Oceń wpis
   
Często zapominaną formą promocji w sklepach internetowych są programy partnerskie. Nie jest to może zbyt atrakcyjny temat dla właścicieli e-sklepów z paru względów: dobry program partnerski buduje się długo i żmudnie, trzeba włożyć w to masę pracy, a efektów może nie być. Dlatego też większość sklepów swoje programy partnerskie uruchamia jako swego rodzaju dodatek i nie przykłada do nich zbyt dużej uwagi. Można jednak wymienić kilka sklepów internetowych w Polsce, które mają dobrze prosperujące programy partnerskie - np. biżuteria w Wec.com.pl, książki w Aragon.pl, czy gry w Rebel.pl. W tym tekście chciałbym zaprezentować ciekawą ideę na to, w jaki sposób można zwiększać efektywność partnerów.

Jak wiecie, przeciętny program partnerski działa mniej więcej tak:

1) Partner promuje jakiś sklep w swoim serwisie www, bazie mailingowej czy wśród znajomych.
2) W materiałach promocyjnych podrzuca link, dzięki któremu sklep wie, że dane zamówienie spłynęło od tego partnera.
3) Użytkownikowi po wejściu do sklepu z takiego linku przyznawany jest plik cookie, który "łączy" go z danym partnerem.
4) Partner pobiera prowizję, która zależy od ustaleń sklepu z partnerem.

Podstawowy problem z rozwiązaniem tego typu polega na tym, że użytkownik musi przenieść się z danego serwisu (często jakiegoś poważanego serwisu tematycznego) do sklepu, z którym partner współpracuje. Wbrew pozorom to dość duże utrudnienie. Odwiedzający może nie mieć zaufania do sklepu, być zdziwiony nagłym przejściem do sklepu etc.

Ciekawą alternatywą jest umożliwienie odwiedzającym dokonanie zakupu bezpośrednio na stronie partnera. Można to zrobić na różne sposoby:

1) Jako iframe np. http://www.jubiler.a4t.pl/ w ramach programu partnerskiego Wec.com.pl. Znajdujemy się pod adresem macierzystego serwisu, możemy stworzyć dodatkową subdomenę.

2) Sklep + doklejka serwisu. Takim przykładem może być http://perfumeria.gazeta.pl/ w ramach programu partnerskiego sklepu Pedet.pl. Użytkownik nie traci kontaktu z serwisem partnerskim, ale pozostał mu tylko nagłówek.

3) Serwis partnerski, do którego doklejamy sklep. Cały czas znajdujemy się w danym serwisie, gdzie możemy dodać produkt do koszyka i przejść cały proces zamówienia. Innymi słowy, gdzie możemy zamówić towar.

Nie trudno domyślić się, że tak naprawdę tylko trzecie rozwiązanie rozwiązuje problem przejścia użytkownika z serwisu partnerskiego do sklepu. Przykładem takiego rozwiązania w Polsce mogą być sklepy takie jak wspomniany Aragon.pl, Mentis.pl czy wydawnictwo e-booków Escapemagazine.pl. Partner dostaje prosty sklep, który może wdrożyć w ramach swojego serwisu i umożliwić swoim odwiedzającym dokonanie zakupu bezpośrednio w tym serwisie.

- Partner stawia sklep, a my zajmujemy się realizacją zamówień, obsługą klienta itp. Od pół roku działa to w Mentis.pl i Aragon.pl, a od miesiąca w moim EscapeMagazine.pl - pisała Patrycja Kierzkowska, właścicielka Escape Magazine.

W oparciu o to rozwiązanie można posiadać własną księgarnię internetową, w której nie trzeba zajmować się realizacją zamówień, a czasem także obsługą klienta. Taką księgarnią jest np. Biznesowe.com.pl. Z kolei pod tym adresem można sprawdzić przykład jak to działa w obrębie serwisu partnerskiego.

To o czym piszę jest z dobrym skutkiem wdrożone w Amazon.com. W obrębie programu partnerskiego Amazon znajduje się wiele całkiem sporych, tematycznych serwisów internetowych takich jak np. Movies.com, gdzie odwiedzający po przeczytaniu jakiejś recenzji może dokonać zakupu (w obrębie serwisu rzecz jasna) wykorzystując nazwę użytkownika i hasło z Amazon.com.

Przy tego typu rozwiązaniach zawsze pojawiają się pytania w stylu "kto ma odpowiadać na pytania klientów" lub "co jeśli klient zapyta mnie dlaczego jego produkt jeszcze nie dotarł".

- Przy składaniu zamówienia na stronie Partnera jest informacja o firmie, która realizuje zamówienia. Jak klient zamówi, to dostaje maila od firmy, a nie od Partnera. Więc zwykle jak ma problem, to pisze tam, skąd ten mail przyszedł, bo w nim jest informacja co zamówił, numer konta, dane firmy. Robi po prostu "odpowiedz" i pyta o zamówienie. Jeśli klient napisze do Partnera (co też się zdarza), to Partner przesyła tego maila do firmy. Jeśli chodzi o pytania przedzakupowe, to zauważyłam, że niektórzy zamieszczają dane adresowe swoje, a inni firmy. I wtedy pytania trafiają stosownie do tego, co Partner zamieścił na stronie - odpowiada Patrycja.

Myślę, że przygotowując własny program partnerski warto przemyśleć takie rozwiązanie. Warto jednak odnotować, że nie we wszystkich branża może mieć to sens. Co o nim myślicie?

Zobacz więcej:

- Jak założyć sklep internetowy i o nic się nie martwić?.

2007-09-25 11:22
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (3)
 Oceń wpis
   
Wielu przyszłych właścicieli sklepów internetowych zastanawia się jak przebiega proces tworzenia sklepu. Mam tutaj na myśli zarówno aspekty techniczne, jak i marketingowe całego przedsięwzięcia. Podobnie było z Michałem Zaczkiem, szczęśliwym właścicielem Upiekszacz.pl - nowo powstałego sklepu z kosmetykami.

Kilka miesięcy temu Michał skontaktował się ze mną, wspominał o chęci założenia internetowego kosmetycznego sklepu, który miałby być konkurencyjny w stosunku do takich sklep jak Esentia.pl czy Pedet.pl. Porozumieliśmy się w sprawie współpracy i wzięliśmy się do roboty. Proces powstawania sklepu można podzielić na pewne etapy.

Faza wstępna, analiza, rozpoznanie

Upiekszacz.pl to sklep, który ma duże aspiracje do tego, aby odebrać trochę "tortu" swoim starszym konkurentom, w szczególności Esentia.pl. Michał doszedł do wniosku, że znajdzie się na rynku miejsce dla kolejnego dużego sklepu internetowego z kosmetykami. Internetowa branża kosmetyczna charakteryzuje się m.in. tym, że istnieje wiele sklepów, które nie mają szerokiego asortymentu. Wielu sprzedawcach skupia się tylko na niektórych markach lub też tylko na sprzedaży perfum. Michał postanowił postawić na sklep z szerokim asortymentem. W chwili obecnej nie jest jeszcze tak imponujący, jak w Esentia.pl, ale sukcesywnie dodawane są kolejne produkty.

Przed rozpoczęciem budowy sklepu dokonaliśmy więc oceny konkurencji. Dodatkowo ustaliliśmy jakie dodatkowe funkcjonalności znajdą się w Upiekszacz.pl. Postawiliśmy m.in. na certyfikaty. Przygotowane zostały także kupony rabatowe, którymi nagradzani będą chociażby zwycięzcy konkursów. W kolejce do realizacji czeka jeszcze kilka dodatkowych funkcjonalności.

- Wraz z Wojtkiem opracowaliśmy także plan rozbudowy funkcjonalności w sklepie. Na tej liście znalazły się między innymi takie rzeczy jak rozbudowa funkcjonalności związanych z menu produktowym oraz wyszukiwaniem kosmetyków, udostępnienie użytkownikom mechanizmów „cyklicznych” zakupów itp. - mówi Michał Zaczek, właściciel.

Makiety

Kolejny krok to stworzenie makiet. Makiety ostatecznie określają rozmieszczenie poszczególnych elementów w sklepie, a także zawierają wszystkie wytyczne odnośnie użyteczności. Po akceptacji makiet i naniesieniu poprawek mieliśmy ostateczny kształt tego, jak ten sklep ma wyglądać. Polecam każdemu rozpoczęcie prac nad sklepem od stworzenia tego typu prototypów. W tym celu można wykorzystać chociażby program do tworzenia prezentacji czy też zwykły arkusz kalkulacyjny.

Projekt graficzny

Grafiką zajęła się agencja interaktywna Ibero. Po dostarczeniu makiet wystarczyło przekazać tylko kilka wytycznych. Zdecydowaliśmy się na prosty, przejrzysty projekt, który zbuduje u odwiedzających pozytywne wrażenie i nie odrzuci ich przepychem.

Wdrożenie programisty

Sam silnik sklepu internetowego został zbudowany we współpracy z firmą Xpect.pl, która na swoim koncie miała już kilka udanych wdrożeń takich jak chociażby Rebel.pl czy Wec.com.pl. Programiście zajęli się oczywiście dostosowaniem grafiki do silnika sklepowego, jak i stworzeniem dodatkowych funkcjonalności, o których była wcześniej mowa. Po dokonaniu wdrożenia przyszedł czas na testowanie i wychwytywanie drobnych błędów i ustalanie ostatnich szczegółów. Sklep został zbadany z każdej strony.

Plan marketingowy i rozpoczęcie promocji

Jednocześnie trwały prace nad skonstruowaniem prostego planu marketingowego, w którym przekazałem Michałowi wytyczne dotyczące tego, w jaki sposób organizować marketing w Upiekszacz.pl.

Jeszcze przed uruchomieniem sklepu rozpoczęły się prace dotyczące promocji w wyszukiwarkach. Swoją pracę rozpoczął pozycjoner. Zwracam tutaj uwagę, że miało to miejsce w zasadzie przed samym uruchomieniem sklepu, aby szybciej osiągnąć zamierzane efekty.

Za ciekawostkę można uznać to, że każdy etap budowy sklepu opierał się na pracy zdalnej. Kontaktowaliśmy się ze sobą mailowo lub poprzez Skype. Moja rola sprowadzała się do koordynowania całego projektu. Całkowity koszt wykonania sklepu mieścił się w granicach 10 000 zł. Teraz ciężka praca przed Michałem, aby rozpocząć działania promocyjne i zwiększać sprzedaż.

- Obecnie nasze działania skupiają się nad rozbudowaniem asortymentu sklepu. Na początek w sklepie umieszczamy kosmetyki popularnych marek, następnie nadejdzie czas na wyszukiwanie i dodawanie do oferty kosmetyków niszowych i trudno dostępnych. Na kolejnym miejscu znajduje się cena - planuje.

p.s. Jeżeli chcesz zbudować sklep ze mną po prostu napisz do mnie. :-)
2007-09-23 23:01
4. E-commerce Komentarze (4)
 Oceń wpis
   
Aby lepiej zobrazować to, co napisaliśmy wczoraj, prezentujemy trzy bardzo podobne do siebie teksty dla soczewek kontaktowych o2 Optix. Tekst A, B i C znaleźliśmy w sklepach internetowych. Pod nimi propozycja Darka.

Tekst A:

O2OPTIX (AIR OPTIX) - Oddychające soczewki kontaktowe.
Nowa generacja soczewek kontaktowych - aby Twoje oczy wyglądały zdrowo!

...daj odetchnąć swoim oczom
Jest coś co zmieni Twoje spojrzenie na soczewki kontaktowe. To soczewki O2Optix, które zapewnią Twoim oczom do 5 razy więcej tlenu niż tradycyjne soczewki hydrożelowe - dzięki temu Twoje oczy będą wyglądały zdrowo.

Zdrowe oczy muszą oddychać...
Twoje oczy, aby były zdrowe i wypoczęte, potrzebują tlenu. O2Optix zapewnia oczom ogromną ilość tlenu. Oddychające soczewki O2Optix mogą być noszone nawet w czasie snu.

Co dzieje się z okiem, które ma zbyt mało tlenu?
Niedotlenione oko jest zmęczone, co może objawiać się dyskomfortem pod koniec dnia, podrażnieniem, uczuciem suchości lub zaczerwienieniem. Niedotlenienie oka przez dłuższy czas może być przyczyną wielu komplikacji. Wypróbuj O2Optix i poczuj różnicę.

O2Optix to:
- wysoki komfort noszenia nawet pod koniec dnia
- jaśniejsze i zdrowsze oczy
- okazjonalnie elastyczny tryb noszenia


Tekst B:

Zapewniają Twoim oczom 6 razy więcej tlenu niż tradycyjne soczewki hydrożelowe. Dzięki temu wygląd oczu będzie zdrowy jak nigdy dotąd. Koniec z przekrwieniem spowodowanym zbyt długim używaniem soczewek! Soczewki O2 Optix mogą być noszone nawet w czasie snu.

Oczy produkują substancje takie jak tłuszcze oraz białka. W tradycyjnych soczewkach substancje te osiadały na powierzchni soczewek powodując duży dyskomfort w noszeniu soczewek. Specjalna powierzchnia O2 Optix sprawia, że od tej pory zanieczyszczenia nie osadzają się na powierzchni soczewki, lecz są wydalane na zewnątrz!

Materiał użyty do produkcji soczewek O2 Optix to połączenie fluorosilikonu i hydrożelu. Są to substancje, których połączenie daje następujące efekty:

- soczewka jest bardziej odporna na przyleganie do niej osadów,
- nie czujesz dyskomfortu noszenia soczewek pod koniec dnia,
- Twoje oczy wyglądają zdrowo i są pełne blasku,
- elastyczny tryb noszenia soczewek.


Tekst C:

O2Optix to pierwsze soczewki na dzień, które można używać również w nocy! O2Optix, które zapewnią Twoim oczom do 5 razy więcej tlenu niż tradycyjne soczewki hydrożelowe, dzięki temu Twoje oczy będą wyglądały zdrowo!

O2Optix to: - wysoki komfort noszenia nawet pod koniec dnia - jaśniejsze i zdrowsze oczy.

Aby zapewnić oczom zdrowie poprzez dostarczenie odpowiedniej ilość tlenu, firma CIBA Vision stworzyła oddychające soczewki kontaktowe O2Optix. Nowe soczewki zapewniają oczom do 5 razy więcej tlenu w porównaniu z tradycyjnymi soczewkami hydrożelowymi. O2Optix minimalizują występowanie objawów niedotlenienia, takich jak dyskomfort pod koniec dnia, zaczerwienienie oczu czy uczucie suchości. Dzięki nim oczy wyglądają zdrowo i są pełne blasku.

Teraz soczewki kontaktowe mogą być używane dłużej w ciągu dnia, a nawet mogą być noszone w czasie snu! Materiał O2Optix to połączenie fluorosilikonu i hydrożelu (lotraficon B), które pozwalają na dużą przepuszczalność tlenu i wody, jednocześnie lepiej nawilżając oko i nie powodując nadmiernego przylegania (przylepiania) soczewki do oka. Soczewka jest także bardziej odporna na przyleganie do niej osadów. Wypróbuj O2Optix i poczuj różnicę!


Propozycja Darka:

Soczewki kontaktowe O2OPTIX - komfort i zdrowie dla Twoich oczu

Oto najnowsza generacja soczewek kontaktowych, które możesz nosić do 6 dni i nocy bez męczenia oczu. Teraz łatwo zapewnisz sobie doskonałą widoczność i komfort bez potrzeby zdejmowania soczewek - nawet podczas snu.

Soczewki 02Optix wykonane są z połączenia fluorosilikonu i hydrożelu. Materiał ten wyjątkwo dobrze przepuszcza tlen i wodę a jednocześnie doskonale nawilża oko i nie przykleja się do niego. Dzięki temu oczy się nie męczą, są zawsze błyszczące i zdrowe.

Dlaczego tak ważne jest pełne dotlenienie oczu?

Niedotlenione oko jest zmęczone, podrażnione, suche i zaczerwienione. Gdy stan ten utrzymuje się przez dłuższy czas, oko może być skazane na wiele przykrych dolegliwości.

To jest tak, jak z długim przebywaniem w dusznym pomieszczeniu. Dopada nas wtedy zmęczenie, zły nastrój, bóle głowy, brak chęci do życia i pracy... A wystarczy tylko szeroko otworzyć okno i wpuścić świeże, wiosenne powietrze, a rześki powiew natychmiast usunie wszelkie ślady zmęczenia i na nowo przywróci radość i energię.

Pozwól swoim oczom oddychać bez ograniczeń a każdego dnia będziesz czuć się świeżo, zdrowo i radośnie. Nie czekaj aż zmęczone, podrażnione i zaczerwienione oczy pozbawią Cię radości życia. Zamów te wyjątkowe soczewki już dziś.

PS. Jeżeli zamówisz dwa opakowania soczewek, to nie tylko zapewnisz sobie komfort widzenia przez dłuższy czas, ale też zaoszczędzisz 30 złotych, bo za całość zapłacisz tylko 220 pln.


Czym jeszcze w e-sklepie może zająć się copywriter? Przede wszystkim sloganami i newsletterami. Jeśli chodzi o to drugie, to nie powinny to być nachalne reklamy, lecz autentycznie przyjacielski kontakt z klientem. Oczywiście, w treść newslettera powinniśmy wplatać odwołania do produktów, tyle że z nie nachalnie i z wyczuciem.

Każdy tekst powinniśmy testować pod kątem skuteczności. Jak twierdzi Darek najlepiej robić to stopniowo, krok po kroku, porównując kolejne elementy. Postaramy się niebawem zaprezentować nasze własne wyniki testów. Tymczasem zapraszamy do dyskusji. Czy korzystacie z usług copywritera w Waszych sklepach internetowych?
2007-09-20 15:21
6. Jak tworzyć e-sklep? Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Można zauważyć pewną tendencję wśród polskich sklepów internetowych - prawie nikt nie dba o jakość tekstów. Mam tu na myśli szeroko pojęty copywriting zarówno jeśli chodzi o opisy produktów, jak i inne informacje na stronie. Warto poświęcić temu zagadnieniu tekst, w końcu chodzi o pieniądze.

Przeciętny polski sklep internetowy opisy otrzymuje od producentów i hurtowników. W wielu przypadkach jednak opisy są kopiowane bezpośrednio od konkurencji. W takiej branży, jak np. książki, gdzie jest właściwie jeden główny dostawca każdy sklep ma dostęp do tych samych opisów produktów. Co za tym idzie zdecydowana większość tych sklepów ma takie same opisy swoich produktów. Przypadek książek nie jest odosobniony. Niewielu zdaje sobie sprawę, że dobre "copy" może mieć duży wpływ na skuteczność oferty, czyli konwersję w sklepie.

Dlatego też w tym tekście proponujemy case study na temat tego, jak pisać teksty do sklepów internetowych. Case study to moja wspólna praca wraz z Darkiem Puzyrkiewiczem, który jest autorem pierwszego polskiego FAQ o copywritingu, a pisaniem zajmuje się zawodowo.

Na początek trzeba rozróżnić kilka spraw. Copywriting w e-sklepie może być nastawiony na podniesienie sprzedaży (skuteczności oferty) lub też na uzyskanie lepszych pozycji w wyszukiwarkach (SEO). Różnica polega na sposobie pisania.

- SEO Copywriting to optymalizacja tekstu pod kątem wybranych słów kluczowych, które mają zapewnić stronie wysokie miejsca w wynikach wyszukiwania. Optymalizowany tekst jest redagowany w taki sposób, by określone słowa odpowiednio często występowały w tekście i zajmowały ważne, z punktu widzenia wyszukiwarki, miejsca. Dobrze napisany tekst, który w dodatku jest publikowany przez inne serwisy potrafi przynieść zaskakujące rezultaty - pisze na swojej stronie Darek. Co więcej, standardowe teksty mogą być czasami przyczyną gorszych efektów w wyszukiwarkach. Taką tezę udowadnia np. Solid Cactus na swoim blogu.

Ponadto copywriting w sklepie to - jak już pisałem - nie tylko kwestia opisów produktów. Ważne są także slogany, opisy promocji, nawoływanie do konkretnych działań w sklepie, czy też wreszcie zbudowanie odpowiedniego zaufania.

Podstawowe zasady

Zdaniem Darka jest sześć podstawowych zasad tworzenia oferty, o każdej z nich parę słów:

1. Nagłówek.

Nagłówek na stronie produktu to oczywiście nazwa produktu. Czy to oznacza, że nic tu nie można zdziałać? Niezupełnie.

- Nagłówek jest jednym z najważniejszych elementów każdej oferty, także w opisie produktu w sklepie internetowym. Jego zadaniem jest przyciągnięcie uwagi do produktu, nakłonienie internauty do zapoznania się z opisem. Skuteczny nagłówek musi od razu pokazać klientowi główną korzyść z posiadania produktu. Ponieważ mówimy o sprzedaży, każdy element opisu produktu powinien prowadzić do tego celu i przekonywać klienta do zakupu. Niestety zdecydowana większość polskich e-sklepów całkowicie ignoruje siłę mocnego nagłówka i zadowala się umieszczeniem w tytule opisu jedynie nazwy produktu. Problem w tym, że nazwy te bardzo rzadko cokolwiek mówią o produktach. Na przykład co klient wyczyta z tytułu: O2OPTIX (AIR OPTIX) (na tym produkcie skupiliśmy się w naszym casie - przyp. red.)? Owszem, może być tak, że zapragnie dowiedzieć się, co oznacza ten tajemniczy tytuł i zacznie szukać odpowiedzi w opisie. Czy nie lepiej jednak jest od razu pokazać mu z czym ma do czynienia i jakie korzyści osiągnie z zakupu? Mamy tylko kilka sekund na przekonanie go do zakupu, lepiej więc cały ten czas dobrze wykorzystać, a nie bawić się w zagadki - twierdzi Darek Puzyrkiewicz.

To nie wszystkie korzyści. Dobrze skonstruowany nagłówek ma jeszcze jedną zaletę. Ponieważ w większości dobrze napisanych skryptów sklepowych nagłówek jest jednocześnie linkiem do opisu produktu, nasza oferta ma sporą szansę przyciągnąć klientów z wyników wyszukiwania Google. Odpowiednio dobrane słowa kluczowe umieszczone w tytule opisu zdobyć mogą wysoką pozycję i zapewnić dużą oglądalność strony.

2. Pierwszy akapit.

- Pierwszy akapit to krytyczna część każdej oferty - uważa Darek. - On decyduje o pierwszym wrażeniu, jakie wywoła oferowany produkt. Jeżeli klient od razu zacznie czytać o ważnych dla siebie korzyściach z zakupu, to jest spora szansa, że zdecyduje się na zamówienie. To on, odbiorca oferty, przyszły użytkownik oferowanego produktu musi być od samego początku w centrum. Dobrym sposobem na napisanie pierwszego akapitu jest rzeczowa i skondensowana informacja na temat głównych korzyści z używania produktu. Czytelnik musi szybko poznać odpowiedź na pytania: Co to jest i do czego służy? Jakie rezultaty przynosi korzystanie z produktu? Co tak naprawdę będę z tego miał?

3. Reszta tekstu.

- Zadaniem reszty tekstu jest rozwinięcie opisu korzyści z zakupu oferowanego produktu. W szczególności należy odpowiedzieć na dwa pytania: Jak to działa - czyli w jaki sposób produkt zapewnia istotne dla klienta korzyści i co nowego wprowadza produkt, co odróżnia go od innych, podobnych. Opis powinien być rzeczowy, ale nie nudny. Same fakty nie sprzedają. Sucha lista korzyści jest mało interesująca. Dlaczego by nie ubarwić prezentacji produktu atrakcyjnym opisem? Fakty można przedstawić na dziesiątki sposobów, warto wyróżnić się na tle innych sklepów, oferujących ten samo lub podobny asortyment. Chodzi o to, by pokazać, jak będzie wyglądało jego życie po zakupie, jak będzie się czuł, czego może doświadczyć - tłumaczy Darek.

4. Opinie klientów.

Niewiele jest tak potężnych argumentów jak opinie zadowolonych klientów. Muszą one jednak być wiarygodne i autentyczne. Skąd je brać? Najprościej poprosić o nie swoich klientów np. korzystając z autorespondera, który automatycznie wyśle maile do klientów z prośbą o opinie.

Czego powinny dotyczyć referencje?

- Wszystkiego, co wiąże się z zakupami w naszym sklepie. Od tematu referencji zależy też miejsce, w jakim je zaprezentujemy. Jest naprawdę wiele sposobów na ich prezentację. Opinię o produkcie umieścimy oczywiście na stronie z opisem. Co jednak, gdy klient wypowiada się na temat miłej obsługi i szybkiej wysyłki? Czy tylko główna strona jest dobrym miejscem na umieszczenie tejże wypowiedzi? Niekoniecznie. Równie dobrze może to być strona z opisem produktu. Będzie to po prostu kolejny argument przemawiający za natychmiastowym zakupem. Zasada prezentacji referencji jest taka: umieszczaj je tam, gdzie zaglądają klienci. Wpleć je po prostu w treść poszczególnych stron. Każda odsłona dla internauty powinna wiązać się z odkrywaniem kolejnych argumentów za skorzystaniem z oferty sklepu - uważa nasz ekspert.

5. Wezwanie do działania.

Darek mówił mi, że wezwanie do działania jest kluczowym elementem każdej dobrej oferty. Jak powinno to wyglądać w przypadku opisów produktów w e-sklepach? Według Darka: "Podstawowym i najprostszym wykonaniem tego postulatu jest umieszczenie wyraźnego przycisku z napisem <zamów
2007-09-19 10:58
6. Jak tworzyć e-sklep? Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
W poniedziałek uruchomiono nową wersję Hoopla.pl. Podobnie jak Agito.pl, Hoopla aspiruje do wejścia na giełdę. Prawdopodobnie m.in. z tych względów trwają prace nad tym, aby zaprezentować lepsze wersje swoich sklepów. Muszę przyznać, że podoba mi się nowa Hoopla. Sam wygląd odświeżony, jak to bywa w takich przypadkach bez rewolucyjnych zmian. Wygląda na pewno nowocześniej i lżej. Znacznie lepiej zoptymalizowano stronę produktu. Nie ma już nietypowego i dziwnego przycisku o treści "dodać do koszyka" oddalonego gdzieś daleko od reszty informacji na stronie. Hoopla ma również nowy proces zamówienia, za który także należą się pochwały. Od poniedziałku użytkownik już w koszyku może sprawdzić koszty wysyłki. Tam też dowie się o tym, że za płatność kartą przyjdzie mu dodatkowo zapłacić (Hoopla obarcza klienta kosztami transakcji o czym była mowa w archiwalnej już notce). Podsumowując zmiany, można uznać je za krok w dobrą stronę. Oczywiście przyczepić można się jeszcze do wielu szczegółów, ale zarządzający sklepem obrali z pewnością właściwy kierunek.

Żeby jednak za bardzo nie słodzić - czas na kilka słów prawdy. Tak się złożyło, że zmiany w Hoopli doświadczyłem na własnej skórze. Jak? Po prostu dokonałem tam zakupu. Było tak:

1. We wtorek, 28 sierpnia kupiłem tam jeden produkt. Standardowo założyłem konto w sklepie, gdzie mogłem śledzić, co dzieje się z moim zamówieniem. Dostępność produktu była oznaczona jako "3-5 dni". Natychmiast po zamówieniu zapłaciłem przelewem za towar. Moje zamówienie "zostało przyjęte".
2. Po bodajże dwóch dniach zamówienie "przyjęto do realizacji".
3. W ciągu weekendu Hoopla była niedostępna (nie można było np. zalogować się na konto w sklepie). Na stronie widniała informacja o wprowadzanych zmianach, które mają ułatwić dokonywanie zakupów w przyszłości.
4. W poniedziałek sklep nie działał jeszcze w 100% sprawnie, ale po dużych zmianach można to zrozumieć. Niestety po zalogowaniu się do panelu klienta okazało się, że moje zamówienie gdzieś zniknęło. Moje dane zostały za to poprawnie zaimportowane ze starej wersji. Oczywiście link, gdzie mogłem sprawdzić status zamówienia z maila, którego dostałem po zamówieniu nie działał - zmienił się adres. Podobnie adresy, jakie miałem zapisane w przeglądarce (historia odwiedzin) np. bezpośrednio do strony, gdzie można się zalogować.
5. Próbowałem wyjaśnić to korzystając z tego formularza. W poniedziałek jeszcze nie działał poprawnie lub też działał, ale nie wyświetlał komunikatu o tym, że moje zapytanie zostało wysłane. (Co ciekawe wypełniając formularz treścią wiadomości nie można przejść do następnego wiersza.)
6. Przy okazji uświadomiłem sobie, że Hoopla nigdzie nie podaje numerów telefonów lub też nie potrafiłem ich znaleźć.
7. Przeglądając listy, jakie dostałem po złożeniu zamówienia odnalazłem maila do osoby, która zajmuje się moim zamówieniem. Napisałem do pracownika sklepu, by na drugi dzień przeczytać, że towar, który zamówiłem jest niedostępny i ewentualnie mogę kupić inny model. Jakoś nie miałem ochoty.

Co można było zrobić lepiej:

1. Jako klient, którego zamówienie miało być realizowane w trakcie zmian nie zostałem uprzedzony mailowo o możliwych niedogodnościach.
2. Po tygodniu od zamówienia dowiedziałem się, że zamawianego towaru po prostu nie ma. Ciekawe, czy gdybym nie napisał maila dostałbym taką wiadomość. Żeby była jasność... wiem, że takie rzeczy (niedostępne produkty) zdarzają się w e-sklepach. Podobnie miałem przy zakupach w Positivo (wtedy też "wykorzystałem" ten sklep do napisania notki). Przyznaje się do tego większość e-sprzedawców. Moja firma też sprzedaje wysyłkowo i takie przypadki też nam się zdarzyły. Wystarczy jednak o tym poinformować - zadzwonić, napisać. Hoopla o niczym mnie nie poinformowała, a jak już pisałem dostępność produktu była oznaczona jako "3-5 dni".
3. Zmieniono adresy m.in. do sprawdzenia statusów zamówienia. A zatem informacje jakie dostałem w liście po zamówieniu stały się bezużyteczne.
4. Sklep nie działał przez cały weekend. Pamiętam, że z Agito było podobnie. Nie przypominam sobie jednak takich utrudnień w przypadku przebudowy Merlin.pl, czy Militaria.pl (jeśli były to można o tym napisać ;-)).
5. Moje zamówienie nie zostało wyświetlone w nowym panelu klienta. Być może tam dowiedziałbym się, że tego produktu nie ma.
6. Jak szczerze napisał mi pracownik sklepu, w czasie zmian pracownicy sklepu nie mieli możliwości sprawdzenia co dzieje się z zamówieniami. Trudno zatem obwiniać ich za brak kontaktu ze mną. Na całej linii zawaliła logistyka.

Z zakupu zrezygnowałem, pieniędzy jeszcze mi nie zwrócono. Kupiłem w Agito, które funkcjonuje o tyle lepiej, że "pozwala" wpłacić pieniądze dopiero w momencie, kiedy jest pewność, że produkt jest dostępny. Może mniej eleganckie rozwiązanie, ale przynajmniej obie strony unikają problemu kiedy przyjdzie wpłata, a towaru nie ma. Przy większych kwotach może to powodować stres u niedoszłych klientów ("zwrócą mi te 3000 zł czy będą kręcić?").

p.s. Dodałem sporo nowych linków z boku i uporządkowałem te, które już były. Pamiętam, że kiedy zaczynałem pisać, blogów o handlu w sieci nawet w USA było jak na lekarstwo. Dzisiaj jest ich całkiem sporo. Warto dodać je sobie do własnych RSSów i czytać. :-) Prawdopodobnie niebawem przebuduję nieco kategorie wpisów, ale o tym kiedy indziej.

Zobacz więcej:

- Jak nie należy prowadzić sklepu internetowego.
2007-09-05 20:41
4. E-commerce Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
Wczoraj pisałem o landing pages. W świetle tych faktów tytuł dzisiejszej notki może brzmieć dziwnie. ;-) Jednak tak nazwano protest, za którym stoi amerykańska firma Ioninteractive.com. Zespół "No More Landing Pages" udowadnia, że jest to średnio efektywna forma dotarcia do klienta. Przy czym landing page jest tu rozumiana jako podstrona przygotowana specjalnie dla celów reklamowych. Skoro strony docelowe nie są skuteczne to co w zamian? Autorzy protestu proponują rozwiązanie, które nazwali conversion path.

Co to jest conversion path?

Najprościej mówiąc jest to podrasowanie strony docelowej. Wadą typowych landing page jest to, że na jednej stronie przekazuje się wszystkie informacje. Trudno dotrzeć wtedy do konkretnego odbiory. Idea conversion path sprowadza się do tego, aby poprzez kolejne strony (etapy procesu) rozłożyć ruch i lepiej sprofilować użytkowników. Rozwiązanie to można wykorzystywać w post click marketing, czyli wszelkiego rodzaju działaniach, które mają na celu maksymalizowanie konwersji po przejściu użytkownika z reklamy w wyszukiwarce, mailingu, reklamy na bannerze etc.

Jak to wszystko ma się do sklepów internetowych? Żeby to wytłumaczyć znowu posłużę się SEM. Wyobraźmy sobie, że wpisujemy do wyszukiwarki frazę w stylu "notebooki + sklep internetowy". Sklep taki jak Agito.pl odsyła wtedy na stronę kategorii z notebookami. Komputronik.pl odsyła z kolei do notebooków, których producentem jest firma Asus (ciekawe dlaczego?). Z kolei Abkomp.pl odsyła na stronę główną. Gdyby któryś z tych sklepów zastosował conversion path to wynikiem tych działań byłby mini-serwis składający się z kilku etapów. W pierwszym etapie (zaraz po przejściu z wyszukiwarki) moglibyśmy zapytać przykładowo jaki przedział cenowy interesuje użytkownika, w kolejnym o parametry sprzętu/przeznaczenie. W końcowym efekcie moglibyśmy zaproponować np. kilka konkretnych produktów i umożliwić przejście na stronę produktu sklepu lub dodanie do koszyka. To oczywiście przykładowe rozwiązanie. Generalnie jednak chodzi o to, aby poprowadzić użytkownika przez proces składający się z kilku etapów, nie bombardować go masą informacji na początku tak jak np. na Agito.

Tak to może wyglądać w przypadku ogólnych fraz. Co jednak w przypadku kiedy użytkownik wpisze do wyszukiwarki bardziej konkretne hasło np. model notebooka? Tu już nie jestem tak bardzo przekonany czy conversion path się sprawdzi. Megan z "No More Landing Page", z którą korespondowałem przekonywała mnie, że wtedy również można z powodzeniem wykorzystywać to narzędzie np. do ustalenia konkretnych parametrów sprzętu, czy produktu (w niektórych sklepach ustalane są one dopiero na karcie produktu).

Oczywiście nie każdy będzie w stanie wykorzystać to rozwiązanie lub jakąś jego mutację w swoim sklepie. Conversion path najlepiej sprawdzi się w przypadku drogich, często luksusowych towarów, właśnie takich jak elektronika, AGD, ale także podróże, ubezpieczenia, czy edukacja. Tworzenie kolejnych takich podstron to oczywiście dodatkowe koszty. Ioninteractive stworzyło w tym celu specjalne oprogramowanie. Ich przesłanie brzmi "skoro możemy podnieść Tobie konwersję 5 razy dlaczego nie zapłacić za konstruowanie takich podstron?". Efekty podobno potrafią zadowolić największych malkontentów.

Zobacz więcej:

- No More Landing Pages - blog,
- The anatomy of conversion path,
- conversion path w praktyce - demo.
2007-09-04 13:44
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Landing pages to określenie na podstrony, gdzie "ląduje" użytkownik po przejściu do serwisu np. z reklamy bannerowej czy mailingu. Cała zabawa polega na tym, aby dać internaucie dokładnie to czego się spodziewa klikając na banner, link w mailingu etc. Landing pages często sprowadza się do tworzenia nowej podstrony dedykowanej specjalnie dla danej kampanii z wyraźnym nawoływaniem do jakiejś akcji (zapisanie się na newsletter, wzięcie udziału w konkursie). Dużo o całej idei można przeczytać np. na blogu Opcom, czy u Tomka Karwatki. Sam chciałbym skupić się na tym, jak wiedzę o tym zagadnieniu wykorzystać w e-sklepach.

W przypadku sklepów internetowych niekoniecznie trzeba kombinować z tworzeniem nowych podstron. Oczywiście, to ma sens w przypadku, kiedy mamy coś konkretnego do powiedzenia - organizujemy jakiś konkurs, czy inne wydarzenie. Moim zdaniem jednak w większości przypadków osiągniemy dobre efekty poprzez przekierowanie użytkowników w odpowiednie miejsca w sklepie (na zachodzie też nazywa się takie strony jako "landing page"). Najpierw jednak zastanówmy się dla jakich form reklamowych powinniśmy korzystać z tego typu rozwiązań.

Gdzie wykorzystać landing page?

Wymienić można kilka podstawowych:

1. Kampanie SEM - tutaj możliwości są bardzo duże, tworząc np. reklamy Adwords możemy przekierować ruch w dowolne miejsce reklamowanej strony.
2. Mailingi, newslettery - tutaj możliwości są takie same - możemy podesłać użytkownikowi odnośnik do miejsca, które najlepiej odda treść mailingu. Przykładowo konstruując maila do klientów z informacją o promocji na produkt X możemy przenieść go bezpośrednio na stronę tego produktu.
3. Bannery - rzadziej używana forma przez sklepy internetowe, nie mniej jednak i tu możemy postąpić zupełnie tak samo. To najprawdopodobniej z myślą o bannerach powstał pomysł na tworzenie landing pages.

Jak wykorzystać?

W tekście skupię się na kampanii SEM, bo tutaj propozycji wykorzystania jest najwięcej. Niedługo uruchamiam własną kampanię SEM, jej organizacją i nadzorem zajęła się agencja Bluerank. Kampania dotyczy sklepu internetowego. Ustaliliśmy, że użytkowników przekierowywać będziemy w następujące miejsca:

1. Strona główna dla najbardziej ogólnych haseł.
2. Strona produktu na zapytania dotyczące konkretnych i pełnych nazw marek / nazw produktów.
3. Specjalnie przygotowana strona ze spisem marek danego producenta - tutaj będziemy przekierowywać użytkowników, którzy pytają o dane marki, ale do wyszukiwarki nie wpisują pełnych nazw.
4. Na niektóre zapytania można użytkowników przekierować na odpowiednie strony kategorii.

Wiele zależy od branży, ale myślę, że w zdecydowanej większości przypadków można podążyć podobnym tropem. Ameryki oczywiście nie odkryliśmy, ale i tak 50% sklepów w ogóle nie zaprząta sobie tym głowy.

Landing page w praktyce

Świadomość wśród właścicieli sklepów na pewno wzrasta. Wpisując np. konkretną nazwę produktu - "Canon Powershot a560" - do Googla można zauważać, że każdy z reklamujących się w Adwords sklepów lub porówywarek w jakiś sposób stosuje landing page. E-cyfrowe.pl przenosi bezpośrednio na stronę produktu. Podobnie robi Skapiec.pl. Z kolei Pixmania.pl i Ceneo.pl serwują użytkownikom stronę kategorii dla aparatów Canon. Oczywiście oba rozwiązania są lepsze niż zaprezentowanie strony głównej. Które lepsze? To już powinny wykazać wskaźniki konwersji i testy porównawcze.

Z kolei wpisując "Canon Powershot" E-cyfrowe.pl przenosi już na stronę główną. Z pewnością użytkownikowi wygodniej byłoby gdyby znalazł się na stronie z aparatami tej serii zamiast szukać ich na stronie głównej.

Typowy antyprzykład jak nie należy tworzyć landing page można obejrzeć na tym filmiku (polecam także inne materiały z tego bloga).


Jak widać wpadki zdarzają się nawet dużym. Innym powszechnym problemem jest przekierowywanie na stronę główną dla wszystkich haseł związanych ze sklepem, wykorzystując przy tym często dynamiczne nagłówki reklam. Efekt jest taki, że użytkownik spodziewa się informacji o konkretnym produkcie, a na stronie głównej go nie znajdzie (no chyba, że wpadnie na to, aby skorzystać z wyszukiwarki).

Generalnie bardzo łatwo jest wytykać takie uchybienia. Kiedy jednak trzeba zarządzać co najmniej kilku tysiącami produktów sprawa wcale nie jest taka prosta. Sklepy skarżą się na brak oprogramowania, które pozwoliłoby lepiej i skuteczniej zarządzać dużymi kampaniami.

Jutro postaram się dalej kontynuować ten temat pisząc o ciekawej idei, która niedawno narodziła się w Stanach.

Zobacz więcej:

- Landing page - strona docelowa,
- Landing pages,
- Does your web site stink?.
2007-09-03 14:36
4. E-commerce Komentarze (0)