Oceń wpis
   
Dzisiaj o porównywarce cen, która poszła inną drogą w stosunku do swoich konkurentów, ale skazana na porażkę na pewno nie jest. O kim mowa? O Smartshopper.com.

Jak to działa? Wystarczy zainstalować plug-in do przeglądarki, odwiedzać swoje ulubione sklepy, a Smartshopper będzie automatycznie informował nas czy w innych miejscach nie jest czasem taniej, czy bezpieczniej (komentarze internautów o sklepie). Porównywanie ofert rozpocznie się w momencie odwiedzenia jakiejś strony produktu. Podstawowa wada: póki co wtyczka działa tylko dla Internet Explorer. Wiem, że nie lubicie tej przeglądarki (niespełna 30% z Was odwiedziło bloga w sierpniu za pośrednictwem IE). Smartshopper ma jednak uruchomić rozszerzenie dla Firefoxa jeszcze w tym roku.

Najtwardszy orzech do zgryzienia przez Smartshopper to pytanie, jak zmienić przyzwyczajenia kupujących. W USA serwisy porównujące ceny istnieją już na tyle długo, że zdążyły przyzwyczaić internautów do tego, żeby zakupy rozpoczynać od ich odwiedzenia. Aktywne korzystanie z tej porównywarki wymaga odwrotnego podejścia. Zakupy należy rozpocząć od znanych sobie sklepów i na ich podstawie porównywać produkty z innymi ofertami. Z drugiej strony sytuacja w USA wygląda na tyle dobrze, że tam wiele sklepów istnieje już długie lata, internauci są do nich przywiązani - jedni kupują głównie w Amazon.com, inni w Target.com, jeszcze inni w Kmart.com etc. W takiej sytuacji Smartshopper to doskonałe narzędzie, żeby sprawdzić czy nie przepłacamy. Co więcej, można sprawdzić także ceny biletów lotniczych, hoteli czy wynajmu samochodów.

Na podstawie działu "partnerzy" można chyba wnioskować, że Smartshopper działa w kooperacji z innymi porównywarkami jak Shopping.com, Kelkoo.com, a także eBay (do przeszukiwania aukcji). Podobnie jest z opiniami internautów o sklepie - te pochodzą z Shopping.com (sprawdzałem dla dwóch sklepów). Model biznesowy to CPC. Prawdopodobnie Smartshopper rozlicza się prowizyjnie ze swoimi partnerami.

Moim zdaniem całkiem fajny biznes. Zamiast zajmować się obsługą sklepów można skupić się na rozwoju aplikacji i jej promocji. Projekt po niespełna półtora roku jest rentowny, pracuje nad nim 20 osób, a aktywnie korzysta z niego 2 mln użytkowników. Testowałem Smartshopper i muszę przyznać, że działa w porządku.

Widzicie szanse na powodzenie takiej porównywarki na naszym ciągle niedojrzałym rynku? Czy kupujący w Polsce mają już swoje ulubione sklepy?

Zobacz więcej:

- Smartshopper.com,
- SmartShopper is Shopping 2.0.

p.s. Już jutro (1 września, o godz. 13) Barcamp. Jako Wielkopolanin czuję się w obowiązku wspomnieć o tym spotkaniu. ;-) Mnie tam niestety nie będzie, a szkoda, bo chętnie posłuchałbym nt. "strategii długiego ogona w kampaniach AdWords". W imieniu organizatorów zapraszam wszystkich chętnych.
2007-08-31 13:54
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Zdarza mi się słyszeć w rozmowach z właścicielami lub pracownikami e-sklepów wypowiedzi w stylu "w lipcu miałem X złotych sprzedaży, byłoby więcej, ale serwer nie działał Y dni". Maszyny tak, jak ludzie mają swoje chwile słabości. Przykład Skype z ostatnich dni świadczy o tym najlepiej. Jest sposób, żeby sobie z tym poradzić?

Taką nadzieję mają założyciele projektu Czytodziala.pl. W dużym uproszczeniu wystarczy wykupić abonament na korzystanie z usługi, aby robot monitorował stronę (sklep, czy jakikolwiek inny serwis internetowy). W przypadku, gdy coś będzie nie tak zostaniemy automatycznie o tym powiadomieni.

Pomysł ciekawy, ale można stwierdzić np.: "awarie zdarzają się wszystkim, administratorzy serwerów i tak dowiadują się o tym pierwsi, jaki jest cel w tego typu usłudze?". Niekoniecznie musi chodzić tylko i wyłącznie o duże awarie. Czytodziala.pl zbada także czy serwis wyświetla się poprawnie i w razie (odpukać) jakichś problemów powiadomi np. naszego programistę. Z doświadczenia wiem, że praca programistów na żywym organiźmie (czytaj sklepie) może zakończyć się aktualizacją oprogramowania do wersji, która po prostu nie działa. Byłem świadkiem, kiedy niedziałający proces zamówienia miał wpływ na brak zamówień przez dwa dni w całkiem sporym sklepie.

W jakim celu można jeszcze wykorzystać tę usługę? Chociażby po to, aby ocenić jakość naszego dostawcy, mieć lepszą kartę przetargową w negocjacjach z nim (to przyda się szczególnie tym dużym klientom, którzy nie zadowolą się zwykłymi serwerami wirtualnymi). Można również ocenić szybkość dostępu do serwera z różnych miejsc.

O ogólnym problemie dostępności ciekawie pisze Tomek Karwatka, osoba, która obok Dmitrija Zatukhina, stoi za tym projektem. Tomek we wpisie "Usability to nie wszystko" sucho kalkuluje, w jaki sposób krótki brak dostępności serwisu (zwłaszcza e-sklepu czu strony korporacyjnej) może mieć wpływ na spadek sprzedaży.

- Usługę sprofilowaliśmy pod kątem klientów eCommerce i korporacyjnych - dla nich zapewnienie poprawnego działania serwisu WWW jest najważniejsze.
- mówi Dmitrij Zatukhin, współtwórca serwisu.

Twórcy projektu specjalnie dla czytelników tego bloga przygotowali promocję. Wpisując przy rejestracji kod promocyjny: eCommer$e_50 można liczyć na 50% zniżki za pierwszy miesiąc korzystania dla każdego pakietu. W przypadku przedłużenia usługi zniżka wyniesie 10% do końca roku. Usługę można przetestować za darmo przez 14 dni.

Zobacz więcej:

- oficjalna informacja prasowa,
- Czytodziala.pl.
2007-08-30 22:20
4. E-commerce Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Sprzedawaliście coś kiedyś na aukcjach? Macie sklepy, w których zajmujecie się obsługą klienta? Podajecie tam swoje numery Gadu-gadu czy namiary na Skype? Łatwiej sprzedawać w kontakcie "bezpośrednim" z klientami? Zdecydowanie!

Do podobnych wniosków doszli włodarze sklepu Backcountry.com. Na swoją stronę wstawili livechat. Genialne, ale tak robi wiele sklepów... Nie każdy jednak w tak ciekawy sposób zachęca do rozmowy z pracownikiem sklepu.

Umówmy się, oferując livechat w sklepie skorzysta z niego pewna, najprawdopodobniej niewielka, część odwiedzających. Gdyby tak w przemyślany sposób zachęcać odwiedzających do komunikacji z pracownikiem sklepu? W Backcountry.com do rozmowy na chacie zapraszano:

- w momencie kiedy użytkownik odwiedził dział pomocy,
- kiedy użytkownik jest w bezruchu przez dłużej niż 2 minuty,
- kiedy opuści proces zamówienia,
- kiedy odwiedza podobne do siebie produkty w krótkim odstępie czasu,
- kiedy wejdzie do sklepu za pośrednictwem wyszukiwarki, wpisując konkretną frazę.

Dalej skupiono się na personelu. Miał być nie tylko miły i fachowy, powinien również potrafić sprzedawać. Można tutaj wymienić przede wszystkim up-selling i cross-selling.

Efekty były niesamowite. Użytkownicy, którzy kontaktowali się poprzez chat kupowali średnio o 61% więcej od tych, którzy tego nie robili. Co więcej, wskaźnik konwersji dla tych pierwszych wynosił 14% wobec 1,7% dla całego sklepu. Więcej szczegółów można wyczytać w case study przygotowanym przez Marketingsherpa.com.

Gdzie wykorzystać takie rozwiązanie? Osobiście widzę duży potencjał szczególnie w takich branżach jak AGD, elektronika, czy broń (zarówno Militaria.pl, jak i Bron.pl korzystają już z livechatów). Czy to może być przyszłość dla e-sklepów? Dlaczego nie. Jeśli dodać do tego głos (telefonia internetowa ciągle się rozwija) może okazać się, że niebawem po wejściu do sklepu zostanie nam przydzielony "przewodnik", który pozwoli lepiej dobrać produkty i... przy okazji "zedrzeć" z nas możliwie dużo pieniędzy. Czy koniecznie musi to być pracownik sklepu? Ikea w tym celu testuje panią Annę, która jest wirtualnym botem. Jej wiedza póki co pozostawia dużo do życzenia, ale technika przecież idzie do przodu. ;-)

Zobacz więcej:

- How to Lift Average Order Value 61% - 5 Simple Steps,
- Czy telemarketerzy to oszuści?,
- Backcountry.com.
2007-08-30 12:05
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Jak wiadomo wszem i wobec w Polsce można wyróżnić pięć portali - Onet.pl, WP.pl, Interia.pl, o2.pl i Gazeta.pl. W tym tekście przyglądam się bliżej, jak działają (lub też nie) na na nich pasaże handlowe.

Pierwsza sprawa, na polu pasaży handlowych póki co nie istnieją dwa portale - o2.pl i Gazeta.pl. Ci pierwsi, po krótkim epizodzie z 9sekund.pl, uruchamiają własną porównywarkę pod nazwą Radar.pl. Z kolei Gazeta.pl o ile pamiętam nigdy nie posiadała pasażu handlowego z prawdziwego zdarzenia, choć kooperowała z e-sklepami. Tak więc póki co w kontekście tych dwóch portali temat zakupów nie istnieje.

Z kolei Interia.pl w swoim Bazzarze postawiła przede wszystkim na porównywanie cen we współpracy ze Skapiec.pl o czym miałem okazję już pisać. Jako powód tej decyzji Interia podawała większą nowoczesność i przydatność dla użytkowników takiego narzędzia. Sam dopatrywałem się cięcia kosztów, czy też dużej konkurencji ze strony większych portali. Jednak oprócz porównywarki Interia przygotowała niewielki pasaż, gdzie znajdują się m.in. pojedyncze sklepy - Opony.interia.pl, agito.interia.pl, ale też pasaż z bielizną (chyba najbardziej reprezentatywna dziedzina dla pasaży handlowych, nie tylko ze względu na modelki), gdzie znajduje się kilka sklepów z tej branży.

Nie mniej jednak jeżeli nie prowadzimy sklepu z bielizną Interia nie jest raczej miejscem, gdzie można promować nasz sklep. Pozostaje Onet i Wirtualna Polska, które posiadają zdecydowanie bardziej rozbudowane działy zakupowe. Współpraca z tymi pasażami odbywała się zazwyczaj na podobnych zasadach: niewielka, stała opłata miesięczna za obecność w pasażu, do tego prowizja od sprzedaży ustalana zazwyczaj w zależności od branży. W obu pasażach można także wykupić pakiety reklamowe.

Przykładowo Onet.pl umożliwia wybór wariantu, w którym pasaż nie potrąca prowizji od sprzedanego towaru, a sklep płaci kupując pakiety reklamowe. Jednak jak można przeczytać na stronach Onetu większość e-sklepów wybiera model mieszany, czyli prowizje wsparte pakietami reklamowymi.

Warto czy nie?

W przypadku integracji sklepu z pasażem portalowym zazwyczaj rodzi się pytanie czy to przyniesie konkretne zyski i okaże się rentowne. Większość sklepów, które promują się intensywnie poprzez pasaże portalowe rozgranicza tę formę promocji na dwa elementy:

a) czystą sprzedaż, wygenerowaną bezpośrednio przez pasaż,
b) działania wizerunkowe mające na celu kreowanie marki i umacnianie pozycji sklepu na rynku.

Zapytałem jak obecność w pasażach oceniają dwa duże i znane sklepy o ugruntowanej pozycji na rynku - Intymna.pl i Militaria.pl. Odpowiedzi ich przedstawicieli nie zdziwiły mnie.

- Obecność w pasażach traktujemy jako budowanie i umocnienie wizerunku firmy. Z naszej obserwacji wynika, iż ze względu na mnogość sklepów internetowych pakiet nie zadowala przewidzianej sprzedaży, jednakże jak wspomniałam na wstępie, wspomaga kreowanie marki. Zaletą pasaży jest ich popularność wśród naszej grupy docelowej. Wadami są wygórowana cena w stosunku do proponowanej w danym pakiecie oferty i sztampowe rozwiązania reklamowe - uważa Dagmara Malczewska-Grzelak, członek zarządu Intymna.pl.

W podobnym tonie wypowiada się Maciej Ziemczonek odpowiedzialny za e-commerce Militaria.pl.

- Pasaże handlowe są dla nas bardzo ważne. Ponieważ zależy nam teraz na jak najszerszym dotarciu do internauty, stawiamy przede wszystkim na wykorzystanie narzędzi na stronach głównych portali. Dzięki temu jesteśmy w stanie generować odpowiednia sprzedaż, a także działać wizerunkowo. W takich warunkach obecność w pasażach jest rentowna. Przy ocenie całości działań bierzemy pod uwagę fakt, iż taka "reklama" przekłada się również na sprzedaż w innych kanałach, w naszym przypadku to zamówienia telefoniczne oraz odwiedziny klientów w salonach firmowych - komentuje.

Tak to wygląda w przypadku Militaria.pl i Intymna.pl - dużych sklepów, posiadających znaną markę. Co w przypadku, kiedy sklep dopiero pojawił się na rynku? Czy w takim przypadku elementy wizerunkowe odgrywają tak ważną rolę?

- Uważam, że przy podejmowaniu decyzji odnośnie obecności w pasażu należy patrzeć przede wszystkim na sprzedaż, a nie na efekt wizerunkowy. Chodzi mi tu zwłaszcza o początkowy okres działania sklepu. Jeśli do tego wiemy jaki klient nasz odwiedza i jaki dochód jest nam w stanie wygenerować, w dłuższym okresie możemy ocenić, czy płacenie za prezentację naszych produktów w pasażu jest opłacalne - ocenia Maciej.

Trudno się z nim nie zgodzić. Szersza obecność w pasażach handlowych jest niewątpliwie droga. Niewiele e-sklepów na starcie będzie na nią stać. Jeżeli dodatkowo nie przekuje się ona na sprzedaż, szybko okaże się, że pieniądze na promocję można było lepiej wykorzystać. Dlatego również uważam, że początkujące sklepy powinny raczej inwestować w promocję, która pozwoli sprawniej generować samą sprzedaż, a elementy wizerunkowe pozostawić na później. Nie oznacza to jednak, że mają omijać pasaże. Warunki współpracy są na tyle korzystne, że każdy sklep stać na obecność w pasażu. Jednak być obecnym w pasażu, a zaistnieć w nim to dwie różne sprawy.

Na co zwracać uwagę?

Jeśli zdecydujemy się na pasaż warto mieć na uwadze poprawne wdrożenie własnego sklepu. Jak można przeczytać w tym tekście niepoprawne wdrożenie sprawi, że użytkownicy korzystający z Internet Explorera np. w wersji 6 nie będą mogli dokonać zakupu za pośrednictwem pasażu. Jak sobie z tym poradzić przeczytać można pod wspomnianym adresem. Co ciekawe, jak wspominał autor tego tekstu zainteresowanie tym problemem ze strony samych pasaży było niewielkie. A to przecież stracone pieniądze nie tylko dla właścicieli e-sklepów, ale także dla samych pasaży, które przecież zarabiają m.in. na prowizji od sprzedaży.

Dlaczego piszę o pasażach teraz?

Planowałem ten tekst od dłuższego czasu. Napisałem go teraz, bo nadarzyła się bardzo dobra okazja do tego, aby każdy sklep sprawdził na własnej skórze co może zaoferować mu pasaż. Wygląda na to, że oba czołowe portale przebudowują swoją ofertę. Najpierw Onet poinformował o nowym modelu współpracy, który sprowadza się do tego, że nie ma stałej opłaty minimalnej dla sklepów, która wynosiła 80 zł. Wciąż pozostają jednak opłaty prowizyjne.

Z kolei Wirtualna Polska przygotowała jeszcze lepszą promocję. Każdy sklep, który zapisze się do końca września do pasażu WP zapłaci tylko i wyłącznie złotówkę za miesięczną obecność. Nie poniesie żadnych prowizji z tytułu zrealizowanych transakcji za pośrednictwem portalu i dostanie 100 zł na wykorzystanie w wyszukiwarce Wirtualnej Polski. Promocja trwa 3 miesiące, więcej można o niej przeczytać przeczytać na stronach WP lub też w oficjalnej notce prasowej. Jak poinformowano mnie w WP uczestnictwo w promocji jest całkowicie niezobowiązujące. A zatem każdy sklep po trzech miesiącach będzie mógł zdecydować czy pasaż jest dla niego korzystny i po zakończeniu promocji podjąć decyzję co dalej.
2007-08-29 14:29
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Internet Standard i Gazeta.pl organizują wspólną konferencję pod nazwą "Ecommerce Standard 2007". Jako, że jest to jedna z nielicznych konferencji, która skupia się tylko i wyłącznie na tematyce handlu internetowego warto trochę o niej wspomnieć.

Program jest długi. Szczególnie ciekaw jestem kilku wystąpień m.in. przedstawicieli Merlin.pl i Empik.com - Krzysztofa Jerzyka i Tomasza Ciska - w przecistawnych prezentacjach. Generalnie wszystkie wystąpienia kierowane są raczej do dużych graczy na rynku, jeśli nie tych największych. Przykładowo cały blok nazwany "Sposoby na pozyskiwanie i utrzymywanie klientów w sieci" będzie prezentował studia przypadku przygotowane przez duże domy mediowe dla dużych firm takich jak Allegro czy Home.pl. Na pewno brakuje czegoś na mniejszą skalę jak np. kampanie SEM dla mniejszych sklepów. Tematyka wyszukiwarek została jak zwykle sprowadzona do Netsprint.pl, którego udział w rynku można szacować na kilka procent.

Koszt konferencji to 800 zł netto. W zasadzie kolejna, po programie, bariera dla mniejszych e-sklepów. Rodzi się pytanie, czy jest zapotrzebowanie na tego typu konferencje, ale tańsze, nie organizowane tylko i wyłącznie dla zysku, które objęłyby swoim programem także te mniejsze sklepy? Być może potrzeba tu jakiejś niezależnej instytucji.

p.s. Czy ktoś z Was się wybiera?

Więcej informacji:

Ecommerce Standard 2007
2007-08-27 14:27
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
We współpracy z Grzegorzem Chodakiem kontynuujemy temat gospodarki magazynowej. Po tekście, który można uznać za "wstępniak" do tematu zapraszamy wszystkich właścicieli sklepów internetowych do wypełnienia krótkiej ankiety.

Ankieta ma na celu wskazać jak polskie e-sklepy zarządzają gospodarką magazynową, a także ujawnić główne problemy z niej wynikające. Po uzyskaniu odpowiedniej próby przyjdzie czas na analizę.

Ankieta jest w całości przygotowana przez Instytut Organizacji i Zarządzania na Politechnice Wrocławskiej. Jej wypełnienie nie powinno trwać dłużej niż 3 minuty. Zapraszamy - http://webankieta.pl/ankieta/w1hpo3cn5iww/p. :-)
2007-08-24 12:32
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
W kwietniu napisałem całkiem głośny tekst o porównywarkach internetowych, które nazwałem wyniszczarkami. Pod artykułem pojawił się wtedy komentarz Michała Jaskólskiego z Nokaut.pl, który pisał:

"W Nokaucie, który jest obecnie jedną z trzech wiodących porównywarek w Polsce (ostatnio ok. 45-50 tysięcy UU dziennie wg. gemiusTraffic) przyjęliśmy inne założenie.

Miejsce oferty na stronie produktu zależy u nas nie tylko od ceny, ale też od zadeklarowanej maksymalnej stawki za przejście do sklepu wpisanej przez właściciela sklepu w panelu. System działa więc podobnie jak Google AdWords.

Oznacza to, że sklep może być na samej górze nawet jeśli nie oferuje najniższych cen. Oczywiście internauta może sobie w każdej chwili ułożyć oferty według ceny, ale w praktyce robi tak tylko część odwiedzających.

Podstawowa stawka za przejście to jedynie 7 groszy, czyli dużo mniej niż u konkurencji (więc próg wejścia jest niski), ale niektóre sklepy ustawiają stawkę maksymalną na kilkadziesiąt i więcej groszy by skierować do siebie więcej potencjalnych klientów. Zadeklarowana stawka to stawka maksymalna. W praktyce stawka zależy od stawek zadeklarowanych przez konkurencję dla danego produktu. Jeśli jeden sklep zadeklaruje 40 groszy, drugi - 20 groszy, to ten pierwszy za przejście zapłaci jedynie 21 groszy (20 groszy + 1 grosz). [...]

Wbrew obiegowym opiniom, niektóre porównywarki są zatem atrakcyjne także dla dużych, niekoniecznie najtańszych sklepów.

Komputronik czy Merlin wchodząc do Nokautu mógłby zyskać wiele tysięcy potencjalnych klientów tygodniowo niewielkim kosztem. Ustawiając zaś stawkę za przejście na odpowiednim poziomie, mógłby zagwarantować sobie pierwsze miejsce na liście ofert na stronach produktowych. To samo może zrobić i mały sklep, który powstał dopiero niedawno i chce zdecydowanie zwiększyć sprzedaż."


Czyli podsumowując Nokaut.pl wyróżnia na rynku model CPC (cost per click) znany doskonale z linków sponsorowanych w wyszukiwarkach. Była to swego rodzaju odpowiedź na mój zarzut, że w porównywarkach liczą się głównie najtańsi. W praktyce wygląda to tak:

1. Pralka BOSCH WLF 20260 PL - początek listy sklepów według modelu CPC.



2. Pralka BOSCH WLF 20260 PL - początek listy sklepów według ceny (użytkownik musi zdefiniować, że chce sortować produkty wg ceny):



Jak widać są to dwie różne listy. Na pierwszej jedną z pierwszych pozycji zajmuje stosunkowo drogi (przynajmniej dla tego produktu) RTV Euro AGD, listę otwiera Max24.pl, w którym ta pralka jest o 116 zł droższa od najtańszej oferty - Torres.pl.

Model CPC w porównywarkach jest moim zdaniem biznesowo uzasadniony. Sklepy zyskują wiele - nie muszą walczyć cenowo, droższe oferty mogą startować z lepszych pozycji pod warunkiem, że zapłacą. A zapłacą jeżeli będzie się im to opłacać (tutaj wkraczamy w tematykę konwersji). Z kolei dla samej porównywarki model CPC też jest w porządku. Sklepy w walce o klienta podbijają stawki za kliknięcie, które siłą rzeczy stają się wyższe.

Pozostaje jedno bardzo ważne pytanie: co na to sami użytkownicy porównywarek? Okazuje się, że oni nie widzą tego tak pozytywnie. Według tego badania aż 47% użytkowników porównywarek stwierdziło, że nie będzie więcej używać porównywarek po tym, jak dowiedzieli się, że na czele list znajdują się ci, którzy zapłacili najwięcej. Dodać tutaj trzeba, że model CPC jest znacznie bardziej popularnych w zachodnich serwisach tego typu, aniżeli w Polsce. Trzeba powiedzieć sobie jasno - model CPC jest niejako odejściem od idei porównywania cen. Porównywarki powstały jako serwisy mające pokazywać ich użytkownikom, gdzie mogą kupić produkt najtaniej. Porównywarka z definicji miała pokazywać produkty od najtańszego do najdroższego. Model CPC tego nie przewiduje. Można nawet stwierdzić, że ten obraz zaciemnia.

W Nokaut.pl domyślnie prezentowane są oferty według kosztu za kliknięcie. Użytkownik może zmienić to na sortowanie według ceny klikając w link "ułóż oferty według ceny". Jednak jak w kwietniu pisał Michał Jaskólski "robi to tylko część". Tytuł notki informującej o badaniu, do którego się odwołuję brzmi "The end of price comparison sites?". Czy to rzeczywiście koniec? Moim zdaniem tytuł jest zdecydowanie na wyrost. Do całej sprawy rozsądnie ustosunkowuje się Linda Bustos na blogu Get Elastic. Uważa ona, że porównywarki to zbyt pożyteczne serwisy, aby mogły ot tak zniknąć.

Nie oznacza to jednak, że nie warto zastanowić się, w jaki sposób zrównoważyć te dwie sprawy: prezentacje produktów względem kosztu kliknięcia, a ceny. Jeden ze sposobów podpowiada właśnie Linda. Proponuje na stronach porównywarek lepiej eksponować sortowanie względem ceny. Moim zdaniem całkiem dobrym pomysłem byłoby zapamiętanie preferencji użytkowników. Przykładowo, w przypadku kiedy dany użytkownik podczas jednej wizyty X razy sortował produkty względem ceny przy kolejnych wizytach możemy domyślnie wyświetlać produkty od najtańszych. Zresztą o preferencje przeglądania produktów możemy zapytać samych użytkowników wprost. I choć nasz model biznesowy może na tym ucierpieć, klienci powinni być bardziej zadowoleni.

Pozostaje także pytanie jaka jest wiedza użytkowników Nokaut na temat tego typu rozwiązań. Ilu z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jak skonstruowana jest lista? Obawiam się, że wielu. Porównywarki to serwisy, które odwiedzają także bardzo początkujących użytkownicy sieci.

Czekam na wypowiedź ze strony Nokaut.pl. Jak tylko się pojawi opublikuję ją pod tekstem. Co o tym myślicie?

Zobacz więcej:

- The end of comparison sites?
- Comparison engines losing steam? Shoppers balk at CPC model.
2007-08-22 23:00
4. E-commerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
W nieco ponad rok od premiery "Jak założyć skuteczny i dochodowy sklep internetowy" wydana została druga książka, której jestem współautorem. Jej tytuł to "Allegro. Jak zarabiać duże pieniądze na aukcjach internetowych". Doświadczenia z mojej poprzedniej książki nakazują mi napisać kilka słów.

Przede wszystkim dla kogo jest ta książka? Jako jeden ze współautorów zalecam ją w szczególności początkującym lub przyszłym sprzedawcom. Nie oszukujmy się, platformy aukcyjne są na tyle proste, że każdy jest w stanie nauczyć się ich obsługi, jak i stworzenia odpowiednio dobrych i skutecznych aukcji. Rzecz jasna, nie wszyscy chcą wyważać otwarte drzwi. To z myślą o takich czytelnikach książkach została napisana. Jeśli chcesz mieć podstawową wiedzę, zahaczającą także o nieco bardziej szczegółowe aspekty handlowania na aukcjach, w jednym miejscu - ta książka jest dla Ciebie.

Chciałbym równocześnie napisać coś, co powinienem był napisać zaraz po premierze pierwszej książki. Pamiętam jak wtedy niektórzy czytelnicy zarzucali mi, że książka jest zbyt ogólna i przekrojowa. W większości przypadków swoją opinię wyrażali w oparciu o blog. Myślę, że należy rozdzielić dwie kwestie: mój blog i moje książki. Pisanie specjalistycznych książek raczej nigdy nie będzie dla mnie opłacalne w Polsce (niewielkie grono czytelników zainteresowanych takimi publikacjami). Od bardziej specjalistycznych tekstów jest ten blog. Mam nadzieję, że spełnia swoją rolę. W książkach znajduje się zazwyczaj mniej zaawansowana wiedza, która trafi do szerszego grona odbiorców (książkę o aukcjach w kilka dni po premierze kupiło ponad pół tysiąca osób).

Ktoś w komentarzu pod ostatnią notką napisał, że sprzedaję marzenia. Jeśli ktoś sprzedaje marzenia, to jest to wydawnictwo, które tę książkę wydało. :-) Faktycznie, tytuł można uznać za zabieg marketingowy, ale generalnie uważam, że nikt marzeń tu nie sprzedaje.

Jeśli jeszcze nie zniechęciłem do kupna, to zapraszam na strony wydawnictwa. :-)

p.s. Chciałbym jednocześnie zapowiedzieć to, że najprawdopodobniej powstanie kolejna wersja książki o sklepach internetowych. Myślę, że będziecie z niej zadowoleni.
2007-08-12 23:16
4. E-commerce Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Kiedy słyszymy hasło "e-commerce" myślimy o sklepach internetowych. Niektórzy dodadzą produkty niematerialne takie jak usługi turystyczne, czy sprzedaż ubezpieczeń. A gdyby tak oferować... wyceny mieszkań? Z takim pomysłem wystartował serwis Snajp.pl.

W lutym pisałem o serwisach e-commerce 2.0 na podstawie tej listy. Jednym z serwisów e-commerce 2.0 wymienionych tam jest amerykański Zillow.com. W okresie boomu na nieruchomości w Polsce rynek potrzebował takiego serwisu. Odpowiedzią na to jest właśnie Snajp.pl.

Jak to działa? Wystarczy się zarejestrować, aby móc dokonać wyceny mieszkania/domu w oparciu o takie kryteria jak metraż, lokalizacja czy rok budowy (kryteriów jest więcej). Serwis może przydać się komuś, kto chce sprzedać mieszkanie, jak i temu kto chce je kupić. Mogą go wykorzystywać agencje nieruchomości, czy też indywidualni inwestorzy. Może pomóc także rzeczoznawcom.

Zanim zdecydowałem się napisać ten teks zastanawiałem się czy Snajp to rzeczywiście e-commerce. Wiele zależy od tego jak zdefiniujemy handel elektroniczny. Model biznesowy tego serwisu opiera się tak naprawdę na sprzedaży tych wycen. W wersji darmowej można dokonać do 3 wycen. Jeśli ktoś potrzebuje więcej musi płacić. A zatem w moim odczuciu jest to bardzo ciekawy przykład na coś, co można nawet nazwać sklepem internetowym. Mamy bowiem gotowy produkt (wycenę), którą sprzedajemy naszym klientom.

Czy takie sklepy mają rację bytu? Oczywiście. W Snajpie w ciągu 2 dni zarejestrowało się ponad 600 osób. Koszty takiego biznesu są zdecydowanie niższe niż klasycznego sklepu internetowego. Odpada cała masa problemów logistycznych związanych już z samym towarem. "Wystarczy" dbać o to, aby taki serwis był cały czas udoskonalany, no i oczywiście o stały przypływ nowych użytkowników, którzy mają szansę zostać klientami.

Jak Wy to oceniacie?
2007-08-09 23:44
8. Portrety e-sklepów Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
W ostatnich tekstach na blogu i Waszych komentarzach do nich pojawiał się często temat niskich cen i tworzenie wartości dodanej, która pozwoli ich unikać. Jeden ze sposobów na wykreowanie wartości dodanej oferuje niedawno powstały e-system lojalnościowy - Lopre.pl.

Lopre to bezpłatne rozwiązanie dedykowane przede wszystkim sklepom internetowym. Zasada działania serwisu nie jest skomplikowana. Klient robi zakupy w e-sklepie współpracuącym z Lopre, za każdy zakup otrzymuje punkty, które następnie są wymieniane na nagrody i wysyłane bezpośrednio do klienta przez Lopre. Ot, tradycyjny program lojalnościowy. Wiele sklepów ma takie rozwiązanie wdrożone we własnym zakresie, inne współpracują z długoletnim graczem - Payback.pl. Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć Lopre?

Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę, że wdrożenie dobrego programu lojalnościowego we własnym zakresie jest czasochłonne i stosunkowo drogie. Co więcej, większość rozwiązań pudełkowych dostępnych na rynku raczej omija ten temat pewnie ze względu na indywidualny charakter poszczególnych rozwiązań (trudno stworzyć jeden program lojalnościowy, który zadowoli każdego klienta sklepu pudełkowego). Realizowaliśmy dość skomplikowany program lojalnościowy dla ostatniego klienta i nie uznałbym tego za prostą sprawę. :-)

No to może Payback.pl? Z pewnością jest to rozwiązanie, które warto wziąć pod uwagę. Największa zaleta tego systemu to jego tradycja. Z pewnością wytworzył już sporą grupę klientów, dla których zbieranie punktów jest z jakichś względów istotne. Podstawowe wady w moich oczach to konieczność zarejestrowania się przez klienta sklepu internetowego, co w praktyce, dla osób, które nie mają jeszcze konta w Payback oznacza dwukrotny "proces zamówienia" (zwykły - w sklepie internetowy i założenie konta w Payback). Inną wadą jest to, że przeglądając listę partnerów Payback trzeba uznać, że są to raczej duże sklepy, co najprawdopodobniej oznacza, że Payback nie zabiega o względy tych mniejszych (jeśli powód jest inny proszę mnie poprawić ;-)).

Lopre - z tego co udało mi się dowiedzieć - ma być alternatywą dla wdrożenia własnych rozwiązań i Payback.pl. Co więcej, Lopre swoją ofertę kieruje głównie do tych sklepów, które jeszcze żadnego programu lojalnościowego nie mają. Główne zalety to: brak umów, klient e-sklepu nie musi się rejestrować w systemie, prezent wysyłany przez Lopre jest oznakowany jako prezent wysyłany bezpośrednio przez sklep (w Payback wszystkie nagrody są oblepiane taśmą "Payback").

System współpracuje z najpopularniejszymi programami księgowymi (CDN Optima, Symfonia czy Insert), dzięki czemu Lopre współdzieli bazę klientów sklepów i na tej podstawie nalicza punkty i wysyła nagrody. Problemy zaczynają się jednak, kiedy sklep nie korzysta z żadnego z programów księgowych współpracujących z Lopre. W przypadku wykorzystywania zwykłej kasy fiskalnej przez sklep dane o klientach muszą być dodawane ręcznie, co z pewnością nie jest zbyt komfortowe.

Lopre.pl można polecić każdemu sklepowi, który chce szybko i tanim kosztem uruchomić program lojalnościowy by zwiększyć satysfakcję swoich klientów. Z pewnością wygodniejszym rozwiązaniem dla sklepu jest uruchomienie własnego programu (odpada chociażby problem współdzielenia danych z kimkolwiek czy też prowizja za wysyłkę nagród), ale tak jak pisałem nie wszystkich na to stać. Lopre to droga na skróty, ale myślę, że warto zastanowić się nad tym rozwiązaniem.

Zobacz więcej:

- jak działa Lopre,
- Lopre.pl,
- Payback.pl.
2007-08-06 17:53
4. E-commerce Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
W ostatnich kilkunastu dniach pojawiły się informacje o planowanych debiutach na giełdzie dwóch sklepów internetowych. Pretendentami są Hoopla.pl i Agito.pl. Pod artykułem o Agito pojawiła się nawet żartobliwa opinia, że niebawem na giełdę wchodzić będą blogi. Jestem za!

Skąd zainteresowanie giełdą ze strony polskich e-sklepów? Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę, że obecnie mamy bardzo sprzyjające warunki do debiutów. Świetna koniunktura zachęca do nich i tylko zaostrza apetyty inwestorów. Jeśli dodać do tego coś na kształt kolejnego boomu internetowego, który prawdopodobnie nadchodzi (duża w tym rola otoczki marketingowej wokół Web 2.0), to można założyć, że dla niektórych sklepów debiut na giełdzie można stawiać w perspektywie "teraz albo nigdy".

Zarówno Hoopla, jak i Agito sprzedają dużo. Przychód Hoopla w 2006 roku to 27 mln zł, z kolei Agito wygenerowało w tym samym roku obroty na poziomie 53 mln zł. Co więcej, prognoza Agito na 2007 rok to 150 mln zł. Podejrzewam, że Hoopla też jest w stanie potroić swoją sprzedaż. W tym wszystkim jest jeden szkopuł - sprzedają dużo, ale tanio. Cała internetowa branża AGD/RTV od samego początku była pozycjonowana jako miejsce tanich zakupów, często znacznie tańszych niż w dużych salonach rozsianych po hipermarketach. Przy małych marżach - mniejsze zyski. A kapitał takim sklepom jak Hoopla czy Agito jest potrzebny chociażby do tego, aby być gotowym na wejście dużych sklepów tradycyjnych czy na rozwój własnej infrastruktury. Trudno o lepsze miejsce do uzyskania kapitału niż giełda.

Po raz kolejny potwierdza się też teza, że internetowe firmy wcale nie są skazane na pożarcie w konkurencji z sieciami typu "nie dla idiotów". Zarówno Hoopla, jak i Agito powstały jako biznesy "garażowe", by po kilku latach być poważną konkurencją dla tradycyjnych sieci. Co więcej, trudno nie zgodzić się z wypowiedzią prezesów Hoopla, którzy na potrzeby artykułu w Internet Standard wypowiedzieli się: "[...] Konkurencji pewnie pozostanie problem co robić z tradycyjną siecią sklepów, gdyż pogodzić model biznesowy ze względu przede wszystkim na oferowane ceny będzie trudno. Modele biznesowe jakie mają klasyczne sieci sprzedaży są praktycznie nie do ruszenia. [...] Ich biznesy mogą tylko i wyłącznie ewoluować. Oni nie mogą zabić tego swojego core-businessu, którym są sieci stacjonarne." Sam wspominałem o tym przy okazji tekstu "Sklepy internetowe, a wejście do sieci tradycyjnych sprzedawców".

Tradycyjne sieci mają naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Jakie ceny ustalić w e-sklepie? Jak połączyć je z cenami z sieci tradycyjnych? Co uznać za najważniejszy kanał sprzedaży? Jak powiązać salony ze sklepem internetowym? Jaką markę nadać sklepom internetowym? Takie pytania można mnożyć. Z niejednym takim problemem musi pewnie zmierzyć się współautor tego bloga, Mikołaj Wezdecki, który realizuje projekt e-commerce dla jednej z największych polskich sieci sklepów fizycznych. Może dlatego tak rzadko pisze? ;-)

Zobacz więcej:

- Sklepy internetowe, a wejście do sieci tradycyjnych sprzedawców,
- Hoopla.pl chce z giełdy 11-13 mln zł,
- Pięciolecie Agito.pl oraz plany wejścia na warszawską giełdę.
2007-08-04 15:21
4. E-commerce Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Jak powszechnie wiadomo i o czym już niejednokrotnie na tym blogu przekonywałem, najbardziej newralgicznym miejscem w sklepie internetowym jest proces zamówienia. O popularnym "checkoucie" napisano już sporo artykułów, było wiele dyskusji, kłótni. W ostatnich dniach wpadł mi do rąk bardzo obszerny raport o procesie zamówienia przygotowany przez ludzi z Elasticpath.com.

Metodologia jaką posłużono się przy raporcie jest prosta. Najpierw autorzy raportu zadali sobie kilkanaście pytań dotyczących procesu zamówienia, a następnie zbadano od początku do końca jak wygląda zamówienie w 100 największych e-sklepach. Aby rezultaty badań były bardziej dokładne sklepy podzielono według kategorii.

Kolejne kryteria są poddawane ocenie z dwóch stron. Przykładowo czy informacja o polityce zwrotów w procesie zamówienia jest potrzebna? Z jednej strony tak, bo zwiększa zaufanie do sklepu i upewnia kupującego, że sklep jest profesjonalny. Z drugiej strony jednak może go odwieść od natychmiastowego zakupu - klient zacznie czytać i być może nie dokończy procesu zamówienia.

Raport bardzo przejrzyście ukazuje także trendy przy tworzeniu procesu zamówienia. Z ilu etapów składa się zazwyczaj proces zamówienia? Ile sklepów rezygnuje z elementów nawigacyjnych w procesie zamówienia?

Nie przedłużając już, zachęcam do zapoznania się z całością w oryginale. Raport można ściągnąć całkowicie za darmo z blogu Getelastic.com. Co cieszy, niepotrzebna jest nawet rejestracja. Autorzy dodali do niego również 55-minutową pogadankę, którą można sprawdzić tutaj. Choć sam nie przestudiowałem jeszcze dokładnie całości szczerze polecam. :-)
2007-08-02 00:26
6. Jak tworzyć e-sklep? Komentarze (0)