep od konkurencji. Czy się udało? Przejdźmy zatem do elementów, które zadecydowały o sukcesie.

D jak doradztwo

Większość nowych polskich sklepów internetowych stara się konkurować ceną. Co więcej, wielu właścicieli e-sklepów nie widzi innych sposobów na to, aby zacząć sprzedawać. Ustalają zatem możliwie najniższe ceny. Tutaj zrobiono zupełnie odwrotnie. Zaproponowane ceny są stosunkowo wysokie jeżeli porównamy je chociażby ze sprzętem oferowanym na aukcjach internetowych, czy też w tradycyjnych hipermarketach.

Ludzie na aukcjach sprzedają urządzenia z mojej oferty z marżami maksymalnie 5%. Od początku nie chciałem, żeby Gps24.pl był utożsamiany z aukcjami. Starałem się trafić do grupy, która uważa aukcje za targowisko pełne przekupek wykrzykujących swoje ceny. Czy ktoś widział na targowisku biznesmena w garniturze Diora? - pisał do mnie Maciej.

Zatem jeśli nie cena to co? Doradztwo i obsługa klienta. Powoli kompletowano fachowy zespół, który potrafiłby doradzić każdemu klientowi.

Jeśli wierzyć wypowiedziom Macieja, konkurencja odsyła klientów z trudnymi pytaniami do Gps24.pl. Z takimi opiniami o sklepie raczej trudno dyskutować. A o tym, że opinie o sklepie działającym w takiej branży są niezwykle ważne nie muszę chyba nawet wspominać.

N jak nisza

Urządzenia GPS w większości przypadków są sprzedawane przez sklepy, które oprócz tego sprzedają jeszcze całą masę innych rzeczy. A to w zasadzie najlepsza okazja do tego, aby spróbować wykreować markę skupiającą się tylko na jednym elemencie. Przykład Gps24.pl jest najlepszym dowodem na to, że nisza nie musi oznaczać kiepskich obrotów.

P jak public relations

To głównie działania PR wypromowały ten sklep. Publikacje w prasie fachowej, własne badania, testy, opinie, udział w konferencjach, targach i innych spotkaniach branżowych. Do tego stały kontakt z kilkoma ważnymi redakcjami. To bardzo mocno procentuje. Po pierwsze sprowadza nowych klientów (ktoś, kto chce kupić drogi sprzęt w wielu przypadkach stara się zapoznać się informacjami branżowymi, recenzjami produktów, testami). Po drugie wzmaga poczucie fachowości sklepu wśród klientów (jeżeli nazwa sklepu pojawia się w prasie i nie jest to reklama, to znaczy, że sklepowi można zaufać). Po trzecie działania PR wspomagają promocję w wyszukiwarkach, dzięki czemu sklep wypromował się w nich naturalnie bez współudziału firm pozycjonerskich (brak konieczności płacenia za tę formę promocji).

Jeżeli masz coś ciekawego do powiedzenia. Znasz swój temat jak mało kto, to problemu nie ma. Ludzie lubią słuchać specjalistów i kupować u nich. Poza tym postawiłem też na własne testy, obserwacje i newsy w tematyce nawigacji, tworzone pod banderą http://blogn.pl. Dzięki temu, że nasze teksty czasami są kontrowersyjne szybko infekują sieć niczym wirus – przekonywał mnie Maciej.

Aktualnie bez dodatkowych działań sklep odwiedza ponad 80 000 użytkowników miesięcznie.

P jak Plany

W trakcie publikacji tego tekstu Maciej właśnie uruchamia serie filmów prezentujących łatwość obsługi urządzeń z oferty. Przy filmie uczestniczą wszyscy pracownicy Gps24.pl, którzy na co dzień mają kontakt z naszymi klientami.

Lada dzień na łamach Gps24.pl pojawi się też filmowy wirtualny doradca klienta, a na blogn.pl kolejne testy oraz eksperymenty z urządzeniami oferowanymi przez sklep.

S jak społeczność

Zdecydowana większość właścicieli e-sklepów, z którymi mam kontakt wspomina o społeczności, jakie zamierzają stworzyć. W Gps24.pl ją po prostu stworzono. Rozbudowane forum (integralna część sklepu), a od niedawna także blog (pozycjonowany jako twór bardziej niezależny niż forum). Te dwa miejsca świetnie nadają się do tego, żeby akcentować fachowe doradztwo zespołu sklepowego, no i dzięki temu zwiększać sprzedaż.

Podsumowując, ta historia ma kilka morałów:

1. Można wypromować sklep bez nakładów na promocję.
2. Public relations to naprawdę silne narzędzie.
3. Niskie ceny to nie wszystko.
4. Nisza może generować dużą sprzedaż.

Zobacz więcej:

- GPS24.pl,
- Blogn.pl (blog GPS24.pl),
- Najpierw PR, potem reklama,
- Dlaczego warto wybrać niszę?.
2007-07-26 21:37
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Z pewnością większość czytelników posiadających własne sklepy internetowe wysyła przesyłki za pośrednictwem Poczty Polskiej. Podejrzewam, że nie wszyscy jednak wiedzą o możliwościach i korzyściach płynących z podpisania umowy z Pocztą Polską. Sam podpisałem taką kilka miesięcy temu i chciałbym przekazać kilka informacji.

Istnieją sklepy (zwłaszcza te niewielkie), które umów z Pocztą nie mają. Sam znam co najmniej dwa sklepy, które wysyłały lub wysyłają ciągle blisko 1000 paczek nie mając żadnej umowy. Z pewnością warto przemyśleć to, czy nie podpisać takiej umowy. Najważniejsze korzyści to zaoszczędzony czas i pieniądze.

Sytuacja najlepiej wygląda jeśli chodzi o paczki i przesyłki pobraniowe. Niedawno Poczta stworzyła program Nadawca Umowny, który ułatwia i skraca proces wysyłki. Program drukuje blankiety, tworzy listy wysyłkowe, pozwala również na import danych. W praktyce może oznaczać to współpracę z oprogramowaniem sklepowym. Zaoszczędzimy czas zarówno na samym procesie pakowania, jak i wysyłki. Mając podpisaną umowę i korzystając z programu nadania stu paczek jest tak samo czasochłonne jak nadanie jednej.

No ale komfort umowy z Pocztą to nie tylko oszczędność czasu. To także oszczędność pieniędzy. Poczta oferuje całkiem atrakcyjne upusty. Zależą one od ilości wysłanych przesyłek i tego jak bardzo pomożemy pracownikom Poczty. Jeżeli zdecydujemy się ważyć przesyłki, drukować listy nadawcze, segregować przesyłki na ekonomiczne i priorytetowe, a także jeszcze kilka drobnych czynności możemy liczyć na upust w wysokości 5%. Sumując to z rabatem przydzielanym za ilość wysłanych przesyłek już mały sklep może liczyć na 7-10% zniżki. Z omawianym programem wszystkie te czynności są wykonywane prosto i szybko.

Niestety gorzej wygląda sytuacja z listami poleconymi. Tutaj nie można liczyć na rabaty (przynajmniej mi nikt nie zaoferował), nie ma także wsparcia ze strony programu. W praktyce sprowadza się to do wyrobienia pieczątki, która zastąpi znaczki i tworzenia list nadawczych. Warto ze względu na czas.

Co ważne, w obu przypadkach płatność następuje z dołu na podstawie comiesięcznej faktury z 21-dniowym terminem płatności. A zatem nie musimy płacić gotówką, odpada też kłopotliwe zdobywanie faktur na podstawie blankietów pocztowych.

Co jeszcze do zaoferowania ma Poczta? Chociażby odbiór przesyłek w siedzibie firmy. Możemy ustalić częstotliwość odbioru. Maksymalny koszt wyniesie nas 60 zł miesięcznie.

Jeżeli jeszcze nie korzystasz z tych rozwiązań i jesteś zainteresowany współpracą z Pocztą wystarczy skontaktować się z przedstawicielem z danego regionu. Umowa zostanie podpisana po kilku spotkaniach z pocztowym przedstawicielem handlowym (ach ta biurokracja).

Jak zapewnił mnie Michał z Godi.pl niebawem na blogu powinien pojawić się tekst o nawiązaniu współpracy pomiędzy Godi.pl, a firmą kurierską GLS. Michał postara się zaprezentować zalety i wady tego rozwiązania.
2007-07-26 00:51
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Dzisiaj na blogu kilka słów o segmentacji i tym jak wykorzystać ją w sklepie internetowym. Segmentacja to popularne pojęcie w marketingu i najprościej mówiąc oznacza łączenie w grupy (segmenty) klientów podobnych do siebie, mających te same potrzeby. Dzięki segmentacji łatwiej trafimy w potrzeby naszych klientów, a to powinno mieć odzwierciedlenie w sprzedaży. Segmentacja jest stosowana przez firmy zazwyczaj na początku ich działalności, kiedy zastanawiają się dla jakiego segmentu stworzyć produkt i w jaką grupę docelową starać się trafić. Ja skupiam się oczywiście tylko na e-commerce. W tym celu jako przykład opisuję sklep oferujący soczewki kontaktowe. Tak się składa, że uruchamiam taki sklep, a konkretny przykład pozwoli lepiej zrozumieć temat. Rzecz jasna, segmentację można zastosować w każdej branży.

Jak wyselekcjonować segmenty?

Podstawową sprawą w przypadku segmentacji jest stworzenie grup klientów. To na tych grupach będziemy się skupiać w przyszłości, chcąc zwiększać własną sprzedaż. Aby wyłonić grupy klientów musimy najpierw zdefiniować kryteria, które w jakiś sposób charakteryzują naszych klientów.

Przykładowo kryteriami w sklepie z soczewkami mogą być:

I. Co klient już zrobił?

a) ile pieniędzy wydał w sklepie?
b) jak często zamawia produkty?
c) ile średnio wydaje w sklepie?
d) czy kupuje produkty komplementarne (np. płyny do soczewek, krople do oczu)?

II. Czego szuka?

a) jakich produktów poszukuje (soczewki kontaktowe dzielą się np. na jednodniowe, dwutygodniowe, miesięczne, kwartalne)?
b) czy poszukuje rabatów, promocji (korzystał z nich w przeszłości lub odwiedza podstrony z promocjami, ofertami specjalnymi)?
c) eksperymentuje kupując inne produkty, czy jest wiernym określonej marce?

III. Kim jest?

a) wiek,
b) płeć,
c) skąd trafił do sklepu (wyszukiwarki, mailing, serwis partnerski etc.).

Tak mogą prezentować się przykładowe kryteria. Warto pamiętać o tym, że segmentacja będzie skuteczna tylko wtedy, kiedy jako kryteria dobierzemy te najbardziej wyraziste, które najbardziej charakteryzują daną grupę klientów. Na ile kryteriów się zdecydować? Im mniej kryteriów tym większe, ale mniej sprecyzowane segmenty. Z kolei im więcej kryteriów tym mniejszy segment (może okazać się, że w niektórych sklepach wyniesie kilkanaście klientów), co powoduje wyższy koszt dotarcia do klienta. Moim zdaniem optymalną liczbą będą 3-4 kryteria.

Z powyższych jako te najważniejsze wybieram:

a) ile pieniędzy wydaje na jednorazowy zakup w sklepie? (mniej niż sto złotych, 100-200 zł, więcej niż 200 zł)
b) jakich produktów poszukuje (soczewki jednodniowe, dwutygodniowe, miesięczne, kwartalne)?
c) czy kupuje produkty komplementarne (tak lub nie)?
d) czy poszukuje rabatów, promocji (tak lub nie)?

Tym sposobem za jeden segment można uznać np. klientów, którzy średnio wydają mniej niż 100 zł, kupują soczewki dwutygodniowe, bez produktów komplementarnych i poszukują rabatów.

Skąd czerpać dane o klientach? Wyróżnić można dwa główne źródła. Pierwszym z nich jest baza klientów, którzy dokonali już zakupu lub zakupów w naszym sklepie. Wiemy o nich wtedy na tyle dużo, że w zasadzie możemy na tym poprzestać. Drugim źródłem jest dokładna analiza statystyk. Tutaj nieodzownym narzędziem będzie Google Analytics (polecam prezentację Roberta Drozda), który de facto oferuje opcje segmentacji (w oparciu o to na jakie linki klika użytkownik lub jakie podstrony odwiedza w sklepie). Dodatkowo warto o preferencje zapytać samych użytkowników. W tym celu wystarczy skonstruować ankietę (w zamian za wypełnienie zaoferować jakiś upominek). Merlin.pl o preferencje użytkowników pytać w panelu klienta (np. jaką kategorię produktów ustawić jako startową).

Co dalej?

Wyłonienie segmentów nie jest szczególnie trudne, zwłaszcza jeżeli nasz sklep funkcjonuje już dłuższy okres czasu i mamy zbudowaną bazę klientów. Najważniejszy moment pojawia się jednak po wyłonieniu segmentów. Jak tę wiedzę wykorzystać? Jak przekuć ją na większą sprzedaż? Jak dzięki segmentom kreować kolejne zamówienia?

W oparciu o każdy segment można wyłonić pewne scenariusze. Przykładowo dla wymienionego przeze mnie segmentu:

a) "poszukuje rabatów i nie kupuje produktów komplementarnych" - zaoferujmy mu rabat na jakiś produkt komplementarny i poinformujmy go o tym np. w mailingu lub w mailu posprzedażowym ("jeżeli dokupisz jeszcze płyn, dostaniesz na niego 10% rabatu"),
b) "kupuje soczewki dwutygodniowe" - przy założeniu, że będzie z nich korzystał regularnie jedno pudełko wystarczy mu na 6 tygodni, a zatem po 5 tygodniach warto napisać do niego list, w którym przypomnimy o swoim istnieniu (być może zaproponujemy ofertę specjalną?),
c) jakich rabatów udzielać? na podstawie kwoty średniego zakupu możemy przekalkulować jaki rabat jesteśmy w stanie zaoferować,
d) klient lubi rabaty i oferty specjalne - może warto mu zaproponować współpracę na zasadzie "poleć nasz sklep znajomemu, jeżeli kupi, dostaniesz coś w zamian"?

Tak mogą wyglądać przykładowe scenariusze działania. Oczywiście gdybyśmy zastosowali wszystkie jednocześnie prawdopodobnie "rozpuścilibyśmy" naszego klienta oferując mu zbyt częste rabaty. Z kolei jednak w przypadku klienta, który nie jest specjalnie czuły na promocje oferowanie ich może okazać się nieskuteczne (skoro kupi bez promocji, to po co mu ją oferować?). Scenariusze można mnożyć w zależności od dobranych kryteriów.

Jak tym zarządzać?

Ostatnim aspektem jest to, jak w tym wszystkim się nie pogubić. Wyłonienie kilku segmentów może wprowadzić sporo zamieszania w obsłudze klienta, jeżeli będziemy stosować "ręczne" metody. W prosty sposób można jednak zautomatyzować wiele z tych czynności. Mam na myśli chociażby wyłonienie segmentów - tutaj nieodzowne będą opcje zarządzania bazą klientów w administracji sklepu, którą każdy szanujący się sklep powinien posiadać. Ponadto poprzez system wielokrotnych autoresponderów (na rynku jest dostępnych kilka godnych uwagi rozwiązań) możemy znacznie uprościć proces wysyłania maili do odpowiednich grup klientów.

Korzystacie z takich rozwiązań w swoich sklepach? Z jakimi efektami?
2007-07-21 19:59
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Po małej przerwie chciałbym Wam zaprezentować tekst dr inż. Grzegorza Chodaka o gospodarce magazynowej w e-sklepach. Grzegorz na co dzień jest adiunktem na Politechnice Wrocławskiej, Instytut Organizacji i Zarządzania, gdzie zajmuje się m.in. e-commerce i gospodarką magazynową. Poniżej jego pierwszy tekst na blogu. :-)

Zakładając sklep internetowy należy odpowiedzieć sobie na kilka pytań dotyczących szeroko pojętej gospodarki magazynowej. Pod pojęciem gospodarki magazynowej autor rozumie element systemu logistycznego przedsiębiorstwa obejmujący zespół czynności związanych z przygotowaniem do magazynowania, magazynowaniem, zarządzaniem zapasami oraz komisjonowaniem, pakowaniem i wydawaniem z magazynu.

Zaczynając od najwyższego stopnia ogólności, a więc od poziomu strategicznego pierwsze pytanie brzmi: posiadać magazyny czy zastosować outsourcing logistyczny. Można również próbować funkcjonować bez magazynu, na zasadzie realizacji zamówień pod konkretnego klienta (przykładem takiego modelu jest sklep Megamedia.pl).

Outsourcing logistyczny wymaga podpisanie umowy z zewnętrzną firmą, która zajmie się realizacją zamówień. Jednym jest z rodzajów outsourcingu jest dropshipping, o którym już w blogu pisano. Outsourcing logistyczny ma swoje wady i zalety które należy rozpatrzyć przy wyborze tej strategii. Warto jednak pamiętać, że w przypadku niewielkich obrotów sklepu koszty jednostkowej dostawy mogą być wysokie.

Posiadanie magazynu pozwala uniezależnić w znacznym stopniu gospodarkę magazynową od zewnętrznych firm. Gwarantuje również prawie pełną kontrolę nad obsługą klienta. Oczywiście pozostaje jeszcze problem fizycznej dostawy (wyboru firmy kurierskiej lub Poczty Polskiej). Z tym problemem nie muszą się mierzyć jedynie sklepy dostarczające swoje towary on-line.

W każdym razie decyzja o posiadaniu magazynu prowadzi do kolejnych pytań. Pierwszym z nich jest: co posiadać w magazynie, drugim: w jakiej ilości.

Pierwsze pytanie jest szczególnie istotne w sklepach internetowych, które w swojej ofercie mogą mieć praktycznie nieograniczoną liczbę pozycji asortymentowych. Tu pojawia się problem długiego ogona, którego w całości utrzymywać w magazynie nie sposób, bo wiązałoby się to z ogromnymi kosztami. Jeżeli więc wszystkiego mieć w magazynie nie można, trzeba wybrać listę towarów, które ze względu na swoją charakterystykę (np. dużą rotację) w magazynie cały czas będą utrzymywane na poziomie większym od tzw. zapasu alarmowego. W literaturze spotyka się analizy ABC, XYZ, ABC/XYZ, z których generalnie wynika, żeby towary podzielić na 3 lub więcej grup, w zależności od stopnia istotności towarów. Przykładowo analiza XYZ dzieli towary na: najbardziej rotujące X (należy utrzymywać ich stany magazynowe na wysokim poziomie i stale kontrolować) średnio rotujące Y (należy utrzymywać na magazynie, ale niższy poziom zapasów i od czasu do czasu kontrolować) i mało rotujące Z (tych na magazynie mieć nie trzeba). W przypadku sklepu internetowego ta ostatnia grupa może przyjąć postać długiego ogona i pytanie brzmi jak długi on powinien być. Z grupą towarów Z, wiąże się też problem zalegania w magazynie pozostałości po pojedynczych zamówieniach klientów, związanych z koniecznością zamawiania u dostawców większej ilości towaru. Klient zamawia jedną sztukę, a dostawca wymaga zamówienia przynajmniej 5, inaczej odmawia rabatu. 4 sztuki stanowią nisko rotujący zapas sklepu internetowego, który w przypadku kiedy sytuacja dotyczy setek czy tysięcy pozycji asortymentowych może przyjąć postać zamrożonych aktywów pokaźnej wielkości, obarczonych dodatkowo kosztami magazynowania.

Jeśli chodzi o grupy X i Y, oprócz przyporządkowania towarów do tych grup, należy odpowiedzieć sobie na pytanie jaki model sterowania zapasami przyjąć, jaki poziom zapasu alarmowego będzie generować zamówienie do dostawcy, w jaki sposób prognozować popyt.

Warto również zadać sobie pytanie jaka liczba grup asortymentowych będzie optymalna dla sklepu. Czy należy dywersyfikować asortyment poziomo czy pionowo. Te pytania stawiane były w case study dotyczącym sklepu Merlin.pl. Te strategiczne dla sklepu internetowego decyzje nie mogą być podejmowane w oderwaniu od gospodarki magazynowej.

Kolejne pytania dotyczą już kontrolingu w logistyce i wiążą się ze sprawdzaniem czy przyjęty system logistyczny funkcjonuje poprawnie. Tu należy sobie odpowiedzieć na pytania:

- czy przyjęta strategia dotycząca nie posiadania/posiadania magazynu przynosi oczekiwane efekty ekonomiczne;
- czy poziom zapasów gwarantuje wystarczający poziom obsługi klienta, przy równoczesnym akceptowalnym poziomie kosztów;
- jakich mierników użyć do sprawdzenia funkcjonowania gospodarki magazynowej;
- jakie informacje dotyczące gospodarki magazynowej można uzyskać z systemu informatycznego, a jakich brakuje.

Gospodarka magazynowa jest tematem zbyt szerokim, aby można było omówić go na jednej stronie, ale na koniec chciałbym zwrócić uwagę na jeden istotny miernik, jakim jest wskaźnik rezygnacji klienta. Występuje on w kilku odmianach, ale ogólnie informuje o tym jaki procent klientów zrezygnowało z zamówienia. Należy pamiętać, że w sklepie internetowym, gdzie koszty dostawy stanowią istotny element cenotwórczy, klient który rezygnuje z zamówienia jednej pozycji asortymentowej, bo czas realizacji zamówienia dla tej pozycji jest zbyt długi, prawdopodobnie zrezygnuje z zakupu pozostałych pozycji, które ma w koszyku. Taki klient poszuka sobie sklepu, w którym będzie mógł otrzymać wszystkie pozycje w akceptowalnym czasie. Dlatego długi ogon niedostępnych w magazynie towarów, może przyczyniać się również do zmniejszenia sprzedaży pozycji, które są dostępne.

Podsumowując należy stwierdzić, że zarządzanie gospodarką magazynową w sklepie internetowym wymaga regularnego odpowiadania sobie na wiele istotnych pytań.

Grzegorz Chodak
2007-07-20 22:08
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
W tekście "Pomyśl o dywersyfikacji sposobów promocji" w jednym z punktów zaproponowałem tworzenie treści, która będzie wspierać sklep. Dzisiaj jeden z przykładów takich działań.

Porównywarka cen Ceneo.pl przygotowała szereg przewodników zakupowych. W zasadzie aż się o to prosiło. Dlaczego? Przykładowo: świeżo upieczony internauta, który chce zacząć kupować w sieci i adres Ceneo.pl znalazł w gazecie typu "Komputer Świat" może tam teraz przeczytać teksty np. o tym jak wybrać odpowiedni dla siebie monitor, na co zwrócić szczególną uwagę przy zakupie etc. Z pewnością wybór takiego towaru jak monitor czy pralka jest na tyle trudny, że informacje zawarte w przewodniku przydadzą się także innym, nie tylko początkującym.

Jeśli mamy tworzyć treść wokół sklepu musimy zadbać o to, żeby jej jakość była jak najlepsza. W przypadku Ceneo.pl jest ona przez niektórych kwestionowana. W każdym razie jakby nie patrzeć na ten pomysł jest to świetny krok w kierunku rozwoju porównywarki, czy każdego sklepu internetowego, który oferuje choć trochę specjalistyczny towar.

Kolejną ważną kwestią jest sposób prezentacji tych informacji. Skoro męczymy się, aby napisać teksty o wysokiej jakości lub też płacimy za to specjalistom powinniśmy zadbać, aby te materiały były przez internautów dostrzegane. Ceneo radzi sobie z tym całkiem nieźle. Jest boks na stronie głównej, co jakiś czas pojawiają się zajawki wplecione pomiędzy produkty na stronach kategorii:



http://ecommerce.blox.pl/resource/ceneo.jpg

Z przewodników Ceneo zaczęło korzystać także Allegro (nic dziwnego skoro porównywarka należy już do QXL Poland). Największy polski serwis aukcyjny zaczyna także testować rozwiązania, których cel jest jeden - dostarczyć internaucie obfitych informacji nie tylko o produktach (wspomniane przewodniki), ale także o bezpieczeństwie transakcji (patrz informacja o Programie Ochrony Kupujących na stronach aukcji) czy podstawowych informacji dla kupujących. Nic tylko się cieszyć.

Warto dodać, że nie tylko Ceneo i Allegro idą w tym kierunku. Przykładowo Skapiec.pl prezentuje na swoich strona poradnik dotyczący ogólnie zakupów w sieci, od reszty nie odstaje w żaden sposób największy polski katalog e-sklepów - Sklepy24.pl.

To oczywiście tylko niektóre przykłady na to, jak tworzyć treść wokół porównywarek czy sklepów internetowych. Możliwości jest oczywiście więcej. Wspomnę o nich przy okazji kolejnych tekstów.

Zobacz więcej:

- Przewodniki zakupowe w Ceneo.pl,
- informacja o przewodnikach na Allegro.

p.s. Dokładnie dwa lata temu zacząłem pisać tego bloga. Z okazji tego małego jubileuszu chciałbym podziękować wszystkim czytelnikom za to, że odwiedzacie to miejsce i motywujecie mnie do tego, abym pisał dalej. Cieszy mnie to, że wypowiadacie się w komentarzach, zapraszam do czytania kolejnych tekstów. :-)
2007-07-05 00:35
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Przykłady powtarzane jak mantra - Allegro.pl, a nie Aukcje.com; Travelplanet.pl, a nie Wakacje.pl; Merlin.pl, a nie Twojeksiazki.pl. Tymczasem wśród sklepów oferujących soczewki kontaktowe mamy przykładowo: Mojesoczewki.pl, Twojesoczewki.pl, Soczewka.pl, 2soczewki.pl, esoczewki.pl, e-soczewki.pl, soczewki.net.pl, taniesoczewki.pl (tutaj akurat jako domena dodatkowa). Chyba czas coś o tym napisać.

Mówi się, że na dłuższą metę marka to nazwa. W przypadku sklepu internetowego będzie to oczywiście adres. Jeśli przyjrzymy się markom, a w szczególności markom internetowym, to można wyróżnić dwa rodzaje:

a) nazwy pospolite, czyli np. adresy sklepów z soczewkami, które wymieniłem,
b) nazwy własne, czyli Allegro, Merlin i (na szczęscie) wiele innych.

Te pierwsze są plagą, te drugie są właściwą drogą do nazywania sklepów internetowych.

Skąd nazwy pospolite?

W początkach internetu, kiedy wyszukiwarki nie były szalenie popularne internauci wpisywali adresy ręcznie. Chcieli sprawdzić ofertę sklepu z książkami wpisywali ksiazki.pl. Te czasy mamy już dawno za sobą. Obecnie plaga nazw pospolitych wynika najpewniej z aspektów związanych z pozycjonowaniem, SEO. Panuje przekonanie, że nazwa domeny ma znaczenie przy pozycjonowaniu. Zdaniem znanych mi pozycjonerów, znaczenie może i ma, ale raczej marginalne. Dlatego też nazywanie sklepów pospolicie trzeba uznać za błąd.

Dlaczego nazwy pospolite są "be"?

Cała zabawa z markami polega w uproszczeniu na tym, żeby klient ją poznał (np. dzięki kampanii reklamowej), zapamiętał i następnym razem będąc w sklepie wybrał z półki produkt oznaczony tą marką. Zwracał na to uwagę już kilka lat temu Al Ries przewidując klęskę wielu dotcomów o nazwach pospolitych. Podobnie oczywiście w sklepach internetowych. Klient wyszuka sklep lub produkt, wejdzie do sklepu i być może dokona zakupu. Powinien zapamiętać nazwę sklepu, żeby przy kolejnym wejściu nie szukać sklepu znowu w wyszukiwarce. No ale jak zapamiętać "mojesoczewki.pl" jeśli przed chwilą przeszukiwałem Google i odwiedziłem twojesoczewki.pl, esoczewki.pl, e-soczewki.pl i inne? Będzie trudno. Szczególnie po jakimś czasie.

Poza tym nazwy pospolite są często, czasem zupełnie nieświadomie, bardzo zbliżone do siebie. Prowadzisz dwa lata sklep esoczewki.pl, pewnego dnia pojawia się e-soczewki.pl. Cieszysz się? Oczywiście równie dobrze można próbować podszywać się pod nazwy własne, ale wtedy jest to już świadoma zagrywka konkurencji.

Fakty są takie, że w zasadzie żaden liczący się polski sklep nie posiada nazwy pospolitej. Co ciekawe, w USA można jeszcze takie znaleźć. Są to często projekty, w które pompowane są duże pieniądze np. Drugstore.com czy Buy.com. Póki co Drugstore przynosi jednak straty.

Jak ocenić konkurencję?

Nie wiesz, jak sprawdzić siłę konkurencji? Zobacz, jakie nazwy mają konkurencyjne sklepy. W prosty sposób ocenisz z kim będziesz miał do czynienia. Jeśli większość konkurencyjnych sklepów posiada nazwy pospolite, to możesz uznać, że ich wiedza o sprzedaży internetowej jest na tyle skąpa, że można spróbować własnych sił w danej branży. Przykładowo w branży soczewek kontaktowych wiedza o sprzedaży internetowej jest słaba. Tłumaczę to sobie tym, że wiele z tych sklepów to po prostu oferty optyków, którzy chcą sprzedawać także w sieci. To oczywiście tylko jedna z dróg na ocenę konkurencji. Nie zalecam ograniczania się tylko i wyłącznie do niej. :-)

No to jak nazwać sklep?

Wymyśl nazwę własną, nie za długą, nie używaj myślników. Możesz starać się tworzyć jakieś skojarzenia z towarem, choć nie jest to wymogiem (czy nazwa "Merlin" kojarzy się książkami?). Dobrym pomysłem będzie zastosowanie aliteracji - wtedy nazwę będzie łatwiej zapamiętać. Tymczasem pozostaje nam czekać na kolejne sklepy o supernazwach. Może niebawem powstanie Waszesoczewki.pl?
2007-07-03 16:59
4. E-commerce Komentarze (3)