Oceń wpis
   
Intymnie.com to sklep z bielizną działający w sieci od 2003 roku. Jego miesięczna sprzedaż to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dla jednych dużo, dla innych mało. Gdyby jednak porównać ten wynik z innymi sklepami z tej branży okaże się, że jest co najmniej kilka sklepów, które rywalizują w wyższej lidze. Ten case to próba znalezienia odpowiedzi w jaki sposób uzyskać awans i zacząć mierzyć się z ekstraklasą. Szukam odpowiedzi wraz z właścicielem Intymnie.com - Tomaszem Jarominem.

Kto się liczy?

Na to pytanie częściowo udało mi się już odpowiedzieć w tekście o statystykach Alexa. Rynkowym liderem jest Intymna.pl, która ciągle zwiększa przewagę nad resztą. Ponadto do ekstraklasy zaliczyć trzeba też Garderoba.pl i E-lady.pl, które szczególnie w ostatnim okresie zaczęły szerszą promocję. Inni to Sisi.pl, Kisskiss.pl, Lulu.pl. Oprócz tych sklepów istnieje jeszcze około 200 innych, które z różnym skutkiem próbują sprzedawać bieliznę w sieci.

Jak widać konkurencja jest spora. Śmiało można uznać tę branżę za jedną z bardziej konkurencyjnych w polskiej sieci. Ma to nie tylko odzwierciedlenie w liczbie sklepów, ale także w średnim koszcie kliknięcia Google Adwords, które na wiele haseł sięga nawet kilku złotych.

Intymnie.com - dlaczego grają w II lidze?

Głównym powodem jest skala promocji. Do niedawna Intymnie.com promowało swój sklep głównie w wyszukiwarkach, w wynikach organicznych.

- Na promocji w wyszukiwarkach w tej branży można dojść tylko do pewnego stadium - mówi właściciel sklepu, Tomasz Jaromin.

Tym sposobem można osiągnąć pewien poziom sprzedaży, sklep będzie dochodowy, ale żeby przejść do innego wymiaru nie można ograniczać się tylko do wyszukiwarek. Bielizna to dość specyficzna branża.

- W tej branży ceny odgrywają drugorzędną rolę. Liczy się przede wszystkim marka sklepu, prezentacja produktu i cała "otoczka", która wpływa na subiektywną ocenę klienta - wymienia Tomek.

Trudno się nie zgodzić z taką oceną obserwując największe sklepy. Inwestują one duże pieniądze w promocję marki eksponując swoje oferty w pasażach handlowych czy współpracując z dużymi sieciami reklamowymi. Cel jest jasny: zbudować jak największą świadomość marki wśród potencjalnych klientów i czerpać profity w przyszłości. Dlatego też na tym tle Intymnie.com wypada blado.

Przygotowania do awansu

Zatem... liczy się prezentacja produktu, marka sklepu i cała "otoczka". Od czego więc zacząć? Od zmiany wyglądu. Poprzedni wygląd sklepu nie zachwycał, a sama prezentacja produktu była bardzo standardowa. W tej branży to za mało. Tomek postanowił w pierwszej kolejności zwiększyć konwersję w sklepie, a w dalszej kolejności zdobywać nowych odwiedzających. Innymi słowy: najpierw wysprzątaj swój dom, a dopiero później przyjmuj gości.

- Zrozumieliśmy co było utrapieniem klienta i dlaczego wiele odwiedzin nie kończyło się sprzedażą - przyznaje właściciel Intymnie.com - Dlatego zdecydowaliśmy się na całkowitą przebudowę sklepu.

O efektach tych działań trudno się wypowiadać już teraz, ponieważ nowa wersja działa od niedawna. Z pewnością jednak oceniając nową wersję sklepu ogólna ocena będzie znacznie wyższa. Sklep wygląda bardziej profesjonalnie, ładniej, bardziej stylowo. Na szczególną uwagę zasługuje także prezentacja samego produktu:



Możemy go oglądać w całkiem sporym powiększeniu. Podobne rozwiązania, choć już całkiem powszechne na Zachodzie, w Polsce ciągle należą do rzadkości. Tomek stara się także lepiej eksponować informacje o kosztach wysyłki, rozmiarach bielizny. Przy każdym produkcie pojawia się aktualny stan magazynowy. Rozbudowano także dział pomocy, który teraz jest dostępny w zasadzie w każdym miejscu sklepu. W ogólnym rozrachunku musi to przynieść pożądane efekty w postaci zwiększonej skuteczności sklepu.

Co dalej?

W dalszej kolejności planowana jest szersza promocja mająca na celu promocję marki i zdobycie nowych odwiedzających. Podjęto współpracę z serwisem We-dwoje.pl tworząc partnerski butik z bielizną dla użytkowników serwisu. Rozpoczęto także integracje z porównywarkami cen. Główny cel to oczywiście lepsze zaznaczenie obecności w sieci, a nie konkurowanie ceną z innymi sklepami. Ponadto rozpoczęto wdrożenie rozwiązań, które mają lepiej "przywiązywać" klientów do sklepu poprzez mieszankę programu lojalnościowego z programem partnerskim.

Sklep jest wciąż testowany. Jeżeli testy przebiegną pomyślnie, a zakładany wzrost skuteczności będzie miał miejsce, to właściciel nie wyklucza także masowej reklamy w pasażach portalowych czy podjęcia współpracy z Tradedoubler. Oprócz tego planowane są inne działania biznesowe takie, jak chociażby możliwość prezentacji oferty niektórych modeli bielizny, kolekcji, czy producentów na wyłączność.

Na przyszłość zalecić można bardziej agresywne działania cross i up-sellingowe w oparciu o e-mail marketing skierowany do obecnych klientów sklepu, co w tej chwili znajduje się na dalszym planie w Intymnie.com.

Co warto sobie przypominać?

Poniższe punkty zabrzmią pewnie jak frazesy, ale warto czasem na nie zerknąć:

1. Uświadom sobie w jakim punkcie znajdujesz się aktualnie. Ile brakuje Tobie do największych lub ile brakuje innym do Ciebie?
2. Czy Twój dom jest gotowy na przyjęcie gości?
3. Masz pomysł jak zacząć grać w wyższej lidze? Dlaczego Cię tam nie ma? Jak promują się największe sklepy z Twojej branży? Czym charakteryzuje się Twoja branża?
2007-11-25 17:09
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (23)
 Oceń wpis
   
Jak powszechnie wiadomo ostatni kwartał roku to dla sklepów internetowy najgorętszy okres. Ma on także największe odzwierciedlenie w sprzedaży i zyskach, dlatego prawie wszystkie sklepy chcą przygotować się do niego najlepiej. Szczerze mówiąc miałem w planach napisać serię tekstów ze wskazówkami na okres przedświąteczny, ale brakuje czasu i samozaparcia (przede wszystkim). Chciałbym jednak napisać o jednej z ważniejszych wskazówek.

Mam na myśli zarządzanie kosztami wysyłki. Kto choć raz w swoim sklepie wprowadził promocję polegającą na rezygnacji z kosztów wysyłki zapewne przekonał się jak czuli na tego typu zmianę są klienci. Na pytanie "Co skłoniłoby Pana(ią) do częstszych zakupów przez internet?" w raporcie Gemius/Money.pl na drugim miejscu pojawiła się odpowiedź "niższe koszty wysyłki/bezpłatna dostawa". Z kolei w raporcie Internet Standard i Sklepy24.pl zapytano właścicieli sklepów o bariery w rozwoju e-handlu i ponad 62% stwierdziło, że są to wysokie koszty wysyłki. Jak widać koszty wysyłki to ważny element zarówno dla klientów sklepów, jak i samych właścicieli. Klienci nie lubią ich płacić, bo w zwykłym sklepie płacą tylko za towar. Z kolei właściciele e-sklepów zdają sobie sprawę, że gdyby usługi kurierskie i pocztowe były tańsze, to polski e-handel miałby się lepiej.

Trzeba przyznać, że sklepy internetowe intensywnie działają na tym polu. Według raportu Shop.org 54% e-sprzedawców testowała darmową wysyłkę dla wszystkich klientów, a 80% próbowała darmowej wysyłki pod pewnymi warunkami. Jeśli chodzi o ten drugi typ, to w Polsce zazwyczaj przybiera to formę darmową dostawę od określonej kwoty zakupów.

Przykładów jak darmowa wysyłka wpływa na sprzedaż jest wiele. Jednym z lepszych jest Stereo.pl. W końcówce zeszłego roku Stereo.pl zdecydowało się wprowadzić darmową wysyłkę dla wszystkich zamówień. Efekty musiały być naprawdę imponujące. Nawet w oficjalnej informacji prasowej 300% wzrost sprzedaży w stosunku do roku poprzedniego tłumaczono tak: "Tak wysoki przychód, którego wynikiem jest ponad 400 tys. złotych zysku netto był możliwy między innymi dzięki bardzo dobremu zakończeniu roku i przeprowadzonej z sukcesem akcji promocyjnej, w ramach której klienci sklepu nie płacili za przesyłki bez względu na wartość transakcji.".

W tym roku na nieco mniej radykalny krok zdecydował się Merlin.pl, który za darmo wyśle wszystkie zamówienia na kwotę ponad 50 zł. Podejrzewam, że Merlin obawiał się spadku kwoty średniego zamówienia. Bo nie ma co ukrywać, że rezygnacja z kosztów wysyłki zazwyczaj oznaczać będzie spadek kwoty średniego zamówienia. Tak było w przypadku Llbean.com o czym pisze "New York Times" w tym artykule. Sugestia z artykułu brzmi mniej więcej tak: "darmowa wysyłka obniży Twoje przychody z pojedynczego zamówienia, ale taką promocję należy traktować długofalowo".

Wprowadzenie głośnej promocji, na którą w zeszłym roku zdecydowało się Stereo ma sens tylko i wyłącznie wtedy, kiedy sklep będzie w przyszłości potrafił zatrzymać świeżo pozyskanych klientów nawet w przypadku, kiedy wysyłka już nie będzie darmowa. W tym celu należałoby wdrożyć przede wszystkim przemyślany program e-mail marketingu - innymi słowy utrzymywać kontakt z klientami. Mam zamiar więcej o tym temacie napisać niebawem.

Zanim jednak zdecydujesz się na ten ruch w swoim sklepie zastanów się dobrze, czy w Twoim indywidualnym przypadku nie będzie to zbyt drogie (np. w branży RTV AGD znacznie trudniej o taki ruch). Jeśli postanowisz skorzystać z darmowej wysyłki na jakiś czas zastanów się w jaki sposób zatrzymasz klientów u siebie na dłużej.
2007-11-06 12:41
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
Zawsze bardzo chętnie czytam różnego rodzaju case studies dotyczące marketingu wirusowego. Niedawno o tej formie promocji było głośno m.in. ze względu na Otwieramy.pl. Zaprosiłem Bartłomieja Roszkowskiego, prezesa NetPress Digital, odpowiedzialnego za to całe zamieszanie do napisania w jaki sposób udało się osiągnąć tak zadowalające efekty. Bartek bardzo chętnie przystał na tę propozycję. Poniżej znajduje się case jego autorstwa.

----------

Kontekst akcji

Organizatorem akcji jest NetPress Digital. Projekt, którego dotyczy jest strona Otwieramy.pl, to element większej, przedpremierowej kampanii nowej platformy, na której sprzedawane będą cyfrowe publikacje. Jako, że wprowadzony zostanie również unikatowy system sprzedaży sieciowej, w pierwszej kolejności (jeszcze przed inauguracją działania platformy i działaniami promującymi projekt wśród finalnych klientów) należało zdobyć jak największą bazę partnerów. Na swoich stronach www, blogach, polecaliby oni wybrane przez siebie produkty. System w dużym uproszczeniu można przyrównać do rozbudowanego programu partnerskiego, jednakże na taką skalę w polskim Internecie jeszcze niespotykanego.

Podstawowe założenia i koncepcja kreatywna

Z założenia akcja Otwieramy.pl (jak i później kolejne elementy kampanii) miały być akcjami niskobudżetowymi. Postanowiono maksymalnie wykorzystać wirusowe możliwości Internetu. Stąd pomysł, by skłonić uczestników do jak największego zaangażowania w projekt.

Zdecydowano się na wytworzenie aury tajemniczości. Ze względu na innowacyjność, która będzie charakteryzować uruchamianą platformę, podkreślano, że uczestnicy wezmą udział w dokonywaniu poważnych zmian w Internecie. Jednocześnie, jako że partnerzy mają zarabiać, podkreślono i tę korzyść już na wstępie. Na stronie Otwieramy.pl nie zdradzono, na czym dokładnie polegać ma zarabianie i anonsowane zmiany. Wszystkie informacje miały być dawkowane w kolejnych mailach, wysłanych do uczestników.

Dodatkowo osoby, które dokonały rejestracji, otrzymywały już na tym etapie narzędzia do promocji (linki referencyjne, a także kody do wklejenia na swoje strony www). Na stronach partnerów pojawiły się zatem symbole akcji - charakterystyczne znaki „X”. Dzięki nim, każdy partner budował własną bazę poleconych przez siebie (a którzy generować będą również zysk dla niego), mógł też w swoim panelu administracyjnym sprawdzać na bieżąco, które miejsce w rankingu partnerów zajmuje.

Przebieg pierwszego etapu

10 września uruchomiono stronę Otwieramy.pl, na której można zarejestrować się jako uczestnik przedsięwzięcia. Wystarczy podać imię i adres e-mail. Jedynym „tradycyjnym” narzędziem marketingowym, które zostało wykorzystane tzw. iskrą zapalną, był mail wysłany do uczestników programu partnerskiego Złotych Myśli (która jest zaangażowana również w projekt Otwieramy.pl) w pierwszym dniu akcji. Dynamika rozwoju zależała zatem w dużym stopniu od zainteresowania tej pierwszej grupy, która została jednak dobrana bardzo precyzyjnie w kontekście zadania, jakie przed nią postawiono.

Już w ciągu pierwszego tygodnia stronę odwiedziło ok. 100 tys. osób, a rejestracji dokonało ponad 22 tys. Już na samym początku akcja wywołała ogromny szum w sieci. Na blogach i forach dyskusyjnych zaroiło się od domysłów na temat charakteru akcji i jej celów. Pojawiły się informacje, że to kolejna piramida finansowa. Jako, że wydźwięk części komentarzy był negatywny i mógł zniechęcić potencjalnych uczestników, organizatorzy zdecydowali się wystosować oficjalne oświadczenie wyjaśniające. Informacja została wysłana zarówno do mediów, jak i zarejestrowanych uczestników akcji. To właśnie ci ostatni wykazali się bardzo dużą aktywnością. Dementowali pogłoski, wyjaśniali, czym jest Otwieramy.pl i tonowali nastroje. W dużej mierze dzięki zaangażowaniu Internautów udało się zniwelować negatywne opinie na temat akcji.

Równolegle do działań na otwieramy.pl prowadzone są działania Public Relation, które mają za zadanie zwiększenie zaufania do przedsięwzięcia. Zespół pracujący nad nową platformą stara się nawiązywać bardziej partnerskie relacje z mediami, co w połączeniu z ciekawym dla mediów tematem, np. pytaniami o przyszłością prasy, książek daje efekt w postaci dłuższych publikacji. Do tej pory pojawiły się artykuły w Gazecie Wyborczej, Bibliotece Analiz, Poligrafice, wielu serwisach internetowych. W dniu 02.10.2007 pojawiła się tez migawka na temat projektu w programie Dzień Dobry TVN. W dniu 03.10.2007 o 20.00 przedstawiciel NetPress będzie gościem specjalnym w Telewizji PULS.

Problem SPAM-u

Część uczestników, chcąc zdobyć jak najwyższą pozycję w rankingu partnerów, działała na pograniczu lub wręcz niezgodnie z obowiązującym prawem, rozsyłając SPAM (co jest sprzeczne również z regulaminem akcji). Internauci o ten stan rzeczy obwiniali także organizatora akcji. Spamerzy są eliminowani dwojako. Z jednej strony sami Internauci uniemożliwiają im działania nie tylko niezgodne z prawem, ale również te stojące w sprzeczności z netykietą. Organizatorzy natomiast uruchomili maszynkę, która umożliwia zgłaszanie przypadków spamowania. Są one weryfikowane, a w przypadku potwierdzenia działania niezgodnego z ogólnie przyjętymi zasadami, konta są usuwane.

Zaangażowanie Internatów

Najaktywniejsi partnerzy mają obecnie po kilkuset, a lider rankingu nawet ponad tysiąc poleconych partnerów. Poza udostępnionymi im przez organizatorów podstawowymi narzędziami do promocji, wykazują się także inicjatywą. Powstają niezależne blogi, strony partnerów, informujące o akcji. Najlepszymi tego przykładami są www.otwieramy.biz oraz www.otwieramy.org. Jak już wspominano, udało się wywołać duże zaangażowanie Internatów. Im samym zależy na tym, by projekt, w którym uczestniczą, miał pozytywny wydźwięk. To właśnie oni dementowali nieprawdziwe plotki o projekcie, a także przyłączyli się do walczyli ze spamerami. O popularności akcji świadczy też fakt, że pojawiły się w sieci strony parodiujące akcję. Sztandarowym przykładem jest tu www.cupsell.pl, której autor w dowcipny sposób wykorzystał popularność serwisu Otwieramy.pl do własnych celów.

Podsumowanie dotychczasowych działań i perspektywy

Obecnie, po trzech tygodniach akcji (do 02.10.07), na stronie Otwieramy.pl zarejestrowało się już ponad 54 tys. osób, a codziennie przybywa ok. 1,5 tys. nowych uczestników. Zredukowany został szum o negatywnym wydźwięku, a także zjawisko SPAM-u. Jeszcze w tym tygodniu uruchomione zostaną kolejne kanały komunikacji z uczestnikami, przede wszystkim blog. Powodzenie projektu przerosło znacznie oczekiwania organizatorów i dało potencjał, który obecnie posłuży do zbudowania sieci Partnerów, którzy z jednej strony w momencie startu platformy mają mieć już możliwość polecania produktów na niej dostępnych, a z drugiej strony już wkrótce będą mogli informować o jej starcie potencjalnych klientów. Reasumując, pierwszy etap akcji promującej uruchomienie platformy sprzedaży cyfrowych treści należy uznać za więcej niż udany. Przed rozpoczęciem zakładano, że pozwoli on zebrać bazę rzędu 10 tys. zarejestrowanych użytkowników w ciągu miesiąca, a przy bardzo prawdopodobnym utrzymaniu obecnej dynamiki, cel ten zostanie przekroczony sześciokrotnie.

Bartłomiej Roszkowski

----------------

Podsumowując:

- wysłano mailing partnerów Złotych Myśli - bardzo dobrze sprecyzowanej grupy docelowej, która jest aktywna w internecie (posiada blogi, istnieje na forach internetowych),
- ci dodatkowo zachęceni przyszłymi zarobkami zaczęli intensywnie działać,
- dodatkowo wsparcie public relations.

Jak widać w e-commerce też można robić takie rzeczy. :-)

2007-10-03 20:53
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Często zapominaną formą promocji w sklepach internetowych są programy partnerskie. Nie jest to może zbyt atrakcyjny temat dla właścicieli e-sklepów z paru względów: dobry program partnerski buduje się długo i żmudnie, trzeba włożyć w to masę pracy, a efektów może nie być. Dlatego też większość sklepów swoje programy partnerskie uruchamia jako swego rodzaju dodatek i nie przykłada do nich zbyt dużej uwagi. Można jednak wymienić kilka sklepów internetowych w Polsce, które mają dobrze prosperujące programy partnerskie - np. biżuteria w Wec.com.pl, książki w Aragon.pl, czy gry w Rebel.pl. W tym tekście chciałbym zaprezentować ciekawą ideę na to, w jaki sposób można zwiększać efektywność partnerów.

Jak wiecie, przeciętny program partnerski działa mniej więcej tak:

1) Partner promuje jakiś sklep w swoim serwisie www, bazie mailingowej czy wśród znajomych.
2) W materiałach promocyjnych podrzuca link, dzięki któremu sklep wie, że dane zamówienie spłynęło od tego partnera.
3) Użytkownikowi po wejściu do sklepu z takiego linku przyznawany jest plik cookie, który "łączy" go z danym partnerem.
4) Partner pobiera prowizję, która zależy od ustaleń sklepu z partnerem.

Podstawowy problem z rozwiązaniem tego typu polega na tym, że użytkownik musi przenieść się z danego serwisu (często jakiegoś poważanego serwisu tematycznego) do sklepu, z którym partner współpracuje. Wbrew pozorom to dość duże utrudnienie. Odwiedzający może nie mieć zaufania do sklepu, być zdziwiony nagłym przejściem do sklepu etc.

Ciekawą alternatywą jest umożliwienie odwiedzającym dokonanie zakupu bezpośrednio na stronie partnera. Można to zrobić na różne sposoby:

1) Jako iframe np. http://www.jubiler.a4t.pl/ w ramach programu partnerskiego Wec.com.pl. Znajdujemy się pod adresem macierzystego serwisu, możemy stworzyć dodatkową subdomenę.

2) Sklep + doklejka serwisu. Takim przykładem może być http://perfumeria.gazeta.pl/ w ramach programu partnerskiego sklepu Pedet.pl. Użytkownik nie traci kontaktu z serwisem partnerskim, ale pozostał mu tylko nagłówek.

3) Serwis partnerski, do którego doklejamy sklep. Cały czas znajdujemy się w danym serwisie, gdzie możemy dodać produkt do koszyka i przejść cały proces zamówienia. Innymi słowy, gdzie możemy zamówić towar.

Nie trudno domyślić się, że tak naprawdę tylko trzecie rozwiązanie rozwiązuje problem przejścia użytkownika z serwisu partnerskiego do sklepu. Przykładem takiego rozwiązania w Polsce mogą być sklepy takie jak wspomniany Aragon.pl, Mentis.pl czy wydawnictwo e-booków Escapemagazine.pl. Partner dostaje prosty sklep, który może wdrożyć w ramach swojego serwisu i umożliwić swoim odwiedzającym dokonanie zakupu bezpośrednio w tym serwisie.

- Partner stawia sklep, a my zajmujemy się realizacją zamówień, obsługą klienta itp. Od pół roku działa to w Mentis.pl i Aragon.pl, a od miesiąca w moim EscapeMagazine.pl - pisała Patrycja Kierzkowska, właścicielka Escape Magazine.

W oparciu o to rozwiązanie można posiadać własną księgarnię internetową, w której nie trzeba zajmować się realizacją zamówień, a czasem także obsługą klienta. Taką księgarnią jest np. Biznesowe.com.pl. Z kolei pod tym adresem można sprawdzić przykład jak to działa w obrębie serwisu partnerskiego.

To o czym piszę jest z dobrym skutkiem wdrożone w Amazon.com. W obrębie programu partnerskiego Amazon znajduje się wiele całkiem sporych, tematycznych serwisów internetowych takich jak np. Movies.com, gdzie odwiedzający po przeczytaniu jakiejś recenzji może dokonać zakupu (w obrębie serwisu rzecz jasna) wykorzystując nazwę użytkownika i hasło z Amazon.com.

Przy tego typu rozwiązaniach zawsze pojawiają się pytania w stylu "kto ma odpowiadać na pytania klientów" lub "co jeśli klient zapyta mnie dlaczego jego produkt jeszcze nie dotarł".

- Przy składaniu zamówienia na stronie Partnera jest informacja o firmie, która realizuje zamówienia. Jak klient zamówi, to dostaje maila od firmy, a nie od Partnera. Więc zwykle jak ma problem, to pisze tam, skąd ten mail przyszedł, bo w nim jest informacja co zamówił, numer konta, dane firmy. Robi po prostu "odpowiedz" i pyta o zamówienie. Jeśli klient napisze do Partnera (co też się zdarza), to Partner przesyła tego maila do firmy. Jeśli chodzi o pytania przedzakupowe, to zauważyłam, że niektórzy zamieszczają dane adresowe swoje, a inni firmy. I wtedy pytania trafiają stosownie do tego, co Partner zamieścił na stronie - odpowiada Patrycja.

Myślę, że przygotowując własny program partnerski warto przemyśleć takie rozwiązanie. Warto jednak odnotować, że nie we wszystkich branża może mieć to sens. Co o nim myślicie?

Zobacz więcej:

- Jak założyć sklep internetowy i o nic się nie martwić?.

2007-09-25 11:22
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (3)
 Oceń wpis
   
Wczoraj pisałem o landing pages. W świetle tych faktów tytuł dzisiejszej notki może brzmieć dziwnie. ;-) Jednak tak nazwano protest, za którym stoi amerykańska firma Ioninteractive.com. Zespół "No More Landing Pages" udowadnia, że jest to średnio efektywna forma dotarcia do klienta. Przy czym landing page jest tu rozumiana jako podstrona przygotowana specjalnie dla celów reklamowych. Skoro strony docelowe nie są skuteczne to co w zamian? Autorzy protestu proponują rozwiązanie, które nazwali conversion path.

Co to jest conversion path?

Najprościej mówiąc jest to podrasowanie strony docelowej. Wadą typowych landing page jest to, że na jednej stronie przekazuje się wszystkie informacje. Trudno dotrzeć wtedy do konkretnego odbiory. Idea conversion path sprowadza się do tego, aby poprzez kolejne strony (etapy procesu) rozłożyć ruch i lepiej sprofilować użytkowników. Rozwiązanie to można wykorzystywać w post click marketing, czyli wszelkiego rodzaju działaniach, które mają na celu maksymalizowanie konwersji po przejściu użytkownika z reklamy w wyszukiwarce, mailingu, reklamy na bannerze etc.

Jak to wszystko ma się do sklepów internetowych? Żeby to wytłumaczyć znowu posłużę się SEM. Wyobraźmy sobie, że wpisujemy do wyszukiwarki frazę w stylu "notebooki + sklep internetowy". Sklep taki jak Agito.pl odsyła wtedy na stronę kategorii z notebookami. Komputronik.pl odsyła z kolei do notebooków, których producentem jest firma Asus (ciekawe dlaczego?). Z kolei Abkomp.pl odsyła na stronę główną. Gdyby któryś z tych sklepów zastosował conversion path to wynikiem tych działań byłby mini-serwis składający się z kilku etapów. W pierwszym etapie (zaraz po przejściu z wyszukiwarki) moglibyśmy zapytać przykładowo jaki przedział cenowy interesuje użytkownika, w kolejnym o parametry sprzętu/przeznaczenie. W końcowym efekcie moglibyśmy zaproponować np. kilka konkretnych produktów i umożliwić przejście na stronę produktu sklepu lub dodanie do koszyka. To oczywiście przykładowe rozwiązanie. Generalnie jednak chodzi o to, aby poprowadzić użytkownika przez proces składający się z kilku etapów, nie bombardować go masą informacji na początku tak jak np. na Agito.

Tak to może wyglądać w przypadku ogólnych fraz. Co jednak w przypadku kiedy użytkownik wpisze do wyszukiwarki bardziej konkretne hasło np. model notebooka? Tu już nie jestem tak bardzo przekonany czy conversion path się sprawdzi. Megan z "No More Landing Page", z którą korespondowałem przekonywała mnie, że wtedy również można z powodzeniem wykorzystywać to narzędzie np. do ustalenia konkretnych parametrów sprzętu, czy produktu (w niektórych sklepach ustalane są one dopiero na karcie produktu).

Oczywiście nie każdy będzie w stanie wykorzystać to rozwiązanie lub jakąś jego mutację w swoim sklepie. Conversion path najlepiej sprawdzi się w przypadku drogich, często luksusowych towarów, właśnie takich jak elektronika, AGD, ale także podróże, ubezpieczenia, czy edukacja. Tworzenie kolejnych takich podstron to oczywiście dodatkowe koszty. Ioninteractive stworzyło w tym celu specjalne oprogramowanie. Ich przesłanie brzmi "skoro możemy podnieść Tobie konwersję 5 razy dlaczego nie zapłacić za konstruowanie takich podstron?". Efekty podobno potrafią zadowolić największych malkontentów.

Zobacz więcej:

- No More Landing Pages - blog,
- The anatomy of conversion path,
- conversion path w praktyce - demo.
2007-09-04 13:44
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Jak wiadomo wszem i wobec w Polsce można wyróżnić pięć portali - Onet.pl, WP.pl, Interia.pl, o2.pl i Gazeta.pl. W tym tekście przyglądam się bliżej, jak działają (lub też nie) na na nich pasaże handlowe.

Pierwsza sprawa, na polu pasaży handlowych póki co nie istnieją dwa portale - o2.pl i Gazeta.pl. Ci pierwsi, po krótkim epizodzie z 9sekund.pl, uruchamiają własną porównywarkę pod nazwą Radar.pl. Z kolei Gazeta.pl o ile pamiętam nigdy nie posiadała pasażu handlowego z prawdziwego zdarzenia, choć kooperowała z e-sklepami. Tak więc póki co w kontekście tych dwóch portali temat zakupów nie istnieje.

Z kolei Interia.pl w swoim Bazzarze postawiła przede wszystkim na porównywanie cen we współpracy ze Skapiec.pl o czym miałem okazję już pisać. Jako powód tej decyzji Interia podawała większą nowoczesność i przydatność dla użytkowników takiego narzędzia. Sam dopatrywałem się cięcia kosztów, czy też dużej konkurencji ze strony większych portali. Jednak oprócz porównywarki Interia przygotowała niewielki pasaż, gdzie znajdują się m.in. pojedyncze sklepy - Opony.interia.pl, agito.interia.pl, ale też pasaż z bielizną (chyba najbardziej reprezentatywna dziedzina dla pasaży handlowych, nie tylko ze względu na modelki), gdzie znajduje się kilka sklepów z tej branży.

Nie mniej jednak jeżeli nie prowadzimy sklepu z bielizną Interia nie jest raczej miejscem, gdzie można promować nasz sklep. Pozostaje Onet i Wirtualna Polska, które posiadają zdecydowanie bardziej rozbudowane działy zakupowe. Współpraca z tymi pasażami odbywała się zazwyczaj na podobnych zasadach: niewielka, stała opłata miesięczna za obecność w pasażu, do tego prowizja od sprzedaży ustalana zazwyczaj w zależności od branży. W obu pasażach można także wykupić pakiety reklamowe.

Przykładowo Onet.pl umożliwia wybór wariantu, w którym pasaż nie potrąca prowizji od sprzedanego towaru, a sklep płaci kupując pakiety reklamowe. Jednak jak można przeczytać na stronach Onetu większość e-sklepów wybiera model mieszany, czyli prowizje wsparte pakietami reklamowymi.

Warto czy nie?

W przypadku integracji sklepu z pasażem portalowym zazwyczaj rodzi się pytanie czy to przyniesie konkretne zyski i okaże się rentowne. Większość sklepów, które promują się intensywnie poprzez pasaże portalowe rozgranicza tę formę promocji na dwa elementy:

a) czystą sprzedaż, wygenerowaną bezpośrednio przez pasaż,
b) działania wizerunkowe mające na celu kreowanie marki i umacnianie pozycji sklepu na rynku.

Zapytałem jak obecność w pasażach oceniają dwa duże i znane sklepy o ugruntowanej pozycji na rynku - Intymna.pl i Militaria.pl. Odpowiedzi ich przedstawicieli nie zdziwiły mnie.

- Obecność w pasażach traktujemy jako budowanie i umocnienie wizerunku firmy. Z naszej obserwacji wynika, iż ze względu na mnogość sklepów internetowych pakiet nie zadowala przewidzianej sprzedaży, jednakże jak wspomniałam na wstępie, wspomaga kreowanie marki. Zaletą pasaży jest ich popularność wśród naszej grupy docelowej. Wadami są wygórowana cena w stosunku do proponowanej w danym pakiecie oferty i sztampowe rozwiązania reklamowe - uważa Dagmara Malczewska-Grzelak, członek zarządu Intymna.pl.

W podobnym tonie wypowiada się Maciej Ziemczonek odpowiedzialny za e-commerce Militaria.pl.

- Pasaże handlowe są dla nas bardzo ważne. Ponieważ zależy nam teraz na jak najszerszym dotarciu do internauty, stawiamy przede wszystkim na wykorzystanie narzędzi na stronach głównych portali. Dzięki temu jesteśmy w stanie generować odpowiednia sprzedaż, a także działać wizerunkowo. W takich warunkach obecność w pasażach jest rentowna. Przy ocenie całości działań bierzemy pod uwagę fakt, iż taka "reklama" przekłada się również na sprzedaż w innych kanałach, w naszym przypadku to zamówienia telefoniczne oraz odwiedziny klientów w salonach firmowych - komentuje.

Tak to wygląda w przypadku Militaria.pl i Intymna.pl - dużych sklepów, posiadających znaną markę. Co w przypadku, kiedy sklep dopiero pojawił się na rynku? Czy w takim przypadku elementy wizerunkowe odgrywają tak ważną rolę?

- Uważam, że przy podejmowaniu decyzji odnośnie obecności w pasażu należy patrzeć przede wszystkim na sprzedaż, a nie na efekt wizerunkowy. Chodzi mi tu zwłaszcza o początkowy okres działania sklepu. Jeśli do tego wiemy jaki klient nasz odwiedza i jaki dochód jest nam w stanie wygenerować, w dłuższym okresie możemy ocenić, czy płacenie za prezentację naszych produktów w pasażu jest opłacalne - ocenia Maciej.

Trudno się z nim nie zgodzić. Szersza obecność w pasażach handlowych jest niewątpliwie droga. Niewiele e-sklepów na starcie będzie na nią stać. Jeżeli dodatkowo nie przekuje się ona na sprzedaż, szybko okaże się, że pieniądze na promocję można było lepiej wykorzystać. Dlatego również uważam, że początkujące sklepy powinny raczej inwestować w promocję, która pozwoli sprawniej generować samą sprzedaż, a elementy wizerunkowe pozostawić na później. Nie oznacza to jednak, że mają omijać pasaże. Warunki współpracy są na tyle korzystne, że każdy sklep stać na obecność w pasażu. Jednak być obecnym w pasażu, a zaistnieć w nim to dwie różne sprawy.

Na co zwracać uwagę?

Jeśli zdecydujemy się na pasaż warto mieć na uwadze poprawne wdrożenie własnego sklepu. Jak można przeczytać w tym tekście niepoprawne wdrożenie sprawi, że użytkownicy korzystający z Internet Explorera np. w wersji 6 nie będą mogli dokonać zakupu za pośrednictwem pasażu. Jak sobie z tym poradzić przeczytać można pod wspomnianym adresem. Co ciekawe, jak wspominał autor tego tekstu zainteresowanie tym problemem ze strony samych pasaży było niewielkie. A to przecież stracone pieniądze nie tylko dla właścicieli e-sklepów, ale także dla samych pasaży, które przecież zarabiają m.in. na prowizji od sprzedaży.

Dlaczego piszę o pasażach teraz?

Planowałem ten tekst od dłuższego czasu. Napisałem go teraz, bo nadarzyła się bardzo dobra okazja do tego, aby każdy sklep sprawdził na własnej skórze co może zaoferować mu pasaż. Wygląda na to, że oba czołowe portale przebudowują swoją ofertę. Najpierw Onet poinformował o nowym modelu współpracy, który sprowadza się do tego, że nie ma stałej opłaty minimalnej dla sklepów, która wynosiła 80 zł. Wciąż pozostają jednak opłaty prowizyjne.

Z kolei Wirtualna Polska przygotowała jeszcze lepszą promocję. Każdy sklep, który zapisze się do końca września do pasażu WP zapłaci tylko i wyłącznie złotówkę za miesięczną obecność. Nie poniesie żadnych prowizji z tytułu zrealizowanych transakcji za pośrednictwem portalu i dostanie 100 zł na wykorzystanie w wyszukiwarce Wirtualnej Polski. Promocja trwa 3 miesiące, więcej można o niej przeczytać przeczytać na stronach WP lub też w oficjalnej notce prasowej. Jak poinformowano mnie w WP uczestnictwo w promocji jest całkowicie niezobowiązujące. A zatem każdy sklep po trzech miesiącach będzie mógł zdecydować czy pasaż jest dla niego korzystny i po zakończeniu promocji podjąć decyzję co dalej.
2007-08-29 14:29
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
W tekście "Pomyśl o dywersyfikacji sposobów promocji" w jednym z punktów zaproponowałem tworzenie treści, która będzie wspierać sklep. Dzisiaj jeden z przykładów takich działań.

Porównywarka cen Ceneo.pl przygotowała szereg przewodników zakupowych. W zasadzie aż się o to prosiło. Dlaczego? Przykładowo: świeżo upieczony internauta, który chce zacząć kupować w sieci i adres Ceneo.pl znalazł w gazecie typu "Komputer Świat" może tam teraz przeczytać teksty np. o tym jak wybrać odpowiedni dla siebie monitor, na co zwrócić szczególną uwagę przy zakupie etc. Z pewnością wybór takiego towaru jak monitor czy pralka jest na tyle trudny, że informacje zawarte w przewodniku przydadzą się także innym, nie tylko początkującym.

Jeśli mamy tworzyć treść wokół sklepu musimy zadbać o to, żeby jej jakość była jak najlepsza. W przypadku Ceneo.pl jest ona przez niektórych kwestionowana. W każdym razie jakby nie patrzeć na ten pomysł jest to świetny krok w kierunku rozwoju porównywarki, czy każdego sklepu internetowego, który oferuje choć trochę specjalistyczny towar.

Kolejną ważną kwestią jest sposób prezentacji tych informacji. Skoro męczymy się, aby napisać teksty o wysokiej jakości lub też płacimy za to specjalistom powinniśmy zadbać, aby te materiały były przez internautów dostrzegane. Ceneo radzi sobie z tym całkiem nieźle. Jest boks na stronie głównej, co jakiś czas pojawiają się zajawki wplecione pomiędzy produkty na stronach kategorii:



http://ecommerce.blox.pl/resource/ceneo.jpg

Z przewodników Ceneo zaczęło korzystać także Allegro (nic dziwnego skoro porównywarka należy już do QXL Poland). Największy polski serwis aukcyjny zaczyna także testować rozwiązania, których cel jest jeden - dostarczyć internaucie obfitych informacji nie tylko o produktach (wspomniane przewodniki), ale także o bezpieczeństwie transakcji (patrz informacja o Programie Ochrony Kupujących na stronach aukcji) czy podstawowych informacji dla kupujących. Nic tylko się cieszyć.

Warto dodać, że nie tylko Ceneo i Allegro idą w tym kierunku. Przykładowo Skapiec.pl prezentuje na swoich strona poradnik dotyczący ogólnie zakupów w sieci, od reszty nie odstaje w żaden sposób największy polski katalog e-sklepów - Sklepy24.pl.

To oczywiście tylko niektóre przykłady na to, jak tworzyć treść wokół porównywarek czy sklepów internetowych. Możliwości jest oczywiście więcej. Wspomnę o nich przy okazji kolejnych tekstów.

Zobacz więcej:

- Przewodniki zakupowe w Ceneo.pl,
- informacja o przewodnikach na Allegro.

p.s. Dokładnie dwa lata temu zacząłem pisać tego bloga. Z okazji tego małego jubileuszu chciałbym podziękować wszystkim czytelnikom za to, że odwiedzacie to miejsce i motywujecie mnie do tego, abym pisał dalej. Cieszy mnie to, że wypowiadacie się w komentarzach, zapraszam do czytania kolejnych tekstów. :-)
2007-07-05 00:35
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Jak to w USA. Ciekawy, niszowy pomysł na sklep internetowy, całkiem szybki rozwój, ciekawy plan na rozwój. Pewnego dnia wszystko stanęło w miejscu. Czy jeden dzień może przesądzić o klęsce sklepu?

Okazuje się, że tak. W USA istnieje sobie skromny sklepik 2bigfeet.com sprzedający buty o dużych (większych niż zazwyczaj w sklepach obuwniczych) rozmiarach. Choć nie jest to biznes, dzięki któremu można stać się milionerem jego właściciel od kilku lat utrzymuje się ze sprzedaży w swoim sklepie. Wszystko szło w dobrym kierunku, aż pewnego dnia, w najgorętszym okresie dla handlu zamówienia przestały napływać, a telefony dzwonić. Co się stało? Sklep został zbanowany w Google. Dzień 14 listopada 2003 roku został przez wielu właścicieli stron zapamiętany jako jeden z gorszych dla ich biznesów. Po kolejnej aktualizacji wyników wyszukiwania w Google sklep 2bigfeet.com (i inne także) został uznany za spam i z pierwszych pozycji zaczął plasować się gdzieś na końcu. Właściciel sklepu stracił kilka najlepszych miesięcy w roku. Na szczęście uniknął bankructwa inwestując w płatne reklamy Adwords, ale miał duże kłopoty z płynnością finansową. Więcej o tej historii przeczytać można na stronach magazynu CIO.

Historia nie powinna szczególnie dziwić. Nie od dzisiaj wiadomo, że takie rzeczy się zdarzają. Mój blog jest całkiem niezłym przykładem na to, że Google lubi się obrażać - znajduję się w filtrze od około roku bez jakiejkolwiek wcześniejszej ingerencji z mojej strony. O ile dla mnie nie jest to tragedia, o tyle jestem przekonany, że dla wielu polskich sklepów internetowych mogłoby to oznaczać koniec. Dlatego też warto zastanowić się nad tym, jak zapobiegać tego typu wydarzeniom.

Rynek wyszukiwarek w Polsce jest jasny i klarowny. Liczy się tylko Google, które od kilku lat nieustannie zwiększa udział w rynku. W zasadzie nie można nie pomyśleć o Google chcąc promować sklep. Cała zabawa polega jednak na tym, żeby dywersyfikować swoje wysyłki w promocji sklepu. A zatem szukać odpowiedniego balansu pomiędzy Google, a innymi formami promocji - lokować jaja w kilku gniazdach. Inaczej może skończyć się to bardzo źle. Jak to robić? Kilka praktycznych rad:

1. Inwestuj zarówno w promocję w wynikach organicznych, jak i płatną reklamą w wyszukiwarkach. Z Google zrezygnować się po prostu nie da. Warto jednak zawczasu zadbać o kampanie w płatnym wyszukiwaniu. Zdobędziesz doświadczenie w tej formie reklamy, sprawdzisz co jest skuteczne w Twoim przypadku. Gdyby, odpukać, coś nie wyszło w wyszukiwaniu organicznym masz jeszcze płatne wyniki. Po prostu rozwijaj zarówno jedną, jak i drugą formę promocji.

2. Pozycjonuj szeroko. Jeśli coś nie wypali z głównymi frazami ciągle zostaną Tobie te mniej popularne. Wspominał o tym Tomek Wieczorek w artykule, który ukazał się w marcu.

3. Skup się na tym co masz. Wykorzystaj swoją bazę klientów, wdróż przemyślaną promocję sprzedaży, czyli wszystko co ma związek z doraźną sprzedażą. Promocji sprzedaży poświęcę niebawem osobny tekst. Myślę, że jest to zbyt mało eksplorowany temat w zarządzaniu sklepami internetowymi w Polsce. Potencjał jest całkiem spory.

4. Twórz treść. Sklep internetowy można dobrze wspierać serwisami, w których prezentujemy konkretną, dobrą jakościowo treść. Wokół niej zbudujemy społeczność, której Google nie zniszczy jednym tąpnięciem.

5. Rozglądaj się za kolejnymi formami promocji. Nawiązuj współpracę z serwisami tematycznymi, pomyśl o programie partnerskim, innych formach promocji. W swoich rozmyślaniach nie ograniczaj się tylko do internetu. No i chyba jedna z ważniejszych kwestii... pamiętaj, że reklama umiera, a public relations "wzlatuje".

Ameryki nie odkrywam, ale warto pamiętać o takich podstawowych sprawach.

Swoją drogą, pojawiają się opinie, że Google w przyszłości może dążyć do detronizowania sklepów internetowych w wynikach wyszukiwania zmuszając ich tym samym do kupowania płatnej reklamy. Wtedy na najwyższe pozycje wskoczyłyby pewnie serwisy niekomercyjne i to z nimi należałoby nawiązywać współpracę. Macie podobne odczucia?
2007-06-21 01:18
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (3)
 Oceń wpis
   
Dość często spotykam się z pytaniami dotyczącymi promocji sklepów internetowych. Wielu stara się oszacować ruch na podstawie kilku najpopularniejszych źródeł np. wyszukiwarek, porównywarek (może trzymajmy się tej nazwy ;-)), czy programów partnerskich. Sam pokusiłem się o coś podobnego pisząc książkę. Dzisiaj jednak o nieco innym podejściu do tematu promocji.

Mówi się, że prawdziwe marki nie kreuje się za pomocą reklamy. Robi się to poprzez działania public relations, a w pewnym momencie uruchamia się reklamę jako dodatek, coś, co potwierdzi działania PR. Patrząc na duże biznesy trudno nie zgodzić się z tym, że właśnie taka droga jest właściwa - najpierw PR, potem reklama.

Doskonałym przykładem jest Amazon, który wystartował jako nowinka, coś niesamowitego, nowatorskiego. Ludzie, dzięki mediom, uwierzyli, że Amazon jest pierwszy i niepowtarzalny, choć w zasadzie pierwsza księgarnia to nie Amazon, a Powells.com (kto dziś o tym wie?).

Jak to działa? Prawda jest taka, że PR jest niesamowicie skuteczne, ale tylko w przypadku stworzenia czegoś nowego lub aktualnie bardzo na czasie. Nie oszukujmy się - kto napisze dzisiaj artykuł w gazecie o tym, że powstała księgarnia internetowa? Niewielu. Większość ograniczy się do przedrukowania gotowej informacji prasowej lub też zignoruje temat. A zatem warto sobie uświadomić coś o czym wielu zapomina - moim zdaniem PR może być taką "samonapędzającą maszyną" tylko wtedy, kiedy zaoferujemy coś bardzo atrakcyjnego, będziemy pierwsi.

Nie zawsze jednak dobre PR gwarantuje sukces. Bardzo dobry przykład - Webvan.com - nieistniejący już sklep, nad którym zachwycały się media. Niestety, zła strategia sklepu nie pozwoliła mu przetrwać i przez to byliśmy świadkiem chyba największego upadku dotcomu, o którym zresztą media również rozpisywały się szeroko. :-)

Tyle wprowadzenia. Sprawdźmy zatem jak to działa w praktyce. Znam na to dwa dobre przykłady:

1. Domzdrowia.pl. Jest to sklep, który przewija się w mediach w zasadzie nieustannie od kiedy powstał. Najpierw e-apteki były nowinką, nową kategorią, a Domzdrowia.pl w niej przodował (chyba głównie za sprawą funduszu MCI). Potem były przepychanki z aptekami tradycyjnymi, różnego rodzaju instytucjami, którym nie na rękę była działalność e-aptek. W końcu mieliśmy małą "batalię" o apteki internetowe w sejmie. W tym czasie w sejmie czas spędzał np. Zbigniew Domaszewicz z Gazety Wyborczej, który o całej sprawie napisał kilka tekstów tworząc z tego mały serial. W większości tych artykułów wymieniana była nazwa Domzdrowia.pl, wypowiedzi ludzi związanych ze sklepem. No i chyba najważniejsze - w większości tych artykułów znajdowała się informacja, że leki w sieci są nawet o 20-30% tańsze. Banał? Może i tak, ale chyba każdy biznes (a raczej branża) chciałby mieć taką reklamę. Jakby na to nie patrzeć Domzdrowia.pl wzmocnił swoją pozycję i dał się poznać tym, którzy jeszcze nie znali tego sklepu. Co dalej? Może giełda i pewnie jakaś większa kampania reklamowa.

2. Licketyship.com. Nowatorski projekt, któremu poświęciłem notkę (swoją drogą też element PR, tylko w tym przypadku zdecydowanie nieskuteczny ;-)) dostarczający towary w ciągu 4 godzin od momentu zamówienia na terenie San Francisco. Kto jeszcze pisał o tym projekcie? Ano przykładowo Wall Street Journal, Yahoo! Tech, CNN Money, Rolling Stone i inni. O efektach ciężko mi napisać, nie przyglądam się temu projektowi bardzo mocno. Dodatkowo tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana - to (póki co) projekt lokalny.

Kto następny? Przeglądając niektóre blogi myślę, że dobrym przykładem na to może okazać się niebawem Blip.pl. Nie będzie to sklep internetowy, ale procedura jest taka sama. Serwis jeszcze nie wystartował, a już rozpoczął dyskusję na wielu blogach, która przedostała się do mediów o szerszym zasięgu (np. artykuł w Internetstandard). Istnieją już konkurenci np. Robisz.pl, Ibogg.pl, ale dam głowę, że jak tylko Blip.pl ruszy przebije konkurentów co najmniej medialnie (co do innych spraw to nie mam pojęcia, bo nie znam żadnego z tych serwisów). O ile w przypadku Domzdrowia.pl czy Licketyship.com jestem pewien, że są to działania świadome, o tyle w przypadku Blip.pl mogę tylko zgadywać. :-)

Pisząc bloga często mam kontakt z ludźmi, którzy starają się zainteresować mnie swoimi projektami licząc zazwyczaj na to, że wieść trafi poziom wyżej (blogi to moim zdaniem ciągle ogniwo łączące). Nie jestem oryginalny i piszę zazwyczaj o tym, co mnie zainteresuje lub zainteresuje Was.

Notka powstała jako refleksja po przeczytaniu "Upadek reklamy i wzlot public relations". Polecam.

p.s. O czymś podobnym pisał kiedyś z Adam Infoguru.pl.
2007-04-12 19:47
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Dzisiaj o "wyniszczarkach" internetowych, czyli moim autorskim określeniu na coraz popularniejsze porównywarki internetowe. Nie wiem czy zgodzicie się z moją tezą, którą prezentujemy w tej notce. Wyraźcie swoją opinię w komentarzach lub piszcie bezpośrednio do mnie.

Na początek kilka obiegowych opinii:

- rynek porównywarek w Polsce rozwija się bardzo dobrze, mamy kilka uznanych serwisów i całą masę tych mniej znanych, które chcą zdobyć coś z tego coraz większego tortu, porównywarkę uruchamia portal 02.pl pod nazwą Radar.pl, w porównywarkowy biznes "wszedł" również serwis Sklepy24.pl rozpoczynając współpracę z Kupujemy.pl,

- porównywarki są fajne, klienci je lubią, bo klienci mogą kupić tanio, a różnica cen pomiędzy najdroższym, a najtańszym produktem to często kilkaset złotych, sukces porównywarek to po części przychylność mediów, które w swoim czasie wyjaśniły użytkownikom na czym polega cała idea i pomogły ją rozpropagować,

- porównywarki są dobrym narzędziem dla właścicieli sklepów internetowych, bo jest to coraz większy kanał dystrybucyjny, który staje się realną alternatywą dla sprzedaży aukcyjnej czy wyszukiwarek.

No właśnie. Czy aby na pewno porównywarki internetowe są dobrym narzędziem dla właścicieli sklepów internetowych? Skąd u mnie pojawiła nazwa "wyniszczarki"? Kiedy uświadomimy sobie główny cel przyświęcający porównywarkom - sprzedać jak najtaniej - dojdziemy do wniosku, że w przypadku porównywarek wygrywają tylko najtańsi, tylko te sklepy, które są w stanie zaoferować towar najtaniej. Przeglądając np. Ceneo.pl, a w szczególności produkty, które są tam oferowane przez kilkadziesiąt sklepów można zauważyć, że dużą liczbę komentarzy mają często biznesy, które nie starają się stworzyć żadnej marki, nie są użyteczne, są brzydkie, obsługa pewnie też nie jest idealna, ale są to sklepy tanie.

No i teraz na tym rynku (w bardzo konkurencyjnej branży, której rozwój w dużej mierze zapewniają właśnie porównywarki) pojawia się np. jeden z moich klientów, który na porównywarkach opiera całkiem sporą część swojej promocji. Ceny, jakie może zaproponować ten sklep na chwilę obecną plasują się mnie więcej w środku stawki. A to w efekcie sprawia, że ruch zdobyty dzięki porównywarkom jest bardzo nieefektywny. Na domiar złego za każde przejście do sklepu trzeba płacić (pay per click), co przy dość niskiej konwersji nie pozwala zarobić.

W porównywarkowym otoczeniu można znaleźć jednak sklepy, które od początku swojej działalności skupiają się na tego typu serwisach oferując minimalną cenę, ostatecznie wychodząc na zero, czy osiągając minimalny zysk. Strategia ta ma przynieść plony w przyszłości, kiedy to właściciele tych sklepów zdobędą rzeszę stałych klientów i będą mogli zacząć zarabiać. Pytanie na jak długo taka strategia jest korzystna. Owszem, to spowoduje szybki przypływ klientów, rozrost bazy klientów, których następnie można utrzymać do siebie. Taka walka jednak dla wielu kończy się klęską, zawsze może pojawić się ktoś jeszcze tańszy, kto ruszy tym samym szlakiem. A użytkownicy porównywarek zaczną kupować u tych tańszych. Są oni bowiem nielojalni, nastawieni przede wszystkim na cenę, która musi być maksymalnie niska. No i dlatego właśnie "wyniszczarki".

Zauważcie, że sklepy, które wykreowały markę jak np. Komputronik.pl omijają porównywarki nie chcąc konkurować ceną. Ich klienci chcą czegoś więcej niż najniższej ceny, wracają tam, bo... mają do czego wrócić. A zatem z punktu widzenia Komputronik nie warto pokazywać się na listach sklepów w porównywarkach jako oferta droga czy ze średniego poziomu cen.

Morał z tej historii: na pewno nie warto opierać swojego biznesu na porównywarkach.

Zgodzicie się ze mną?
2007-04-05 22:03
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Dzisiaj o pozycjonowaniu szerokim. Miałem już kiedyś okazję pobieżnie wspomnieć o tym temacie. Teraz sprawa ta jest poruszona przez Tomasza Wieczorka, który zajmuje się profesjonalnym SEO (oferta - Adbiz.pl). Tekst jest kierowany głównie do właścicieli sklepów internetowych, którzy często nie mają wystarczającej wiedzy do tego, aby nie dać zmanipulować się niektórym pozycjonerom czy firmom zajmującym się SEO. Myślę, że daje nieco inne spojrzenie na temat promocji w wyszukiwarkach i tłumaczy kilka kwestii na linii pozycjoner-klient. Zapraszam do zapoznania się z tekstem i komentowania. :-)

Pozycjonowanie szerokie - długi ogon kluczem do sukcesu w e-commerce

To, że pozycjonowanie jest jedną z najlepszych metod reklamy (według mnie najlepszą, a na pewno najefektywniejszą) wiadomo nie od dzisiaj.
Jednak pozycjonowanie pozycjonowaniu nierówne. Sami pozycjonerzy, pracujący na zlecenie najchętniej ustalają ilość fraz, którymi się zajmują i według wyników na tę określoną ilość fraz są rozliczani, niechętnie podejmując się pozycjonowania szerokiego.

Wcale się nie dziwię - taka forma współpracy jest najwygodniejsza. Mam dziesięć fraz, wrzucam je przykładowo w umówiony TOP5, inkasuję ustaloną stawkę i sprawa zamknięta. Jednak, czy takie rozwiązanie jest najbardziej korzystne dla sklepu internetowego?

Według mnie zdecydowanie nie! Dla sklepu z szerokim asortymentem, to pozycjonowanie szerokie i tzw. długi ogon jest kluczem do sukcesu i realnym podwyższeniem konwersji i sprzedaży.

Jeżeli ktoś się nie spotkał z pojęciem "pozycjonowanie szerokie", to w skrócie polega to na pozycjonowaniu serwisu na dużą ilość (nie mówimy tutaj o liczbie 10 czy 30), niekoniecznie konkurencyjnych fraz. Słowa te, mimo iż mało popularne, to już zebrane razem kierują całkiem duży ruch do danego serwisu/sklepu.

Dlaczego pozycjonowanie szerokie jest tak dobre? Powodów jest kilka. Ja wymienię dwa kluczowe:

1) Większa konwersja.

Koniec końców to konwersja jest najważniejsza i wszelkie działania marketingowe powinny opierać się na jej maksymalnym zwiększaniu. Badania wielokrotnie pokazywały (a moje doświadczenie jak najbardziej to potwierdza), że pozycjonowanie szerokie, zwiększa konwersje. Jak wiadomo traffic trafficowi nierówny.
Niszowe frazy, to często frazy oddające dokładną nazwę produktu, np. "Canon 1200 USM L". Co by nie mówić internauta, potencjalny klient, wpisujący taką frazę w wyszukiwarkę jest bardziej zainteresowany kupnem danego modelu (jak już go znajdzie), niż osoba wpisująca frazę "Aparaty cyfrowe".

2) Dywersyfikacja odwiedzalności.

Wbrew pozorom bardzo ważna sprawa. Pozycjonowanie to w pewnym sensie balans na krawędzi. Nikt nie jest w stanie zagwarantować pozycji i choćby nie wiem jak ostrożny i doświadczony pozycjoner, to różne filtry i naturalne spadki pozycji są czymś normalnym (niestety nie zawsze klienci potrafią to zrozumieć). Natomiast przy pozycjonowaniu szerokim sytuacja jest lepsza. Nawet spadek kilku fraz o kilka pozycji nie będzie tak mocno odczuwalny i bolesny jak spadek połowy (przykładowo 5) bardzo popularnych fraz. Byłem już świadkiem przypadków, kiedy ruch kilku tysięcy unikalnych odwiedzin dziennie oparty był na kilku popularnych frazach, a gdy frazy te spadły z dobrych pozycji właścicielom takich serwisów pozostawał już tylko płacz.

Powodów wymienić można jeszcze kilka, chociażby zwiększenie świadomości marki poprzez odnajdywanie danego sklepu na dużą liczbę fraz związanych z daną branżą (elementy brandingu) itd.

Czasami spotykałem się z opiniami, że nie da się uzyskać dużej odwiedzalności nie pozycjonując popularnych fraz. Twierdzenie to, poza kilkoma skrajnymi przypadkami, jest błędne. Wszystko uzależnione jest od ilości podstron. Co prawda można generować sztucznie zawartość serwisu i sztucznie przez to zwiększać wejścia, ale jak asortyment będzie mały to konwersja i tak będzie niska, a zatem nie ma to większego sensu.Jeżeli natomiast sklep ma już średniej wielkości zaopatrzenie, przykładowo księgarnia internetowa 30 000 pozycji książek, to już z konwersyjnym pozycjonowaniem szerokim nie powinno być problemu.

Dlaczego sklepy rzadko pozycjonują się szeroko? Powodów jest kilka. Pierwszym z nich są już wcześniej wspomniani pozycjonerzy i firmy zajmujące się SEO. Nie bez winy są jednak również sami zleceniodawcy. Ale od początku...

1) Pozycjonowanie szerokie nie jest łatwe. To nie jest wrzucenie kilku fraz do pierwszej dziesiątki wyników, pozycjonowanie szerokie to szereg procesów dążących do tego, aby strona była lepiej indeksowana i wyżej wyświetlana dla dużej ilości zapytań. Tutaj budowanie samego linkPopularity dla strony głównej, ewentualnie dwóch, trzech podstron, nie wystarczy. Sam serwis musi być dobrze zbudowany jeżeli chodzi o linki wewnętrzne i treść. linkowanie z zewnątrz też jest utrudnione i pracochłonne. Dlatego łatwiej jest pozycjonować kilka fraz, niż kilkaset.

2) Pozycjonowanie szerokie jest czasochłonne. O ile można mówić w ogóle, że pozycjonowanie nie jest czasochłonne, to już w przypadku długiego ogona jest to naprawdę proces długi. Rok czasu to wcale nie przesadzony okres...

3) Pozycjonowanie szerokie nie jest tanie, jest natomiast trudne w weryfikacji. Owszem istnieją wyjątki, ale zazwyczaj - zwłaszcza przez pierwszy okres - płacimy praktycznie za mało zauważalne wyniki. Potem się zwraca, ale nie każdy zleceniodawca dotrwa do tego czasu, tylko wcześniej zrywa umowę za "zbyt słabe efekty". Trudniej też rozliczać się. Przy konkretnych frazach, są jakieś ramowe cenniki, łatwo pozycjonerowi podać konkretną cenę, natomiast dla pozycjonowania szerokiego jest to znacznie trudniejsze. Dodatkowo zleceniodawca może podejrzewać, że przepłaca (zazwyczaj w początkowej fazie współpracy nakłady na pozycjonowanie szerokie będą wyższe od sprzedaży wygenerowanej przez te działania).

Podsumowując, skuteczne działania pozycjonowania szerokiego wymagają zaangażowania i zaufania zarówno ze strony zleceniodawcy - właściciela sklepu, jak i zleceniobiorcy - pozycjonera freelancera lub firmy pozycjonującej.

Ten pierwszy musi mieć zaufanie do pozycjonera, bo wiadomo, że zwłaszcza na początku są obawy, że wyrzucamy pieniądze w błoto. Zaufanie najłatwiej stracić, gdy coś nie gra. Niestety pozycjonerzy nie mają podpisanych umów z wyszukiwarkami i spadki pozycji i inne dziwne zawirowania w wynikach to normalne sprawy. A kiedy następuje Google Update, czyli drobne poprawki w algorytmie wyszukiwawczym to już nie ma siły - wiele może się zdarzyć. Do tego najlepiej, żeby zleceniodawca nie ingerował w pracę fachowca - skoro coś zleca, to znaczy zazwyczaj, że sam tego nie potrafi wykonać, bądź nie ma na to czasu, więc wszelkie rozmowy typu "dlaczego pozycjoner zrobił tak, a nie inaczej i że on to by zrobił w ten sposób, a w ogóle szwagier to mu powiedział, że najważniejszy w SEO to jest PageRank i dlaczego jego PageRank jest nadal zero?" nie mają sensu. Uwierzcie, to nie historyjka, tacy ludzie się zdarzają - krew zalewa. ;-)

Jeśli chodzi o pozycjonera, to po pierwsze, musi chcieć daną czynność wykonać. Niestety, ale muszę powiedzieć, że zdarzają się ludzie (wiele razy byłem świadkiem takich przypadków), którzy po podpisaniu umowy i kilkugodzinnej - kilkudniowej pracy myśleli, że ich robota jest już zrobiona i oczekiwali już tylko co miesiąc ustalonej kwoty. Z takim pozycjonerem daleko nie zajdziemy. Pozycjoner musi sobie zdawać sprawę z tego, w jaki proces się angażuje i wytłumaczyć zleceniodawcy wszelkie męczące go aspekty pracy i działania. Pozycjoner musi też być odpowiedzialny. Różne zawirowania, a nawet drobne filtry w wyszukiwarkach są, jak już wspomniałem, normalnością, ale jak już coś się dzieje nie po naszej myśli, to nie zostawiamy klienta na lodzie, tylko działamy tak, żeby jak najszybciej wrócić na poprzednie pozycje.

Wracając do głównego wątku. Czy pozycjonowanie szerokie jest naprawdę tak dobre? Według mnie tak. Dodatkowo nikt nie powiedział, że pozycjonując dany sklep szeroko, nie możemy się również nastawiać na trudne frazy, a działanie takie (pozycjonowanie szerokie plus pozycjonowanie konkurencyjnych fraz) wydaje się być najskuteczniejszą strategią.

Tomasz Wieczorek, Adbiz.pl.
2007-03-22 15:15
5. Jak promować sklep internetowy? Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Wczoraj polski internet obiegła wiadomość o zakupie porównywarki Ceneo.pl przez QXL Holding (spółka posiadająca chociażby Allegro.pl). Ciekawe przejęcie, które bardzo przypomina kupno Shopping.com przez Ebay. Mnie najbardziej interesuje to, czy dojdzie do jakiejś próby integracji Ceneo z Allegro czy też będą to dwa osobne podmioty. Wariantów mogłoby być kilka. O przejęciu szerzej przeczytasz na blogu Net to. Ja chciałbym skupić się dzisiaj na czymś innym.

Na e-biznes.pl można przeczytać, że na sprzedaż jest serwis e-kobiety.pl. Po przeczytaniu newsa zacząłem zastanawiać się na ile przejęcie takiego serwisu mogłoby pomóc jakiemuś sklepowi internetowemu.

E-kobiety.pl to według statystyk IDMnet 73 378 unikalnych odwiedzin miesięcznie, z kolei według danych właścicieli serwisu 4000 unikalnych użytkowników dziennie, co daje 120 000 UU miesięcznie. Na sprzedaż jest w zasadzie cała zawartość serwisu. Serwis generuje zyski.

I teraz pytanie: gdyby tak duży sklep w stylu Esentia.pl , albo Pedet.pl postanowił kupić taki serwis? Czy gra byłaby warta świeczki?

E-kobiety.pl prowadzi w tej chwili mały sklepik, który jak zgaduje sprzedaż ma bardzo marną. Generalnie jednak można uznać, że serwis przyzwyczaił już swoich stałych odwiedzających do tego, że w jego ramach znajduje się e-sklep. E-kobiety to również rozwijające się forum dyskusyjne, które mogłoby aspirować do tego, aby zastąpić brak wytworzonej społeczności np. w takim sklepie jak Pedet.pl.

Gdyby tak któryś sklep internetowy kupił e-kobiety.pl, zrezygnował ze współpracy z IDMnet i skupił się wyłącznie na dalszym rozwijaniu serwisu przy okazji promując własny sklep? Niestety trudno określić mi wartość takiego serwisu (może ktoś będzie mądrzejszy i oszacuje w komentarzu?), a od ceny zależy oczywiście najwięcej.

W każdym razie możliwości promocji poprzez taki serwis jest wiele. Przykładowo:

1. Artykuły sponsorowane poprzeplatane z pozostałymi artykułami.
2. Nieagresywna integracja wyglądu serwisu z wyglądem sklepu (wzrost świadomości marki).
3. Konkursy we współpracy z serwisem (mamy grono chętnych do wzięcia udziału).
4. Baza mailingowa, której możemy co jakiś czas wysyłać e-maile. Sklep reklamować można również w newsletterach (z tym, że tutaj akurat bazy mailingowej chyba nie ma...).
5. Oficjalny patronat nad forum np. specjalny dział forum o produktach e-sklepu.
6. Czy też nawet zwykła reklama linkowa czy też bannerowa (w końcu ruch jest całkiem duży).

Możliwości promocji jest oczywiście więcej. W zasadzie jest to kwestia kreatywności i pomysłów.

Co o tym myślicie? Czy na miejscu takiej Esentia.pl zdecydowalibyście się na zakup? Liczę na ciekawą dyskusję. :-)

Wojtek

p.s. Bloga zaczął pisać Artur Kurasiński. Myślę, że będzie ciekawie. :-)
2007-01-03 00:00
5. Jak promować sklep internetowy? ecommerce Komentarze (14)
 Oceń wpis
   
Czy wyszukiwarki to ciągle najlepszy sposób promocji sklepu online? Strategia promocji, jak zacząć, o czym nie zapominać i jak wykorzystać potencjał długiego ogona i wyszukiwania lokalnego -- m.in. o tym rozmawialiśmy z Tomaszem Frontczakiem, autorem książki ,,Marketing internetowy w wyszukiwarkach".

Wojtek Kyciak: Chcę sprzedawać w sieci, zakładam sklep internetowy. Czy wyszukiwarki to ciągle najlepszy sposób na pozyskanie klientów?

Tomasz Frontczak: Wyszukiwarki to ciągle najlepszy sposób promocji, ale zagadnienie marketingu w wyszukiwarkach (SEM) należy rozpatrywać szeroko. Jeszcze dwa czy trzy lata temu odpowiedź byłaby prosta -- pozycjonować i nie zastanawiać się nad niczym. Rynek reklamy internetowej w wyszukiwarkach jednak dojrzewa, świadomość właścicieli ebiznesów o metodach reklamy w wyszukiwarkach jest coraz większa a i mechanizmy samych wyszukiwarek się zmieniły. Poza tym w Polsce mamy jednego gracza, który ma pozycje absolutnie dominującą, czyli Google.

Rozpocznę od pytania -- czy użytkownik szukający np. dla słowa laptopy w rzeczywistości chce wejść do komputerowego sklepu internetowego ze standardową ofertą? Uważam, że w większości wypadków nie. Oczekuje raczej jakiś stron z artykułami o laptopach, radami czy recenzjami.

WK: Dlatego też warto pomyśleć o tym, aby startując ze sklepem internetowym mieć wsparcie jakiegoś serwisu o tematyce sklepu. To zawsze budzi większe zaufanie, klienci są bardziej skorzy do zakupów, tworzy się społeczność, no i osiągamy lepsze wyniki w wyszukiwarkach.

TF: Dokładnie, czy też wsparcie w postaci popularnego bloga. Ciągle jednak sztuka wykreowania bloga, który przyciągnie dużą rzeszę czytelników, udaje sie mało której agencji reklamowej.

Ile mamy w Polsce firm handlujących laptopami i posiadającymi ofertę w internecie w postaci sklepu internetowego? Kilkaset czy kilka tysięcy? Nieważne, ważne że miejsc na pierwszej stronie Google jest 10 (choć nie zawsze, później o tym powiem). A ile sklepów internetowych chciałoby się znaleźć w pierwszej dziesiątce Google dla słowa kluczowego laptopy? Pewnie każdy. No, ale chcieć to nie móc.

Wbicie się w pierwsze pozycje Google dla trudnych fraz kluczowych wymaga albo długotrwałego i solidnego budowania zaplecza linkowego naturalnymi metodami albo ryzykownymi metodami spamerskim. I jedno i drugie to koszty (czas, koszt usługi, koszt zaplecza). Koszty, które się nie zwrócą, jeżeli sklep nie będzie miał przemyślanej polityki cenowej czy unikalnej oferty.

WK: Czyli innymi słowy promować się w wyszukiwarkach, ale równocześnie rozwijać wszystkie najważniejsze elementy sklepu - wzorowa obsługa klienta, przemyślana strategia, polityka zdobycia i utrzymania stałego klienta, działania public relations i cała reszta, która ułoży się w spójną całość.

TF: Zdecydowanie tak. Jak widzę sklepy, które są ostro promowane w wyszukiwarkach, a brakuje tak elementarnych rzeczy jak wyczerpujący opis, kilka profesjonalnych zdjęć w powiększeniu czy wygodnego koszyka, to jedno przychodzi na myśl - nie tędy droga.

WK: Warto chyba także zwrócić uwagę, że wyszukiwarki są nadal najważniejsze, ale nie możemy polegać tylko i wyłącznie na nich. Co stanie się ze sklepem, któremu ruch w 90% zapewnia Google, a który zostanie przez nie zbanowany? Dlatego już na wstępie powinniśmy zadbać o to, aby dywersyfikować promocję naszego sklepu. Mam tutaj na myśli przede wszystkim programy partnerskie, które w wielu przypadkach odgrywają coraz większą rolę.

TF: Przy nowym sklepie z nową domeną sprawa komplikuje się jeszcze bardziej -- Google wyraźnie faworyzuje starsze wiekiem strony z ugruntowaną pozycją. Szybkie wypozycjonowanie nowej strony, małym kosztem, dla trudnego słowa kluczowego, bez technik spamerskich, możliwe było... BYŁO, ale już nie jest. Sama optymalizacja, struktura dokumentu przyjazna wyszukiwarkom i dodawanie do katalogów nie wystarczy, bo niby dlaczego miałoby, skoro tak robią wszyscy, albo prawie wszyscy.

Z drugiej strony, jeżeli chodzi o same sklepy, to często widzę dwa podstawowe błędy -- nieprzyjazne linki i architektura całego serwisu nie wspomagająca pozycjonowania. Do tego struktura wygenerowanego dokumentu html też bywa dość archaiczna. Dlaczego właściciele sklepów, a co gorsza producenci rozwiązań pudełkowych oferowanych tym właścicielom, nie zwracają na to należytej uwagi? Nie mam pojęcia. I zaznaczam, że np. samo wykorzystanie Mod Rewrite to jeszcze nie wszystko.

WK: Zgadzam się. Większość oprogramowania sklepowego w Polsce jest stworzona w sposób, który nie można uznać za korzystny dla wyszukiwarek. A od tego zaczynają się potem wszystkie problemy, bo jeśli nie ma podstaw, odpowiedniego fundamentu trudno jest budować cokolwiek. Brakuje na rynku firmy, która przy pisaniu swojego oprogramowania zwracałaby dużą uwagę na rolę wyszukwiarek w e-biznesie.

Ale w takim razie co powinien zrobić sklep na początku swojej działalności? Tak jak napisałeś początki w wyszukiwarkach będą trudne...

TF: Na początek koncentrować się na słowach niszowych i długim ogonie. Zacząć od wyboru takiego rozwiązania ecommerce, które będzie wspomagało działania na tym polu pozycjonowania. Zacząć od pozycjonowania niszowych fraz, zwiększać stopniowo nakłady, badać skuteczność i weryfikować.

WK: Jak ma się do tego wszystkiego reklama płatna np. w Google?

TF: Google zarabia na reklamie płatnej. Obserwując wyniki dla fraz anglojęzycznych, łącząc się z Google.com przez serwer proxy w USA, można zauważyć, że dla wielu zapytań mamy coraz mniej wyników organicznych a coraz więcej wyników płatnych czy "innych". Te "inne" to np. bezpośrednie linki do Froogle czy wyszukiwarki lokalnej. Strategia Google jest dla mie oczywista -- ograniczyć ilość pozycjonowanych wyników dla komercyjnych fraz. Poniżej przykłady.



Przykład 1.
Google dla frazy z nazwą produkty sugeruje wyniki z porówywarki cen Froogle. Wyniki sponsorowane + linki do Froogle zdecydowanie dominują. Dla użytkownika nie ma znaczenia, że nie są to wyniki organiczne, gdyż dostarczają mu pożądanych informacji.




Przykład 2.
Google odsyła do wyszukiwarki lokalnej dla frazy zawierającej w sobie lokalizację (tutaj nazwę miast w USA).




Przykład 3.
Google pokazuje kilku wyników organicznych dla innego słowa kluczowego niż wpisanego w pole zapytania (w przykładzie dla zapytania ,,bank internetowy" pokazują się trzy wyniki dla słowa ,,mbank")

Paradoksalnie jest to z korzyścią dla użytkownika, gdyż reklama płatna jest często lepiej kierowana. Ostatnie posunięcia Google, jak np. uzależnienie ceny za kliknięcie w link sponsorowany od jakość reklamowanej strony (parametr Quality Score - masz gorszą stronę, zapłacisz więcej) świadczy o tym, że Google próbuje wymusić na reklamodawcach zwiększanie jakości oferty.

Rozwój wyszukiwarek lokalnych (jeszcze nie dostępne w Polsce) czy kierowania reklamy w zależności od lokalizacji (już tak), to kolejne możliwości do wykorzystania. Wydawałoby się, że nie dotyczy to bezpośrednio sklepów internetowych, które działają globalnie, ale w praktyce tak nie jest.

Szukałem ostatnio paneli podłogowych, parapetów, płytek ceramicznych. Co mi daje link do sklepu w Warszawie, gdzie jest w ofercie "dojazd gratis na terenie Warszawy i okolic", jeżeli buduję dom w Poznaniu? Niewiele, jeżeli chciałbym obejrzeć produkt czy konieczny jest montaż tego produktu przez wyspecjalizowanego fachowca. Np. brak stron pozycjonowanych czy reklamowanych płatnie dla kombinacji ze słowem lokalizującym (np. "parapety poznań") dowodzi, że jednak istnieje jeszcze mnóstwo nisz, niekoniecznie na rynku laptopów.

WK: No tak, przecież prowadząc sklep internetowy można działać lokalnie np. w dużych aglomeracjach miejskich i wtedy dzięki takim kombinacjom zdobędziemy potencjalnych klientów zainteresowanych naszym asortymentem i naszą lokalizacją (chociażby dla łatwiejszego/tańszego odbioru/wysyłki towaru). Wtedy możemy świetnie wpasować się w odpowiednią niszę.

TF: Wrócę do przykładu z rynku budownictwa. Na tym rynku widać, jak wiele jest do zrobienia od strony koncepcyjnej i technologicznej. Tradycyjny sklep absolutnie nie nadaje się do tej branży, bardziej powinna to być aplikacja online pomagająca klientowi wyznaczyć ilość potrzebnego materiału (np. na podstawie podanej powierzchni) i służąca później do konsultacji i negocjacji ze sprzedawcą online. W tej branży rabaty mogą być bardzo duże i tym większe, im więcej towaru zamawiamy - nieustające negocjacje.

I coś na potwierdzenie tezy o długim ogonie. Wydałem sporą sumkę w sklepie, którego stronę (nie sklep online, po prostu solidnie zrobiona strona) znalazłem w wyszukiwarce dla frazy "panele classen poznań". Sklepu nie znałem, a akurat ten sklep z wyszukiwarki zapewnił mi najlepsze warunki (cena * szybkość skompletowania zamówienia * cena za transport).

No i wreszcie -- reklama płatna w wyszukiwarkach umożliwia natychmiastowe przetestowanie nieograniczonej liczby kombinacji słów kluczowych i opisów reklamy. Doskonała sprawa w połączeniu z narzędziami analitycznymi, takimi jak Google Analytics.

OK, tyle informacji chyba na początek wystarczy, żeby czytelnicy naszych blogów nie byli zbyt przytłoczeniu ilością tekstu. Życze długiego utrzymania się Twojej książki w top10 na liście Helionu. Pewnie po komentarzach wywnioskujemy, co warto byłoby jeszcze poruszyć w przyszłości.

---
Tomasz Frontczak jest autorem książki Marketing internetowy w wyszukiwarkach. Zajmuje się marketingiem internetowym. Pracuje naukowo w Instytucie Inżynierii Zarządzania Politechniki Poznańskiej. Współtworzy blog internetowy Sprawny Marketing.

Zapraszam do komentowania. :-)
2006-08-25 00:00
5. Jak promować sklep internetowy? ecommerce Komentarze (2)
 Oceń wpis
   
W Gazecie Wyborczej pojawił się artykuł o "Reklamie z internetowego pamiętnika". Temat ten co jakiś czas się przewija w polskich mediach, a na zachodzie jest już chyba na porządku dziennym.

A gdyby tak promować sklep internetowy za pomocą bloga?

Wariantów, jak zawsze jest kilka:

1. Sklep tworzy własny blog - w domenie sklepu lub korzystając np. z Bloxa. Blog może być wielotematyczny jednak główną tematyką będzie rzetelne opisywanie produktów sprzedawanych w sklepie. Na końcu notki opisującej produkt pojawia się link. Plusy: tworzymy dobrą treść, potencjalni klienci są zainteresowani takimi informacjami. Minusy: jako sprzedawcy nie musimy być wiarygodni, nie wykorzystujemy największej mocy blogów, czyli zaufania czytających do bezinteresowanych pisarzy. Powodzenie takiego przedsięwzięcia będzie zależeć od tego jaka będzie jakość notek.

2. Sklep proponuje współpracę z danym blogiem, który go jawnie promuje
. Podejrzewam, że gdybym zaproponował współpracę z dobrymi blogami z Blox.pl większość z nich wyśmiałaby mnie lub obrzuciła inwektywami. ;-) Z moich obserwacji wynika, że blogowicze (zwłaszcza ci dobrzy) cenią sobie przede wszystkim niezależność. Gdyby jednak udało się zaprosić do współpracy jakiś dobry blog najpewniej sklep miałby tańszą i skuteczniejszą reklamę niż na zwykłych stronach.

3. Sklep proponuje niejawną współpracę. Takie rozwiązanie prawdopodobnie byłoby najskuteczniejsze. Przykładowo autorka bloga Ona bloxuje -
Anulina w jednym z opisanych dialogów wtrąca adres sklepu internetowego X, w którym dokonała zakupu. Odwiedzający taki blog nieświadomie przyjmą do wiadomości, że istnieje sklep internetowy, w którym kupuje Anulina (ta, co prowadzi tego świetnego bloga). Takie rozwiązanie pachnie jednak kryptoreklamą.

A może wyróżnilibyście jeszcze jakieś warianty?

p.s. Mój znajomy, Radek Piątek, poszukuje betatesterów do Systemu Wielokrotnych Autoresponderów i Newsletterów . Z tego co wiem system jest dobry, więc zachęcam. Kontakt znajdziecie na stronie.
2005-10-03 00:00
5. Jak promować sklep internetowy? ecommerce Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Wywiad o reklamie w wyszukiwarkach w serwisie Internetstandard.pl dowodzi, że tak naprawdę agencję interaktywne wiedzę o wyszukiwarkach mają tylko połowiczną. Choć komentarze wyjaśniają błędy znajdujące się w wywiadzie ja zastanawiam się dlaczego nie ma ani słowa o optymalizacji.

Śledząc ogłoszenia na grupach i forach z zapytaniem o promocję w wyszukiwarkach można zauważyć pewną niewiedzę właścicieli witryn. Większość z nich zainteresowana jest tylko i wyłącznie pozycjonowaniem. Prawie nikt nie pyta o optymalizację.

Różnicę pomiędzy pozycjonowaniem a optymalizacją najłatwiej zobrazować na przykładzie...

Jest dwóch właścicieli sklepów internetowych. Obaj prowadzą księgarnię internetową - nazwijmy je Sklep A i Sklep B. Sklep A zlecił pozycjonowanie, firma pozycjonująca promuje księgarnię na hasła najbardziej popularne "książki", "księgarnia internetowa", "książki + sklep internetowy" itp. Sklep B znalazł firmę, która zajmuje się optymalizacją stron - przeprowadzają oni szereg działań, do których m.in. należy pozycjonowanie najważniejszych haseł. Oprócz tego promują inne podstrony Sklepu B, tak aby w końcowym rezultacie większość z tych podstron znajdowała się wysoko w wyszukiwarkach.

Mija kilka miesięcy, zakupu w jakiejś księgarni chcą dokonać Klient A i Klient B (oczywiście nie wiedzą o swoim istnieniu ;-)). Ten pierwszy odwiedza Google, wpisuje frazę "książki + sklep internetowy". Z kolei Klient B jest bardziej obeznany w literaturze i wpisuje w Google "zwodniczy punkt + brown + sklep internetowy". Klient A otrzymał masę księgarni internetowych, nie wie którą wybrać, w końcu trafia do Sklepu A - trochę poklikał i poszedł odwiedzić kolejną księgarnię. Klient B ma przed sobą mniejszy wybór, trafił na Sklep B, odwiedzając bezpośrednio stronę produktu - książki "Zwodniczy punkt".

Jaki morał z tej historyjki? Który z klientów jest bliższy kupienia książki? Klient A który sam nie wie czego chce, odwiedza kolejne księgarnie, jest niezdecydowany czy może Klient B, który odszukał dokładnie to czego szukał i od razu ma możliwość dokonania zakupu? Który sklep lepiej promuje się w wyszukiwarkach? Sklep A, który ma wiele niewartościowych wejść z główny słów, fraz czy Sklep B, który być może ma mniej wejść, ale za to wielu zdecydowanych, potencjalnych klientów?

Taka jest mniej więcej różnica pomiędzy pozycjonowaniem, a optymalizacją. :-)

2005-09-17 00:00
5. Jak promować sklep internetowy? ecommerce Komentarze (10)
1 | 2 |